wtorek, 3 grudnia 2019

Na schodkach


Dziś chcielibyśmy zaprezentować kolejne z puli zdjęć, jakie otrzymaliśmy z Żydowskiego Instytutu Historycznego: LINK, z prośbą o pomoc w identyfikacji. Tak jak i wcześniej prezentowane kadry, także ta fotografia pochodziła z niemieckiego albumu, należącego do niejakiego Maxa Kockela, zarządzającego zakładami "Ursus" w Czechowicach.  Jak widać, kadr jest tu bardzo wąski, co niezbyt optymistycznie zapowiadało możliwość ustalenia dokładnej lokalizacji zdjęcia. W zasadzie jedyną wskazówka było to, że zdjęcie mogło (choć wcale nie musiało) być wykonane na terenie obecnej warszawskiej dzielnicy Ursus. Przyznam, że sam byłem dość sceptycznie nastawiony do jakichkolwiek szans identyfikacji tego kadru, więc fotografia została  tymczasem odłożona na bok. Ale jak to w życiu  często bywa, w rozwiązaniu zagadki trochę pomógł przypadek.

Od dłuższego czasu głowiłem się nad zupełnie innym zdjęciem, znalezionym wiele lat temu na jednym z portali aukcyjnych. Sprawy nie ułatwiał fakt, że ortofotaomapa z 1945 roku nie obejmuje w ogóle terenów obecnego Ursusa, a jedynie zaledwie niewielki fragment Włoch.
Na szczęście, na stronie Urzędu Miasta st. Warszawy uruchomiono kilka miesięcy temu kolejny serwis mapowy "Warszawa ukośna": LINK, oferujący widoki miasta wykonane pod kątem 45 stopni z czterech kierunków świata. To niesamowite ułatwienie dla nas i innych osób próbujących lokalizować miejsca i obiekty utrwalone na dawnych zdjęciach. Tajemnicza fotografia przedstawiała co prawda jedynie niewielki fragment skromnego modernistycznego domu z lat 30. XX wieku, z zaokrąglona partią narożnika, dość typowego dla tamtej okolicy, jednak było parę charakterystycznych detali, przede wszystkim forma schodków, które, jak sądziłem pozwolą zidentyfikować to konkretne miejsce. O ile budynek w ogóle jeszcze istniał. Z zapałem zabrałem się do poszukiwań i już po kilkunastu minutach znalazłem spory dom na rogu ul. Regulskiej i Prażmowskiej, który wydawał mi się tym, czego szukałem.


Ukośna fotomapa nie pozwalała jednak na dostrzeżenie wszystkich szczegółów budynku, więc należało się posiłkować widokiem z poziomu ulicy, jakie oferuje Google Street View. W pierwszej chwili współczesny widok budynku nieco mnie rozczarował. Jak się okazało, w 2009 roku budynek przeszedł remont-termomodernizację, podczas którego, elewacja została docieplona styropianem. Jednak przyglądając się dokładniej, widać było, że remont jak na polskie realia przeprowadzono dość subtelnie i pomijając dyskusyjną i zbyt kontrastową moim zdaniem kolorystykę budynku, starano się zachować oryginalne podziały na elewacji, w tym płyciny, w których umieszczane były piony otworów okiennych. Na szczęście, choć nieco zniszczone, zachowały się w oryginalnej formie schodki do narożnego lokalu z dość charakterystycznymi murkami flankującymi stopnie. Również poddział okienek piwnicznych wskazywałby, że mamy do czynienia z tym samym budynkiem, który widzimy na niemieckim zdjęciu:


Co prawda nie udało mi się znaleźć ostatecznego, stuprocentowego dowodu potwierdzającego słuszność identyfikacji, jednak sądzę, że na 99%  jest ona właściwa. Dość okazały dom, stojący w niezbyt wielkiej odległości od fabryki "Ursus" w Czechowicach jak najbardziej mógł być kwaterą dla niemieckich żołnierzy, czy okupacyjnych urzędników.

PS.
Kilka dni temu odezwał się do nas prowadzący na FB profil Warszawski Flaner LINK , gdzie opublikował zdjęcie identyfikowanego budynku sprzed remontu, pokazujące szczegóły elewacji. Myślę, że jest to ostateczny dowód potwierdzający poprawność identyfikacji. Za zgodą autora publikujemy niniejszą fotografię.



(F)

środa, 13 listopada 2019

Temat skrojony na miarę


W związku z kolejną rocznicą Września 1939, trafiłem w Internecie przypadkiem na zdjęcie przedstawiające kopanie rowów przez dzieci. Sprzedawca zamieścił informację, jakoby jego autorem był Julien Bryan, ale z informacji zawartych na rewersie, nie do końca jest to takie oczywiste: LINK, poza tym, że zdjęcie wykonano dla amerykańskiej agencji prasowej ACME Newspictures: LINK. Podana data - 4 września 1939 też wyklucza taką możliwość, Bryan dotarł do Warszawy nocą z 6 na 7 września. Ale zostawmy kwestię autorstwa na boku.

Z wielkim zapałem przystąpiłem do próby odszukania miejsca, gdzie wykonano tę fotografię. Choć głównym tematem były dzieci kopiące rów, w tle znalazły się drzewa, jakiś kiosk i zabudowa, co wszystko razem zapowiadało duże szanse na rozwiązanie zagadki.

Z zachowanych zdjęć, przedstawiających kopanie rowów w Warszawie we wrześniu 1939, najbardziej znane przedstawiają takie miejsca jak: skwer przed Zachętą na placu Małachowskiego, plac Narutowicza, plac Weteranów i ulicę Targową (autorstwa Juliena Bryana) i aleję Wojska Polskiego na Żoliborzu (autorstwa Antoniego Snawadzkiego: LINK). Ta ostatnia lokalizacja, także ze względu na obecność młodzieży szkolnej, wydała mi się najbardziej prawdopodobna, więc moje poszukiwania zacząłem od sprawdzania placu Inwalidów i najbliższych okolic. Ale jakkolwiek bym się nie wpatrywał w zdjęcia lotnicze Żoliborza, nic mi się to nie chciało zgodzić. Dla spokoju sumienia przejrzałem inne warszawskie place, które z grubsza mogły wchodzić w grę, ale tu też nic się nie zgadzało.

I kiedy już niemal całkowicie zrezygnowany, uznałem, że zagadka przerasta moje możliwości, Fryderyk z życzliwym pozdrowieniem, przesłał mi to samo zdjęcie w nieco szerszym ujęciu, zaczerpnięte z amerykańskiej agencji fotograficznej Getty Images: LINK


Te brakujące u góry 2 centymetry, czy ileż ich tam przyciął reporter dla większej wyrazistości kompozycyjnej kadru wiele wyjaśniały. Od razu wróciłem na Żoliborz, i aby formalności stało się zadość, dopasowałem odpowiednie miejsce. Żeby było śmieszniej, w pierwszych próbach przymierzałem ten kadr do budynków V Państwowego Gimnazjum i Liceum im. księcia Józefa Poniatowskiego przy ulicy Felińskiego 15, ale brakowało pewności układu zabudowy, który jest bardzo czytelny na zdjęciu przed wykadrowaniem. Oczywiście rów kopano w alei Wojska Polskiego. Na ortofotomapie z roku 1945 ujęcie to wygląd mniej więcej tak:


Wszelkie wątpliwości rozwiewa charakterystyczny układ okien w budynku widocznym w tle po prawej stronie - to elewacja bloku przy alei Wojska Polskiego 29, od strony ulicy Bitwy pod Rokitną: LINK. Nauczka na przyszłość - przed braniem na warsztat zdjęć agencyjnych warto się szerzej rozejrzeć, za możliwie najpełniejszym kadrem. Nawet jeśli z punktu widzenia historyka sztuki jest to odzieranie fotografii z jej autorskich decyzji.

(P, F)






wtorek, 12 listopada 2019

Furmanka wśród ruin

Prezentowane dziś zdjęcie pojawiło się w roku 2016 w serwisie aukcyjnym Ebay.de. Ulicą wśród wypalonych, niewysokich budynków, przeciska się furmanka i wojskowa ciężarówka. Widać też nielicznych przechodniów. Według podpisu zdjęcie miało przedstawiać zrujnowaną ulicę w Warszawie, ale charakter zabudowy wskazywał raczej na jedną z podwarszawskich miejscowości:

Fot. 1

Zagadkę udało się rozwiązać dopiero po trzech latach, dzięki parze zdjęć także pochodzących z tego samego serwisu  aukcyjnego i również błędnie opisanych jako Warszawa:

Fot. 2a i 2b

Na zdjęciu numer 2b widoczna jest ta sama ulica, co na zdjęciu numer 1. Natomiast zdjęcie 2a przedstawia często fotografowane miejsce – wylot ulicy Traugutta na Plac Kościuszki w Sochaczewie. Krótkie poszukiwania w okolicy pozwoliły ustalić, że identyfikowane zdjęcie wykonane zostało właśnie na ulicy Traugutta i pokazuje fragment tej ulicy mniej więcej od wylotu Wąskiej w kierunku północnym. Wypalone ruiny to widoczne od strony podwórka domy przy południowej pierzei Placu Kościuszki. Potwierdza to następujące zdjęcie ulicy Traugutta zamieszczone w serwisie Fotopolska: LINK.

Ruiny domów widoczne na zdjęciach zostały rozebrane jeszcze w czasie okupacji. Zniknęła cała południowa pierzeja Placu Kościuszki, zupełnie zmieniając wygląd tej części Sochaczewa. Po wojnie utworzono w tym miejscu Park im. Fryderyka Chopina. Obecny wygląd tego miejsca możemy obejrzeć w serwisie Google Maps: LINK.

[nuro]

piątek, 25 października 2019

II linia metra... w 1952 roku

Dzisiejszy wpis będzie miał nieco inny początek niż zwykle. Zacznę do tego, kto do Was pisze, choć zwykle wzmianka o tym znajduje się na końcu tekstu. Tym razem ma to jednak pewne znaczenie. Tu Kuba, ostatnio miałem zdecydowanie mniej czasu na identyfikowanie zdjęć, ponieważ niemal cały wolny czas zajmowała mi moja druga wielka pasja - historia warszawskiego metra. I z zagadnieniem tym związany jest też dzisiejszy wpis. Myślę, że udało mi się połączyć w nim te dwa aspekty.

Nie wiem czy wiecie, że historia projektowania metra w Warszawie liczy już ponad sto lat i właściwie w każdym projekcie, poza najstarszym z 1918 roku, planowano, że metro połączy oba brzegi Wisły. Rzeka długo rzucała wyzwanie kolei podziemnej. Uległa dopiero 8 marca 2015, gdy uruchomiony został w Warszawie centralny odcinek II linii metra. Otwarto tunel metra przebiegający pod dnem Wisły, a jednocześnie pierwszy w Warszawie odcinek podziemnej kolei na osi wschód-zachód. Tym samym urzeczywistnione zostało zamierzenie, którego realizację podjęto jeszcze w latach 50. XX wieku. Wtedy to rozpoczęto budowę metra głębokiego na wzór istniejącego w Moskwie. Niestety ta warszawska inwestycja zakończyła się kompletnym fiaskiem. Jej początek inwestycji hucznie ogłoszono pod koniec 1950 roku. Okazało się jednak, że przy panujących w naszej stolicy warunkach geologicznych głębokie tunele oznaczały ogromne koszy. Usprawiedliwić ich poniesienie mogły tylko względy militarne - wraz z metrem powstać miało strategiczne połączenie kolejowe pod dnem Wisły. Byłoby ono kluczowe w przypadku III wojny światowej. Lecz po śmierci Stalina, wraz z krótkotrwałym odprężeniem między wschodem i zachodem, skończyła się także wola polityczna sprzyjająca warszawskiemu metru. Jednak zanim jesienią 1953 roku niemal całkowicie zarzucono tę budowę, intensywnie wykorzystano ją propagandowo.

Kilkukrotnie inwestycja ta pojawiała się w Kronice Filmowej, co nie przeszkadzało w otaczaniu jej aurą tajemnicy. Lokalizację rozsianych po mieście terenów budowy szybów metra określano dość ogólnikowo – "plac Teatralny", "Ogród Saski", czy nawet "w Śródmieściu". W jednej z kronik (PKF 2/52 "Budujemy metro") pojawił m. in. taki kadr:


Widać na nim dość dziwny obiekt. Jego przeznaczenie jest jednak znane - to wieża wyciągowa jednego z szybów metra. Tylko którego? W przeciwieństwie do innych ujęć, poza samą konstrukcją widać również jej otoczenie, co daje szansę identyfikacji miejsca, w którym się znajdowała. Na pierwszy rzut oka skojarzyłem widoczny w tle budynek z pałacykiem, albo innym zabytkiem. Początek lat 50. to czas odbudowy wielu zabytkowych gmachów. Budynek wydawał mi się znajomy, charakterystyczne było też to, że wydawało się jakby stał niemal samotnie, nie licząc oczywiście tymczasowej wieży. Najbardziej jednak moją uwagę przyciągał czarny owal nieco poniżej dachu. Czy to okienko? Ciekawił mnie też ten ciemny kształt odcinający się od płaszczyzny dachu. Jakby ścięty komin, co zupełnie nie pasowało do pałacyku... skojarzył mi się z wyglądem wieży kościoła Jezuitów w trakcie odbudowy - możecie ją zobaczyć TU. Oczywiście to musiał być inny obiekt, ale podjąłem ten trop. Szukałem kościołów w sąsiedztwie planowanej linii. Nie musiałem długo szukać. Okazało się, że to tył kościoła św. Antoniego Padewskiego przy Senatorskiej.

fot. Hubert Śmietanka, licencja CC BY-SA

Jak widzicie, zgadza się kształt dachu, te owalne otwory, tylko w 1952 roku wieżyczka nie była jeszcze skończona. Ostateczne potwierdzenie przyniosły archiwa, w których udało mi się znaleźć adres szybu S-6. Znajdował się na posesji Niecała 14. Obecnie w miejscu placu szybowego znajdują się zabudowania i boisko Szkoły Podstawowej nr 75. Miejsce to pasuje do strony, od której widoczna jest świątynia. Wracając do tytułu wpisu - szyb S-6 znajdował się właśnie na trasie II linii metra, która to właśnie miała przekraczać Wisłę. Początkowo planowano, że kolej podziemna zacznie kursować już w 1956 roku. Niestety, żeby przejechać metrem na Pragę trzeba było poczekać prawie 60 lat!
Jeśli historia warszawskiego metra wydaje się Wam ciekawa, to zachęcam Was do sięgnięcia po napisaną przeze mnie książkę "Sto lat warszawskiego metra". A także do śledzenia profilu "Historia metra w Warszawie" jeśli tolerujecie Facebooka.
[K]

piątek, 6 września 2019

Brakujący fort

Kilka lat temu, w roku 2012, w serwisie aukcyjnym Ebay.de pojawiła się seria ciekawych zdjęć, wykonanych we wrześniu 1939 roku przez niemieckiego żołnierza. Większość pochodziła z terenu Ursusa i Włoch, ale mnie najbardziej zainteresowały ujęcia, przedstawiające teren fortu, podpisane ogólnikowo "Ein Fort vor Warschau" :

Fot. 1

Fot. 2

Fot. 3

Fot. 4

Fot. 5

Na zdjęciu pierwszym widać dużą cześć terenu fortu - przy prawej krawędzi zdjęcia, częściowo niewidoczne jedno ze skrzydeł koszar, nieco dalej drugie skrzydło koszar z charakterystycznymi wywietrznikami. Tego typu konstrukcja - dwa budynki koszar usytuowane względem siebie pod kątem - stosowana była w fortach pierścienia wewnętrznego Twierdzy Warszawa. W fortach takich budowano też schrony podobne do tego, który widać na zdjęciu 4. Do dnia dzisiejszego przetrwały cztery forty pierścienia wewnętrznego - Fort Bema, Szczęśliwice, Mokotów i Fort Legionów Dąbrowskiego. 

Dokładne porównanie wykluczyło jednak, aby zdjęcia wykonano w którymkolwiek z tych fortów. Przy żadnym nie istniał także budynek, który widoczny jest na zdjęciach 3 (na drugim planie) i 5. Pozostawał jedynie Fort Wola - jedyny fort w lewobrzeżnej części Twierdzy Warszawa, po którym obecnie nie pozostały żadne ślady. W literaturze dotyczącej Twierdzy Warszawa przeważa jednak opinia, że fort rozebrany został niemal całkowicie przed rokiem 1920 i w okresie okupacji miał już rzekomo nie istnieć. Lech Królikowski w monografii Twierdza Warszawa (2002) na stronie 265 pisze: "Na mocy decyzji o kasacji twierdzy fort W został rozbrojony i w znacznym stopniu fizycznie zlikwidowany latem 1913 r. W 1917 r. władze niemieckie pozwoliły na kontynuowanie prac rozbiórkowych, przy których zatrudniano bezrobotnych. Z cegły odzyskanej z fortu wzniesiono m.in. mur wokół Cmentarza Wolskiego, a gruz służył na podsypkę przy budowie i utwardzaniu dróg. W okresie międzywojennym w forcie W znajdowały się koszary 3 batalionu pancernego warszawskiej Brygady Pancerno-Motorowej oraz oficerska i podoficerska szkoła wojsk samochodowych. W okresie II wojny światowej fort, a praktycznie tylko miejsce, w którym on stał, nie odegrały żadnej roli. Na zdjęciu lotniczym z 1947 r. widać wyraźnie zarys fortu, ale nie ma tam już żadnego murowanego obiektu fortecznego."  Podobne informacje na temat fortu znaleźć można także w Wikipedii: LINK.  

Tymczasem chociażby pobieżne zbadanie zdjęcia lotniczego z  roku 1947, na które powołuje się Lech Królikowski, pozwala na stwierdzenie, że mimo częściowego zatarcia zarysu fortu, jego wał czołowy, a także znajdujące się pod nim koszary i schrony pozostały nietknięte. Potwierdza to także ortofotomapa z 1945 roku. W północno-wschodniej części fortu znajdował się duży budynek, rozmiarami zbliżony do widocznego na zdjęciach 3 i 5. Było więc bardzo prawdopodobne, że identyfikowane zdjęcia pochodzą z Fortu Wola, zwłaszcza, że był on najbliższym fortem pierścienia wewnętrznego wobec Włoch i Ursusa. Brak było jednak jakiegokolwiek materiału porównawczego - ani w literaturze, ani w Internecie nie znalazłem żadnych zdjęć wykonanych w tym forcie. 

Sytuacja zmieniła się dopiero niedawno, gdy w serwisie Ebay.de pojawiło się kilka nowych zdjęć podpisanych na odwrocie "Fort Wola", wśród nich następujące: 

Fot. 6

Porównanie ze zdjęciem numer 1 nie pozostawia wątpliwości, że widzimy ten sam teren, sfotografowany z przeciwnej strony. Wprawdzie do podpisów na niemieckich zdjęciach należy podchodzić z pewną ostrożnością, ale wobec wymienionych wyżej poszlak, można uznać niemal za pewnik, że wszystkie powyższe zdjęcia wykonano na terenie Fortu Wola. Stanowią one bardzo cenny materiał, pokazujący wygląd obiektu, który do tej pory nie posiadał żadnej, oficjalnie uznanej, dokumentacji fotograficznej. Prawdopodobną lokalizację wszystkich zdjęć zaznaczyłem poniżej, na ortofotomapie z roku 1945: 


Obiekt widoczny na zdjęciu 4 to najprawdopodobniej jeden z dwu małych schronów, które znajdowały się na krańcach wału czołowego. Oba istniały jeszcze w roku 1945, choć teren wokół schronu na lewym barku był już wówczas całkowicie splantowany. Przyjąłem więc, że jest to schron na prawym barku. Na zdjęciach 2 i 3 widzimy najprawdopodobniej ruiny wysadzonych w powietrze betonowych kazamat magazynowych. Na terenie fortu były dwie pary takich kazamat. Zdjęcie 3 jest łatwiejsze do umiejscowienia, z uwagi na widoczny w tle budynek i fakt, że rumowisko gruzu jest dobrze widoczne na ortofotomapie. Lokalizacja zdjęcia 2 jest trudniejsza, na mapie zaznaczyłem najbardziej prawdopodobne miejsce, kierując się widocznym w tle kominem i dachem jednego z baraków. Bardzo podobne schrony i kazamaty przetrwały do dzisiaj w stanie nienaruszonym na terenie Fortu Mokotów. Fort ten jest niemal identyczny jak Fort Wola, a ponieważ jest zachowany praktycznie w 100%, warto go zwiedzić, aby przekonać się jak wyglądały tego typu obiekty. Poszukując dalszych informacji na temat fortu, znalazłem ciekawą relację zatrudnionego tam przymusowo pana Janusza Dzianio: LINK. Z relacji tej można dowiedzieć się, że w okresie okupacji w forcie istniały niemieckie warsztaty samochodowe. Prawdopodobnie zajmowały one także widoczny na zdjęciach nr 3 i 5 dwupiętrowy budynek. Co ciekawe, obiekt ten przetrwał mimo budowy w latach 50. XX wieku kompleksu Zakładów Mechanicznych Nowotki. Zburzono go dopiero w roku 2014, razem z większością zabudowy fabryki. Obecnie planowana jest w tym miejscu budowa osiedla mieszkaniowego.

(nuro)

piątek, 31 maja 2019

Podwórze Tadeusza Rolke

Jeszcze tylko do 9 czerwca 2019 w Domu Spotkań z Historia trwać będzie wystawa zdjęć Tadeusza Rolke: LINK. Kto nie widział, koniecznie musi się wybrać - rewelacyjne fotografie i kawał dokumentacji życia stolicy na przełomie lat 50-tych i 60-tych XX wieku. Wśród zgromadzonych prac fotoreportera, moją uwagę zwróciło szczególnie takie oto zdjęcie, wykonane na podwórzu jednej z warszawskich kamienic:

Warszawskie podwórko, 1960. Fot. Tadeusz Rolke/Agencja Gazeta

Trochę taka fabryczno-rzemieślnicza zabudowa, pani z poduchami przy drewnianym trzepaku, zalegający śnieg, jakiś smętny krzaczek na trawniku, wyżej zwisające przewody elektryczne, a w tle jeszcze chłopiec z rękami schowanymi w kieszeniach. Mistrzowski kadr! Ale lakoniczny podpis nie dawał mi spokoju. "Gdzie też wykonano to zdjęcie? Jak obecnie wygląda to miejsce? Czy kamienica jeszcze istnieje?" Przez głowę przelatywały mi różne pytania, ale wpatrując się usilnie w tę fotografię, nie potrafiłem znaleźć żadnej odpowiedzi. Zupełnie nic. Pustka. Choć pozornie wydawało się, że nie będzie problemu z ustaleniem adresu budynku, to jednak fakt, że ani Autor, ani realizatorzy wystawy nie potrafili tego dokonać, mówił sam za siebie. 

Wpatrywałem się w prześwit bramy próbując wypatrzyć w tle jakąkolwiek podpowiedź, ale wyobraźnia podsuwała mi fałszywe tropy - raz widziałem w tle most Kierbedzia, a już za chwilę zwykłe drewniane ogrodzenie. Przestudiowałem wnikliwie życiorys Autora i kolejne jego warszawskie adresy, żeby zawęzić krąg poszukiwań, ale to też nie przyniosło żadnego rezultatu. 

Nie mając innego pomysłu, rozpocząłem pobieżne przeglądanie ortofotomapy w poszukiwaniu kamienicy z budynkiem frontowym o nierównej wysokości dachu. Powiśle, Praga, Mokotów, Wola. Szukałem raczej po "biedniejszych" dzielnicach, ale wciąż bez rezultatu. Chwilami zastanawiałem się, czy to w ogóle Warszawa, ale była to raczej rozpaczliwa próba wytłumaczenia własnej bezradności. 

Uczepiłem się dwóch hipotez: 1. budynek nie istnieje obecnie (rozebrano go w ramach porządkowania i gomułkowskiej modernizacji) oraz 2. trzeba szukać miejsca z pusta przestrzenią (być może już zabudowaną). I znowu ani trochę nie przybliżyłem się do rozwiązania zagadki. Ale ponieważ doświadczenie podpowiada, że nie należy pochopnie się poddawać, postanowiłem zweryfikować moje poprzednie założenia, uznając, że prawdopodobnie są błędne. Tym razem przyjąłem, że 3. budynek przetrwał i istnieje do dziś (być może jednak w zmienionym kształcie i z odbudowanym piętrem), oraz 4. stoi w obszarze ciasnej zabudowy szeroko rozumianego centrum. Mogły na to wskazywać rozmiary budynku, nieco archaiczna forma bocznej oficyny oraz owalna klatka schodowa. Choć na zdjęciu, mamy typową, chmurną aurę zimowego dnia, cienie wyraźnie zagęszczają się po lewej stronie, zatem kierunek wykonania zdjęcia był zapewne zachodni. Brak widocznych śladów po działaniach wojennych na elewacji budynku, skierował mnie początkowo na Pragę, ale zasób potencjalnych miejsc szybko się wyczerpał, więc wróciłem na lewy brzeg. I naraz mnie olśniło. Przecież cała publicystyka warszawska lat 60-tych kręciła się wokół tzw. "dzikiego zachodu"! Oczywiście, że już ty wcześniej szukałem, ale może przeoczyłem coś istotnego, sugerując się błędnymi założeniami? Tak! Chwila szukania i znajduję to podwórko! Czuję jak przyjemna fala ulgi i satysfakcji zalewa moje serce. W końcu zagadka zostaje rozwiązana! Chwytam aparat i lecę na miasto, żeby wykonać wizję lokalną. Podwórze nadal jest zaciszne i trochę jakby ukryte, choć nie jest wcale zamykane. Obecnie wygląda tak:

Warszawskie podwórko, 2019. Fot. Piotr Niewiadomski/Warszawska identyfikacja

Kolejny raz okazało się, że banalna z pozoru zagadka, sprawiła całkiem sporo "kłopotu". Zdjęcie wykonano na podwórzu kamienicy przy ulicy Miedzianej 10. Jej obecnych mieszkańców, a także całego Mirowa i Warszawy, jeszcze raz serdecznie zapraszam na wystawę fotografii Tadeusza Rolke.

(P)




środa, 29 maja 2019

Żoliborz czyli gdzie?

Fot. zbiory Haliny Ziółkowskiej/AHM

Kilka dni temu na facebookowym profilu Archiwum Historii Mówionej Domu Spotkań z Historią pojawiło się powyższe zdjęcie, pochodzące z rodzinnych zbiorów pani Haliny Ziółkowskiej. AHM poprosiło o pomoc w identyfikacji miejsca wykonania fotografii. Podany opis sugerował Żoliborz jako dzielnicę, w której zrobiono zdjęcie. Zadanie nie wydawało się zbyt trudne, tym bardziej, że kadr był stosunkowo szeroki i ukazywał dość charakterystyczny układ budynków. Ponieważ znany było rok urodzin bohaterki zdjęcia, to szacując wiek dziecka w momencie wykonania fotografii można było wnioskować, że obraz powstał najpóźniej w latach 1935-36. Datowanie to było na tyle istotne, że potencjalnie eliminowało cześć zabudowy na Żoliborzu i dawało możliwość posiłkowania się w poszukiwaniach fotoplanem z 1935 roku. Zdjęcie wykonano w słoneczny dzień – układ cieni pozwalał z dużym prawdopodobieństwem przypuszczać, że ulica utrwalona na fotografii miała przebieg zbliżony do południkowego.

Przyglądając się fotografii uznałem, że kluczowym dla identyfikacji będzie spory budynek na ostatnim planie. Pomimo nieostrości tła było widać, że ten dom posiada specyficzny układ „grzebieniowy“ z poprzecznymi skrzydłami, co dość dobrze sugerowały rzucane cienie. Owszem, na Żoliborzu było kilka takich budynków, jednak żaden z nich nie chciał pasować do hipotetycznego układu ulic. A więc może to nie Żoliborz, a sąsiedni Marymont czy Bielany? Jednak i tu sprawdzenie na ortofotomapie nie przyniosło oczekiwanego rezultatu. Na przedwojenny Żoliborz budynki wyglądały trochę biednie, na Marymont zbyt porządnie... I jeszcze ta podmiejska ulica wśród porozrzucanej zabudowy, urywająca się jakby w polu...

Uznałem zatem, że wbrew opisowi to nie może być Żoliborz i postanowiłem poszukać w innych „nowych“ dzielnicach. Rozpocząłem od Mokotowa ale i tu poszukiwania okazały się bezskuteczne. Przeniosłem je zatem na Ochotę i niemal natychmiast przypomniałem sobie o bloku, którego wygląd całkiem nieźle znam. To budynek osiedla przy ul. Częstochowskiej 40/44 powstałego około 1935 roku. Hipoteza zapowiadała się obiecująco. Zatem fotografię musiano wykonać na jednej z krótkich przecznic odchodzących od ul. Opaczewskiej. Układ zabudowy widocznej na fotoplanie z 1935 roku najlepiej odpowiadał ul. Mątwickiej i budynkom o numerach 3 (kamienica) oraz 7 i 9  (domy stykające się ścianami szczytowymi). Także parkan ogradzający posesję po lewej stronie oraz majaczący w tle dość wysoki dach budynku Szczęśliwicka 27 raczej nie pozostawiały wątpliwości:


O ile wszystko wydawało się pasować do hipotezy, to do ostatecznego postawienia przysłowiowej kropki nad „i“ wypadałoby znaleźć możliwie współczesne zdjęcie potwierdzające wygląd budynków, a zatem trafność identyfikacji. Niestety, sama ul.  Mątwicka nie została objęta widokiem Google Street View. Ortofotomapa na warstwie z 2011 pokazuje jeszcze domy Mątwicka 7 i 9 w ich zapewne pierwotnym gabarycie i formie. Natomiast w 2012 roku zostały najprawdopodobniej zastąpione całkowicie nowymi budynkami mieszkalnymi. Z kolei kamieniczka Mątwicka 3 została nadbudowana po wojnie o jedną kondygnację, co można wnioskować, oglądając frontową i tylną elewację budynku.

Na szczęście Kubie udało się znaleźć na stronie „Ulice Twojego Miasta“: LINK widok ulicy zbliżony do tego z przedwojennej fotografii. Nie jest to jeszcze co prawda stuprocentowy dowód potwierdzający trafność identyfikacji, niemniej jednak dość przekonujący. Widać na nim sporo elementów zbieżnych z archiwalną fotografią, jak linie okien względem siebie w sąsiadujących budynkach, czy cokół domu nr 7.



(F,K)

PS. Gdyby ktoś z naszych czytelników posiadał lepsze zdjęcie ukazujące zabudowę nieparzystej strony ul. Mątwickiej wykonane przed 2011 rokiem i chciał je udostępnić, z przyjemnością uzupełnimy wpis.

poniedziałek, 6 maja 2019

Wrak z Grójeckiej

Żródło: Żydowski Instytut Historyczny cbj.jhi.pl

Ostatnio zwrócono się do nas z Żydowskiego Instytutu Historycznego: LINK z prośbą o pomoc w lokalizacji kilku zdjęć. W tej puli zdjęć znalazło się także to powyższe, przedstawiające złomowisko czołgów, zniszczonych podczas walk o Warszawę we wrześniu 1939 roku. Wraki czołgów chętnie były uwieczniane przez fotografów, zapewne jako namiastka braku autentycznych ujęć z pierwszej linii walk. Widoczny w środku kadru Panzerkampfwagen II, z charakterystycznie odgiętą i przestrzeloną blachą prawego błotnika, to jeden z dwóch czołgów zniszczonych przez polskich obrońców miasta pod domem przy ulicy Grójeckiej 72. Po kapitulacji, fotografowie i żołnierze niemieccy wkraczający do miasta, dokumentowali szczątki tych czołgów, co możemy zobaczyć na interesującej stronie Pancerne Wraki 39: LINK. Natomiast po prawej widzimy wrak polskiej tankietki TKS.

Choć udało się ustalić tożsamość czołgu, zagadką pozostawało miejsce wykonanie tej fotografii. Bo tego zdjęcia na pewno nie wykonano na ulicy Grójeckiej. Trudność nie wynikała z braku pomysłów, ale z niedostatku materiału do weryfikacji. Należało metodą eliminacji wykluczyć potencjalne miejsca i ustalić to właściwe. Wedle uzyskanych informacji właścicielem albumu fotograficznego był niejaki Max Kockel, być może mianowany przez władze okupacyjne zarządca zakładów Ursus i/lub PZInż. Stąd duża ilość zdjęć z obu miejsc w tym w albumie. To również była cenna wskazówka.

Pierwszym pomysłem, który wydawał się w miarę logiczny, było założenie, że czołgi odholowano z ulicy, przygotowano do transportu, a następnie zapewne zamierzano je skierować do dalszego wojennego recyklingu. Czyżby Dworzec Zachodni? Już pobieżna analiza zdjęć lotniczych wykluczała tę możliwość. Linia wiedeńska, to był jednak dobry trop, ze względu na bliskość Ochoty, gdzie toczyły się dramatyczne walki o miasto. Usiadłem do mapy i zacząłem po kolei sprawdzać wszystkie możliwe stacje kolejowe, aż do samego Pruszkowa. Po takiej analizie najbardziej pasował teren przed stacją Warszawa - Włochy. Na zagadkowym zdjęciu widzimy po lewej słupy pętli EKD, za lufami czołgu widać też zejście podziemne na perony, na prawo od niego dach wiaty, a nad nimi coś, co bardzo przypomina narożnik tej kamienicy: LINK

Na ortofotomapie, nasz kadr wyglądałby mniej więcej tak:


Pozostało ustalić jak w rzeczywistości wyglądał budynek stacji, którego fragment został uwieczniony w prawym górnym rogu zdjęcia. I tutaj okazało się, że mimo wielu zdjęć z dawnych Włoch, nigdzie nie sposób zobaczyć jak wyglądał ten obiekt. Fotografie wykonane z ulicy Świerszcza, potwierdzają, że był to parterowy, ceglany budynek, ale ani ostatecznie nie potwierdzają tej lokalizacji, ani jej nie zaprzeczają: LINK.

Ponieważ na chwilę obecną nie mamy żadnych zdjęć, które podważyłyby moją hipotezę, przyjąłem, że jest to "jedyna znane zdjęcie stacji" od strony południowej i z uwagi na swoją "unikatowość", mimo braku ostatecznych dowodów, powinno zostać udostępnione i rozpowszechnione. Mam nadzieję, że dzięki temu uda się odnaleźć lepsze fotografie tego budynku.

(P, F)

piątek, 26 kwietnia 2019

Drewniany dom w tle


Czasami otrzymujemy prośby o pomoc w zlokalizowaniu zdjęć z rodzinnych albumów. Bardzo lubię takie pytania, ponieważ nigdy nie wiadomo na co się w ich przypadku trafi. Czasem może to być zupełnie inne miasto, zdarzają się zagadki wręcz nie do rozpoznania z uwagi na jakość zdjęcia, ale częściej jedna z głównych ulic, na których "grasowali" tak zwani leikarze. Czasami zaś wystarczy oddać głos rodzinie fotografowanych osób. Tak było w przypadku zdjęcia, które przesłała nam Pani Dorota Kozarzewska: "mam prośbę w identyfikacji ulicy, na której widać moją babcię Halinę z siostrą Janiną/pierwszy plan; ich siostrę Irenę, mamę Juliannę i kuzyna Władka/drugi plan. Rodzina Hajduków mieszkała w latach 30-tych na Targówku oraz na ulicy 11 Listopada na przeciwko koszar. podejrzewam, że może to jedno z tych miejsc". Wystarczył szybki rzut oka na zdjęcie lotnicze z 1945 roku by okazało się, że przypuszczenia Pani Doroty były słuszne. Charakterystyczny układ zabudowy pozwalał stwierdzić, że zdjęcie zrobiono przy 11 listopada róg Środkowej.








Miejsce drewniaka po prawej (za Panem w kapeluszu) zajmuje blok Środkowa 32, a kamienica za nim to 11 listopada 44. Ten ostatnie budynek możemy zobaczyć na google streetview. Mimo że nie było to wielkie wyzwanie identyfikacyjne, to poprosiłem Panią Dorotę o możliwość opublikowania zdjęcia na naszym blogu. To dlatego, że nie znałem innego wizerunku drewniaka przy Środkowej, a nasz blog traktuję również jako źródło cennych zdjęć porównawczych, dla dalszych poszukiwań oraz nietypowy przewodnik po nieistniejącym dziś mieście. Dlatego w każdym wpisie dodajemy etykiety z nazwami ulic, które udało się rozpoznać i których fragmenty widać na zdjęciach. Etykiety te można zobaczyć na prawo od tego tekstu. Wracając jednak do naszego zdjęcia, chciałem serdecznie podziękować Pani Dorocie Kozarzewskiej za możliwość opublikowania zdjęcia na blogu. Robię to w imieniu własnym, całego zespołu prowadzącego blog i chyba wszystkich zainteresowanych historią Warszawy. Zachęcam jednocześnie do przesyłania nam niezidentyfikowanych zdjęć Warszawy z rodzinnych albumów. Każde takie zdjęcie może okazać się ważne przy następnej identyfikacji.

(K)

Piec na pierwszym piętrze


Fotografie przedstawiające ruiny września 1939, zasadniczo zostały już całkiem dobrze rozpoznane i opisane. Wraz z popularnością niemieckich portali aukcyjnych, w "nasze ręce" trafiło całkiem dużo zdjęć wykonanych w okupowanej Warszawie. Jeśli czasem coś może nas zaskoczyć, to ciasny kadr wykonany od podwórza, ale we wnętrzu. Nie inaczej było w przypadku powyższego zdjęcia, przesłanego nam z ŻIH: LINK, z prośbą o pomoc w identyfikacji.

Zdjęć z wiszącymi w ruinach piecami widziałem już co najmniej kilkanaście, te najbardziej znane uwieczniono np. w rozłupanej kamienicy Spitzbartha (Nowy Świat 30 / Foksal 21), przy Królewskiej 8 (LINK), albo w pałacu Lubomirskich (LINK). Wszystkie one zbudowane były z białych kafli. Na zagadkowym zdjęciu widzimy jednak bardzo elegancką formę pieca. To musiało być jakieś reprezentacyjne miejsce, a nie byle czynszówka.

Coś mi jednak świtało w głowie, więc czym prędzej zajrzałem do mojego folderu ze zdjęciami znalezionymi w sieci. Chwila przeglądania plików i mam to, czego szukałem - niemal identyczne zdjęcie, obejmujące dodatkowo większy fragment okna:


Teraz poszukiwania stały się o wiele łatwiejsze. Miejsce musiało być łatwo dostępne "z poziomu ulicy", więc to zawęziło jeszcze bardziej krąg poszukiwań. Pierwszy pomysł, jaki zaświtał mi w głowie, okazał się strzałem w dziesiątkę. Tak zdobione okna miał tylko jeden budynek w Warszawie - pałac Leopolda Kronenberga przy placu Małachowskiego 4: LINK. Jak możemy wnioskować z innych zdjęć, np. tych zamieszczonych na portalu Fotopolska.eu, Niemcy bardzo lubili fotografować sam zniszczony budynek, oraz a jakże, siebie samych na jego tle:


Zabezpieczona ruina pałacu przetrwała wojnę i powstanie, po roku 1945 planowano go kilka razy odbudować, między innymi (taki paradoks) na siedzibę ambasady Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Ostatecznie, ze względu na "burżuazyjny wystrój architektoniczny", resztki pałacu rozebrano w roku 1962, na początku "panowania" Gomułki: LINK.

(P)

PS. Po opublikowaniu posta, Ryszard Mączewski z Warszawa1939.pl ustalił dokładne miejsce lokalizacji pieca w pałacu. Fotografię wykonano przez okno narożnika od strony ulicy Królewskiej:


Co potwierdziło także inne zdjęcie z portalu Fotopolska.eu, na którym widzimy rury kanalizacyjne i fragment owalnego przejścia: