wtorek, 30 kwietnia 2013

Cóż poradzić, taki lajf


Nad tym zdjęciem trochę się nagłowiłem, zanim zdołałem ustalić, co i jak. Fotografia pochodzi z czasopisma "Life" z lutego 1947, ja zapożyczyłem ją ze strony fotopolska.eu. Początkowo próbowałem ją przypasować w różnych miejscach skarpy wiślanej, bo wydawało mi się, że budynki lekko opadają w dół, ale był to błędny trop.

Na właściwe rozwiązanie naprowadziły mnie inne zdjęcia z tego samego źródła: LINK1 i LINK2. Niestety też trzeba je było najpierw zidentyfikować, ale tu wystarczyło skojarzenie i ortofotomapa. Ten barak Caritasu stał w ogrodzie na tyłach klasztoru franciszkanów, a widoczne w tle ruiny to zabudowa ul. Sapieżyńskiej. Jakiś czas temu identyfikowałem zdjęcie z tego rejonu: LINK i pomogły właśnie dzieci bawiące się piłką w tym samym ogrodzie. Skoro te dwa zdjęcia zrobiono na ul. Sapieżyńskiej, to może i to trzecie pochodziło z tej samej serii? - tak sobie pomyślałem i spłynęło na mnie olśnienie.

Nasze zdjęcie jest "odwrotką" i dlatego było takie oporne w identyfikacji! Rzut oka na ortofotomapę potwierdził moje przypuszczenia - to ulica Sapieżyńska widziana od strony Bonifraterskiej:


Po odwróceniu widzimy następujące obiekty: po lewej resztki podwójnej kamienicy Spaieżyńska 10 (zapewne zima wstrzymała prace rozbiórkowe), po prawej w miarę całą kamienicę Sapieżyńska 19. Daleko w tle majaczy sylwetka budynku przy ul. Zakroczymskiej 9, który zamyka perspektywę ulicy: Oczywiście ortofotomapa to stan z 1945 roku, zdjęcie natomiast wykonano półtora roku później. Przez ten czas sporo zdołano już rozebrać i uprzątnąć.


"Odwrotki" to jedna z bardzo częstych przypadłości w edytowaniu zdjęć. Wynikają z pośpiechu, czasem z nieznajomości "terenu" lub pozornej symetrii obrazu. W albumie Warszawskie konfrontacje, Sport i Turystyka, 1968, s. 28 odwrócono np. zdjęcie Edwarda Falkowskiego z MDM-u, bo na pierwszy rzut oka, obie strony wyglądają całkiem podobnie. Tylko dzięki reliefowi górnika możemy się połapać, że coś tu nie gra: LINK. Do narzędzi pomocnych w identyfikacji starych zdjęć warto zatem dołożyć także zwykłe lusterko.

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Widok z balkonu

Kilka dni temu otrzymaliśmy miłego maila od Roberta Marcinkowskiego, który jak się okazało jest stałym Czytelnikiem naszego bloga. Przedstawiać Autora listu specjalnie nie trzeba, każdy, kto choć trochę interesuje się tematyką warszawską, wie o kim mowa. Ujmując rzecz w dużym skrócie jest to znany kolekcjoner przedwojennych pocztówek i zdjęć warszawskich, badacz przeszłości stolicy oraz autor Ilustrowanego Atlasu Dawnej Warszawy, który w tym roku (2013) doczekał się kolejnego wydania: LINK.

Wraz z mailem otrzymaliśmy bardzo interesujący zestaw warszawskich zdjęć z prośbą o pomoc w lokalizacji miejsc, w których zostały wykonane. Umówiliśmy się, że ciekawsze przypadki będziemy mogli omówić na blogu. Dziś zaczynamy od zdjęcia ukazującego taki oto widok z balkonu:


Identyfikacja miejsca nie stanowiła specjalnej trudności, ale za każdym razem staram się podkreślać to, że naszych działań, którym się tu oddajemy nie należy postrzegać w kategoriach wyczynowych. To nie wyścigi, ani quiz, kto lepiej, szybciej i precyzyjniej zidentyfikuje trudniejsze zdjęcie. Trudność w identyfikacji zdjęć to zresztą rzecz umowna i bardzo względna. Daleko cenniejsze od samego "wyczynu" zidentyfikowania miejsca jest dla nas przywrócenie pamięci miejsca. Dzielimy się tą naszą wiedzą w nadziei, że przyczyni się do lepszej jakościowo i szerszej popularyzacji historii naszego miasta.

Jak tylko zobaczyłem powyższe zdjęcie, nie zastanawiając się jeszcze nad miejscem, wiedziałem, że muszę je opisać. Ta fotografia przemawia do mnie, jak rzadko która. Lokator mieszkania na pierwszym piętrze wyszedł na balkon, aby utrwalić ważną scenę, jaką dostrzegł na ulicy. Widok z okna rodzinnego domu to jeden z archetypowych obrazów, jaki człowiek podświadomie chce utrwalić i ocalić. Tu widzimy wypalony budynek, martwe ciała koni, kilkoro przechodzących osób, samochód, w głębi dwa kolejne i wóz konny. Aż się chce powiedzieć "normalna sceneria uliczna" z czasów oblężenia we wrześniu 1939, ale to słowo "normalna" jakoś grzęźnie w gardle. Bandyckiego napadu na ludność cywilną nie można nazwać "normalnym". Wystarczy mocniej pociągnąć nosem, aby poczuć woń spalenizny i padliny, jaka unosi się nad tym zdjęciem...

Fotografię wykonano zapewne gdzieś między godziną 14.00 a 15.00 - wskazują na to cienie. Ludzie ubrani w płaszcze, poruszają się ulicą dość spokojnie, wygląda więc na to, że miasto już skapitulowało. Kto wie, może osoba, która wyszła na balkon z aparatem fotograficznym, chciała właśnie uwiecznić tę złowrogą ciszę po zawieszeniu broni? Zdjęcie pokazuje dość charakterystyczny fragment miasta w rejonie zbiegu ulic: Srebrnej, Miedzianej i Twardej. Wykonano je z pierwszego piętra narożnej kamienicy Miedziana 1 / Srebrna 6: LINK w kierunku południowo-wschodnim. Owalny narożnik należał do budynku Miedziana 2 / Srebrna 4: LINK, natomiast w tle, w prawym górnym rogu zdjęcia, widzimy fragment kamienicy Twarda 61/63: LINK. Żaden z budynków widocznych na zdjęciu nie przetrwał do naszych czasów, w miejscu narożnej kamienicy, z której zrobiono zdjęcie, postawiono całkiem nowy budynek. Obecny wygląd tego miejsca zapewne mocno by zdumiał lokatora mieszkania na pierwszym piętrze: LINK.

(P)

piątek, 26 kwietnia 2013

Dziewczynka z baziami

Nigdy zasadniczo nie miałem wątpliwości, co do miejsca, w którym Edward Falkowski uwiecznił dziewczynkę z baziami. Zdaje się nawet, że wykonał w tym miejscu całą serię zdjęć, bo pamiętam kilka różnych ujęć tego samego tematu. Pewnie nigdy bym nie próbował "wyważać otwartych drzwi", gdyby nie fakt, że w albumie Jerzego S. Majewskiego i Tomasza Markiewicza, Budujemy nowy dom. Odbudowa Warszawy w latach 1945-1952, DSH, 2012, na stronie 29, podpisano to zdjęcie jako: "Plac Trzech Krzyży, dziewczynka sprzedająca bazie w ruinach kościoła św. Aleksandra".



Skoro dwaj tak wytrawni varsavianiści "puścili" taki podpis, czuję się w obowiązku dokonania analizy tego zdjęcia i sprostowania pomyłki lokalizacyjnej. Rzecz nie będzie specjalnie trudna, bo kościół pw. św. Kazimierza sióstr sakramentek na Rynku Nowego Miasta, gdzie Falkowski zrobił swoje zdjęcie, był po wojnie dobrze obfotografowany przez wielu innych autorów. Weźmy zdjęcie z portalu fotopolska.eu:


Na czerwono zaznaczyłem mniej więcej kadr Falkowskiego. Fotograf stał nieco bardziej na lewo, ale to szczegół. Kolorowymi strzałkami zaznaczyłem na tym zdjęciu elementy korespondujące z jego zdjęciem. Strzałka błękitna wskazuje blok elewacji leżący w prawym dolnym rogu, strzałka zielona to fragment gzymsu pod pilastrem, strzałka żółta to łuk portalu, widoczny w lewym górnym rogu. Strzałka pomarańczowa wskazuje natomiast spalone belki, z których prawdopodobnie zrobiono krzyż widoczny na zdjęciu z dziewczynką. Jak wspomniałem wcześniej, miejsce było dobrze obfotografowane, tu nie trzeba specjalnej wiedzy varsavianistycznej, wystarczy chwila szperania w sieci by znaleźć kilka podobnych ujęć, które potwierdzą taką lokalizację. Spójrzmy na najciekawsze, które nie pozostawia żadnych wątpliwości: LINK.

(P)

czwartek, 25 kwietnia 2013

Nie tylko od frontu


Kolejne nieopisane zdjęcie autorstwa Sylwestra Brauna z albumu Reportaże z powstania warszawskiego, KAW, 1983, s. 346, przedstawia zasypane gruzem podwórko. Te ślepe ściany strasznie mnie intrygowały, takich niezabudowanych placów nie było zbyt wiele w Śródmieściu, na terenie którego głównie robił zdjęcia "Kris". Na dodatek budynek zamykający perspektywę wyraźnie stoi ukosem. Po godzinie poszukiwań identyczny układ "znalazłem" na tyłach kościoła Wszystkich Świętych, na tyłach posesji Bagno 1 i na tyłach kamienic Pańska 14, 12, 10 i 8. Na ortofotomapie z 1945 roku wygląda to tak:


Obecnie, gdybyśmy chcieli zrobić podobne zdjęcie, musielibyśmy stanąć mniej więcej na środku ul. Świętokrzyskiej. Bardziej ciekawej jest jednak to, jak to miejsce wyglądało przed wojną. Czy było zaciszną oazą w sercu tętniącego zgiełkiem Śródmieścia, a może zabudowane drewnianymi szopami i budkami odpychało jak podwórza na przedmieściach? Czy pokrzykiwały tu dzieci, grając w serso, czy jedynym dźwiękiem jaki tu rozbrzmiewał był stukot młotka z rzemieślniczego warsztatu? W tej kwestii pozostaje jedynie snucie domysłów.

(P)

środa, 24 kwietnia 2013

Wyłuskany obrazek z ograniczoną odpowiedzialnością

Są takie miejsca na mapie dawnej Warszawy, które niespecjalnie zostały obfotografowane, a jeśli już, to istniejąca ikonografia absolutnie nas nie zadowala. To takie "białe plamy", których zapełnianie to nasza szczególna powinność. Dzisiejszy wpis będzie dotyczył jednego z takich miejsc. Jak już wielokrotnie o tym wspominałem, oglądanie archiwalnych zdjęć, to zajęcie któremu z przyjemnością i bez reszty oddaję się w każdej wolnej chwili. Oczywiście są dwa rodzaje patrzenia - powierzchowne omiatanie wzrokiem i głębokie wnikanie w obraz. Na to drugie nie zawsze mamy czas i warunki, zazwyczaj więc "ślizgamy się" z obrazka na obrazek, dostrzegając mocno akcentowany plan pierwszy, albo to, na co zwraca naszą uwagę podpis.

Nie pamiętam już, w jaki sposób stałem się posiadaczem The Warsaw Illustrated Calendar 2008, ale z pewnością kupiłem go ze względu na ilustracje. Kalendarz ten wydała firma o nazwie nomen-omen: "Historia z ograniczoną odpowiedzialnością". Miała to być żartobliwa gra słów, ale jak się człowiek zastanowi nad sensem tej nazwy, to wychodzi na to, że firma nie ponosi odpowiedzialności za prezentowane treści historyczne. Ale mniejsza z tym. Za nazwą firmy kryją się nie lada nazwiska: Andrzej K. Kunert, Robert P. Stachowicz, Rafał E. Stolarski i Zygmunt Walkowski. Ilustracje kalendarza to swoisty przegląd historii warszawskich kościołów. Co druga rozkładówka poświęcona została innej świątyni i pokazuje wybrany obiekt sakralny w okresie przedwojennym, powojennym i dzisiejszym (2007). Na stronie 43, opowiadającej o kościele św. Jacka przy ul. Freta 10, moim oczom ukazała się taka fotografia:


Jakość zdjęcia i reprodukcji niezbyt dobra, ale coś tu jednak widać. Początkowo sądziłem, że to murek klasztoru dominikanów od strony ul. Starej, ale im usilniej próbowałem dopasować szczegóły, tym bardziej rosły moje wątpliwości. Przełom nastąpił w momencie, kiedy ujrzałem wchodzący w kadr, w prawym górnym rogu, narożnik innego budynku. Święty Jacku z pierogami! To przecież ul. ks. Siemca, czyli obecna Wiślana! Ruiny na zdjęciu to pozostałości kościoła pw. św. Rodziny oo. Salezjanów: LINK. Architektem tej neogotyckiej świątyni był sam Józef Pius Dziekoński, autor m.in. bazyliki katedralnej pw. św. Michała Archanioła i św. Floriana Męczennika na Pradze. Rzućmy okiem jak ten kadr prezentuje się na ortofotomapie:


Ujęcie wykonano z ul. Dobrej. Gdybyśmy dzisiaj chcieli wykonać podobne zdjęcie, wyglądało by to mniej więcej tak: LINK. Kościół przy ul. ks. Siemca to z pewnością jeden z tych przedwojennych obiektów, które nie tylko na zawsze zniknęły z przestrzeni miasta, ale też niemal zupełnie przestały istnieć w świadomości potocznej warszawiaków. W ikonografii świątynia ta jest praktycznie nieobecna, tym bardziej cieszy mnie fakt wyłuskania tego zdjęcia z, bądź co bądź, dość niszowej publikacji.

(P)

wtorek, 23 kwietnia 2013

Efekt domina

Zachęcony powodzeniem rozwikłania zagadki panoramy przedstawiającej zniszczoną zabudowę na Nowym Bródnie: LINK, zabrałem się za resztę niezidentyfikowanych zdjęć Juliena Bryana z tej okolicy, w myśl zasady: "kuj żelazo, póki gorące". Jak się wkrótce okazało precyzyjna lokalizacja jednego zdjęcia rozpoczęła istną lawinę identyfikacji innych zdjęć. Nastąpił tu prawdziwy efekt domina i w rezultacie udało się ustalić miejsce wykonania aż ośmiu fotografii, ale zacznijmy wszystko od początku. Na pierwszy ogień wziąłem dwa zdjęcia z topolą włoską, pokazujące w zbliżeniu i oddaleniu ten sam charakterystyczny fragment dzielnicy:

1.

2.

Zdjęcia zaczerpnąłem ze strony United States Holocaust Memory Musem (LINK) i ponumerowałem je dla porządku, ponieważ za chwilę pojawi się ich więcej. Zniszczone budynki po prawej stronie zdjęcia numer 2 przypominały mi układ z opisanego kilka dni temu zdjęcia: LINK, tyle że widziany od strony południowej. W tle po prawej widzimy więc dom przy ul. Siedzibnej 32 (jasna elewacja), a na lewo od niego, nieco bliżej obiektywu fotografa - dwa budynki przy ul. Ogińskiego na posesji nr 6 i 8. Na ortofotomapie (oczywiście z roku 1945) kadry zdjęcia nr 1 i nr 2 wyglądałyby więc następująco:


Pomarańczową strzałką zaznaczyłem na planie domniemane miejsce, w którym rosła topola. Widać tam jakieś drzewo, ale czy jest to ten sam okaz, co na zdjęciu, trudno jednoznacznie wyrokować. W pobliżu rosły też inne drzewa. Chcąc znaleźć potwierdzenie takiego stanu rzeczy, sięgnąłem do innych zdjęć Juliena Bryana wykonanych na Nowym Bródnie. W ten sposób budynek widoczny po lewej stronie  na zdjęciu numer 2 odnalazłem na kolejnej fotografii. Według moich ustaleń dom przypisany był zapewne do posesji o adresie Siedzibna 27 / Ogińskiego 7 (obecnie w jego miejscu stoi budynek przy ul. Ogińskiego 1a). Na zdjęciu nr 3 jest on nieco przesłonięty, ale charakterystyczny mansardowy dach nie pozostawia złudzeń:

3.

Widoczne na powyższym zdjęciu (nr 3) ruiny domu - tuż za plecami stojących ludzi po prawej, musiały zatem znajdować się na posesji przy ul. Ogińskiego 4, bo posesja nr 6 leżała zdecydowanie bliżej skrzyżowania ul. Ogińskiego i Siedzibnej, a ponadto zza jej rogu wystawałaby w takim razie ślepa ściana budynku z posesji nr 8.

Ale na tym seria identyfikowanych fotografii w zasadzie dopiero się rozpoczynała. Na kolejnych trzech zdjęciach Bryana, gdzie starsza pani demonstracyjnie pokazuje ocalone z dobytku nożyczki i łyżeczkę do herbaty, widać w tle podobny fragment ruin domu z belką, oraz dwa ujęcia z innymi budynkami w tle:

4.

5.

6.

Te trzy zdjęcia (nr 4, 5, 6) wykonano w tym samym miejscu, tylko fotograf za każdym razem zmieniał nieco położenie. Tę samą scenę, jak się niebawem okazało, Bryan uwiecznił także w swojej kronice filmowej. Po zmontowaniu kilku ujęć stworzyłem panoramę o kącie około 50 stopni, która pokazuje to samo miejsce w możliwie szerokiej perspektywie:


Z analizy powyższej panoramy i ortofotomapy, wyszło mi więc, że budynki widoczne w tle na zdjęciu nr 5, to domy na posesji Łąkocińska 3 (po prawej) i bliźniak z Łąkocińskiej 6. Na kadrze filmowym widać jeszcze jasny budynek piętrowego domu przy Łąkocińskiej 5. Na zdjęciu nr 6 w tle po prawej widać natomiast fragment domu przy ul. Łąkocińskiej 1. Jako ciekawostkę dodam, że budynki przy ul Łąkocińskiej 3 i 5 istnieją do dziś: LINK1, LINK2. Ten ostatni w nieco zmienionej postaci (nadbudowany m.. in. o jedno piętro). Na ortofotomapie z roku 1945 kadr filmowy wygląda następująco:


W jego kącie zawierają się poszczególne kadry analizowanych przeze mnie bryanowskich zdjęć od numeru 3 do 6. Zburzony dom przy ul. Ogińskiego 4, oraz ocalały piętrowy dom przy Łąkocińskiej 5 widać także na innych zdjęciach wykonanych w tej okolicy we wrześniu 1939. Rzućmy okiem na takie zdjęcie wykonane w perspektywie ul. Budowlanej: LINK. Na innym zdjęciu, pochodzącym z albumu Okaleczone miasto - Warszawa ’39,  IPN, 2009, na stronie 76 widzimy dach budynku przy Łąkocińskiej 5 ujęcie od strony ul. Białołęckiej:. LINK.

Krótka analiza kolejnego zdjęcia z tej serii, na którym po lewej stronie w tle także widać wspominany już wcześniej narożny dom Siedzibna 27 / Ogińskiego 7, wykazuje, że tym razem widzimy ścianę domu przy ul. Ogińskiego 2:

7.

Amerykański fotograf w tym przypadku nie mógł zrobić szerszego ujęcia, gdyż za plecami miał już w zasadzie tylko mur Cmentarza Bródnowskiego. Na kolejnym zdjęciu, z dziewczynką trzymającą na rękach pieska widzimy natomiast tę samą ścianę budynku przy ul Ogińskiego 4, co na zdjęciu ze starszą kobietą (nr 4):

8.

Oglądają poszczególne fotografie Bryana widać, że dokumentacja zniszczeń to dla niego w zasadzie tylko tło, do snucia opowieści o ludziach, których dotknęło nieszczęście. To właśnie mieszkańcy Nowego Bródna, podobnie jak i innych dzielnic bombardowanej Warszawy, są głównymi bohaterami jego poruszających zdjęć. Amerykański korespondent pokazuje ich rozpacz, smutek, żal, ale też i potrzebę opowiedzenia o osobistym nieszczęściu, które ich dotknęło. Tę gorycz pozostawienia własnemu losowi, wszyscy ci fotografowani przez Bryana ludzie, zdają się mieć wypisaną na twarzach. Oglądając te zdjęcia, wysłuchajmy więc cierpliwie niemej skargi wszystkich tamtych mieszkańców z ulicy Ogińskiego i sąsiednich. To im się w pełni należy, nawet po tylu latach...

(D)

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Tajemnica betonowego postumentu

Wiosna ostatecznie dotarła, system miejskich rowerów udało się w końcu uruchomić, pora więc na rowerowy wpis. Bo dzisiejsze zdjęcie, choć na pierwszy rzut oka tego nie widać, ma ścisły związek z rowerową tradycją naszego miasta. Zostało zaczerpnięte z albumu Kronikarki. Fotografie Warszawy 1945-46, Archeologia Fotografii, 2011, s. 111.


Autorką tej fotografii jest Zofia Chomętowska, tyłem do obiektywu, przed sklepikiem stoi kuzyn autorki - Bogdan Drucki-Lubecki. Redaktorzy albumu nie opisali jednak miejsca, w którym zostało zrobione to zdjęcie, a widać na nim pewien element "małej architektury", umożliwiający precyzyjną lokalizację. Pewnie to nie było intencją autorki, ale fotografując to miejsce, ocaliła "mimochodem" pewien ciekawy element warszawskiej historii. Miejsce wykonania tego zdjęcia, jak ustalił Kuba, to Krakowskie Przedmieście przy wylocie ul. Oboźnej: LINK. W sposób szczególny zaintrygował mnie żelbetonowy cokół  widoczny po prawej. Co to za konstrukcja, czemu służyła, dlaczego stała w tym miejscu? Identyfikacja nie kończy się wraz z opisaniem miejsca, czasem dopiero wtedy zaczyna się prawdziwa detektywistyczna zabawa. Porównanie przedwojennych zdjęć z tego miejsca wyjaśniło zagadkę postumentu. Była to podstawa dość wysokiej, metalowej konstrukcji z reklamą. Jak się niebawem okazało była to reklama toru kolarskiego na Dynasach. Widzimy ją na wielu przedwojennych zdjęciach: LINK1, LINK2. Nie wiadomo dokładnie kiedy pojawiła się w tym miejscu, z pewnością miało to miejsce przed rokiem 1912: LINK.Sam postument jest widoczny na wielu różnych zdjęciach, niekiedy bardzo znanych, choć trzeba przyznać, że doskonale potrafi wtapiać się w tło: LINK.

Tor na Dynasach powstał w roku 1892 wraz z siedzibą Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów. Ze względu na problemy finansowe hrabia Seweryn Czetwertyński w roku 1936 zmuszony był sprzedać cały teren dzierżawiony dotychczas przez WTC. Ostatni wyścig na Dynasach odbył się 3 października 1937. Być może w jakiś czas po likwidacji toru kolarskiego, zlikwidowano również samą reklamę na Krakowskim Przedmieściu, pozostawiając jedynie żelbetonowy cokół. Jego likwidację zapewne odłożono na później, ale jak to bywa w życiu, sprawa ta nieco się przeciągnęła. Postument, choć już mocno obtłuczony, widzimy jeszcze na zdjęciu z lipca 1949: LINK.

Takich drobiazgów - słupków, cokołów, postumentów - na ogół nie zauważa się podczas oglądania starych zdjęć Warszawy. Zachwycamy się pięknem dawnej architektury nieistniejących kamienic, witrynami sklepów czy ruchem ulicznym, nie dostrzegając detali, które niewiele nam o sobie mówią, albo których po prostu dostrzec nie potrafimy. A wszystkie one tworzyły, tak samo jak budynki, klimat i wyjątkowość poszczególnych ulic tamtego miasta. Dotychczas wydawało mi się, że Krakowskie Przedmieście znam "jak własną kieszeń", ale ten przypadek pokazuje, że to tylko takie moje wyobrażenie. Na dobrze "opatrzonych" zdjęciach wciąż czekają na nas ukryte niespodzianki.


(P, K)

piątek, 19 kwietnia 2013

Niemy świadek dramatu

Kilka dni temu, przeglądając internetowe wydanie niemieckiego magazynu "Die Welt": LINK, natrafiłem na takie zdjęcie, pochodzące wedle podpisu z zasobów Muzeum Powstania Warszawskiego:


Znalezisko okazało się niezwykle cenne, bowiem zdjęcie to wykonano w słabo obfotografowanej okolicy, podczas dramatycznych walk w getcie. Znane zdjęcia północnego odcinka Dzikiej należą do rzadkości, można policzyć je na palcach obu rąk. Część z nich, z okresu międzywojennego, to najczęściej zdjęcia konduktów pogrzebowych, zmierzających ku Powązkowskiej. Pozostałe to powojenne zdjęcia dokumentujące stan zachowanej zabudowy. W obu przypadkach mało jest szerokich planów, dlatego to zdjęcie według mnie zasługuje na szczególną uwagę.

Jak udało mi się ustalić, powyższą fotografię wykonano z załamania ul. Dzikiej w kierunku południowym. Widoczna po prawej prawej stronie modernistyczna, zachowana do dziś kamienica braci Goldbandów została wybudowana w 1939 roku i istnieje do dziś: LINK. Nieco dalej za nią widoczny jest wylot ul. Szczęśliwej, z charakterystycznym narożnym budynkiem kina "Unia": LINK, znajdującym się już za murem getta.

Sama Dzika to ulica dość kłopotliwa dla varsavianistów. Swą nazwę oficjalnie otrzymała już w roku 1770, jednak w roku 1930 odcinek ulicy od Nowolipek po Stawki przemianowano na ul. Zamenhofa. Sprawia to spore problemy z poprawnym numerowaniem posesji na odcinku na północ od Stawek. Obecnie, tak jak w okresie wykonania zdjęcia, kamienica Goldbandów posiada ten sam nr 17 (wcześniej 59). W okresie okupacji Niemcy przemianowali z powrotem całą ulicę (od Nowolipek do Powązkowskiej) na Dziką (Wildstrasse). Niestety, nie udało mi się jednoznacznie ustalić, czy powrócono w tym okresie również do numeracji adresowej sprzed 1930 roku.

Cała nieparzysta strona Dzikiej od Stawek do Okopowej znalazła się w tzw. Seuchensperrgebiet już w listopadzie 1939 roku. Pierwsze mury wokół tego obszaru zaczęto stawiać w kwietniu, a ich budowę i umieszczanie tablic ostrzegawczych zakończono w czerwcu 1940, ale nie był to jeszcze formalnie getto (zresztą Niemcy starali się jak mogli, by wcześniej nie używać tej nazwy.) Po zamknięciu w połowie listopada 1940 roku granica getta w rejonie Dzikiej przebiegła tyłami posesji przylegających do nieparzystej strony Dzikiej do ul. Parysowskiej i muru garbarni Temlera. Posesje widoczne na zdjęciu po prawej (zachodnia strona ul. Dzikiej) były włączone go getta w styczniu 1942, zaś wyłączono je z getta w maju 1942 roku. Później granica dzielnicy zamkniętej przebiegała na tyłach tychże posesji. Taki stan utrzymywał się do lipca 1942, do rozpoczęcia wielkiej akcji likwidacyjnej. Następnie, aż do powstania, granica getta szczątkowego i terenu mieszczących się tam szopów DEA i Dahl przebiegała od wysokości Stawek i Umschlagplatzu jak pierwotnie (tyłami posesji), jednak od strony północnej kończyła się na ul. Szczęśliwej, którą biegł mur przecinający następnie pl. Parysowski. Widać to doskonale na ortofotomapie z roku 1945:


Paradoksalnie, w kadrze oprócz kamienicy Goldbandów, znalazł się jeszcze jeden istniejący do tej pory budynek, będący świadkiem zagłady getta. To gmach Publicznej Szkoły Powszechnej przy ul. Stawki, widoczny na fotografii pomiędzy ścianą po lewej a postumentem kapliczki. Można domniemywać, że również sama kapliczka jest tą, która stoi obecnie przy ul. Dzikiej, choć jej lokalizacja różni się o kilka metrów względem pierwotnej. Nieco odmienny jest też jej współczesny wygląd.

Jest jeszcze jedno niezwykle dramatyczne wydarzenie w historii kamienicy przy Dzikiej 17 – podczas Powstania Warszawskiego, w drugiej połowie sierpnia, na tyłach posesji rozstrzelano w masowej egzekucji ok. 200 osób, podczas której zginął znany architekt Marian Lalewicz.

(F)

czwartek, 18 kwietnia 2013

Gdzie Hitler i Stalin zrobili, co swoje...


Fotografia ukazująca scenę wyburzania ruin kamienicy pochodzi z albumu Warszawa. Portret miasta, Arkady, 1979, z rozdziału Kronika odbudowy, budowy i rozbudowy 1945-1977, zdjęcie nr 31, z datą 1946 (strona nienumerowana). Grupa przechodniów na zalanej słońcem ulicy przygląda się tu scenie burzenia elewacji frontowej dość wysokiej kamienicy. Panowie z teczkami w rękach przystanęli na chwilę w drodze do pracy, aby przyjrzeć się efektownej scenie. Jedyne zabezpieczenie to położona na jezdni w poprzek drabina. Ot zwyczajny dzień pracy zarówno dla tych, co burzą, jak i dla obserwatorów. Warszawska codzienność ad. 1946...

Analiza układu budynków i kilka drobnych szczegółów architektonicznych pozwoliło ustalić, że jest ul. Żurawia w kierunku Brackiej. Od lewej widzimy kolejno dom nr 6 (częściowo wyburzany), potem żałosne resztki nr 4a i 4 oraz zachowane mury nr 2. Perspektywę ulicy zamyka Dom pod Gryfami - Bracka 2 / pl. Trzech Krzyży 18: LINK z tymi tralkami na dachu. Na innym zdjęciu ze strony fotohistoria.pl widać podobne ujęcie: LINK. Szczegóły fasady kamienicy o adresie Żurawia 2 widać także na innym powojennym zdjęciu: LINK. To ujęcie jest oczywiście zrobione w kierunku zachodnim - interesujące nas domy widzimy tu po prawej stronie.

(K)

środa, 17 kwietnia 2013

Nie wiadomo dokładnie gdzie



Zdjęcie i opis znalazłem w internetowym wydaniu "Gazety Wyborczej", w artykule Tu było getto. Tak dziś wyglądają te same miejsca opublikowanym 21 lipca 2012 przez  Jerzego S. Majewskiego i Tomasza Urzykowskiego : LINK. Pewnie bym na to zdjęcie nie zwrócił większej uwagi, gdyby nie ostatnie zdanie w tekście. Autorzy piszą, że nie wiadomo dokładnie, gdzie wykonano powyższe zdjęcie. Trochę mnie to zdziwiło, bo to przecież znani varsavianiści, zajmujący się od dawna tą tematyką. Tym bardziej, że opisują dość konkretne miejsce "w pobliżu". Precyzyjne ustalenie, gdzie stał fotograf zajęło mi dosłownie minutę.

Zdjęcie wykonano na wyłączonej z terenu getta posesji przy ul. Siennej 53. Ujęcie jest w kierunku północno-wschodnim. Za murem po lewej stronie widać budynek przy ul. Siennej 54: LINK.W tle po prawej widać ścianę szczytową domu przy Siennej 48 i resztki bocznej oficyny kamienicy przy Siennej 50. Miejsca tego nawet specjalnie nie trzeba szukać na ortofotomapie, bo jest bardzo charakterystyczne:


Niebieskim kolorem zaznaczyłem na mapce dwa istniejące do dziś, najbardziej znane fragmenty muru getta na posesjach przy ul. Siennej: LINK i Złotej: LINK.

(P)