wtorek, 31 maja 2016

Zmasakrowana ulica

W dzisiejszej odsłonie przyjrzymy się dwóm zdjęciom, znalezionym na portalu aukcyjnym Ebay.de. Choć przedstawiają dwa różne obiekty, oba wykonano na tej samej ulicy, zapewne podczas tego samego spaceru niemieckich żołnierzy po podbitym mieście.

Fot. 1

Fot.2

Znalezienie miejsca, w którym wykonano te fotografie nie było łatwe i to była pierwsza wskazówka gdzie należy szukać - w grę wchodziły te rejony stolicy, które mocno ucierpiały we wrześniu 1939, a jednocześnie nie zostały dobrze obfotografowane (z różnych względów). Na ulicy widoczne są tory tramwajowe, jest ona stosunkowo wąska, kadry są ciasne, ocienione a same budynki sfotografowane zostały z ukosa. Kamienice wyglądają na warszawskie, ale wydają się jakieś takie mało znane. Miałem wrażenie, jakbym je pierwszy raz na oczy widział, a przecież zdjęć zniszczonej Warszawy trochę już w życiu obejrzałem.

Z tych rozmyślań wyszło mi, że to może być ulica 6 Sierpnia, czyli dzisiejsza Nowowiejska, na odcinku od pl. Zbawiciela do pl. Politechniki. Niby centrum miasta, ale za wielu zdjęć z tego rejonu nie ma. Trzeba było jednak poszukać odpowiedniej ikonografii. Zacząłem od przejrzenia zdjęć z naszego tekstu, kiedyś już bowiem pisaliśmy o tej ulicy, w kontekście sowieckich bombardowań Warszawy w maju 1943 roku: TUTAJ. Niewiele to pomogło w pierwszej chwili, ale kiedy dokładnie przyjrzałem się słynnemu zdjęciu z  zasobów Narodowego Archiwum Cyfrowego, okazało się, że trafiłem w "dziesiątkę"!


Na zdjęciu z NAC, po lewej widzimy te same budynki, co na naszej fotografii nr 1. Są bardziej zniszczone, ale też wykonano to zdjęcie zapewne dwa, trzy lata później, po kolejnym bombardowaniu tej części miasta. Potwierdziło to także inne znane zdjęcie szczątków kamienicy nr 36: LINK

Pozostało jeszcze ustalić, gdzie wykonano fotografię nr 2. Oględziny ortofotomapy przyniosły dobry rezultat - to zapewne styk kamienic nr 13 i 15. Oba kadry wykonano mniej więcej tak:


Na poparcie drugiej hipotezy brakuje jednak twardych dowodów. Jest to tylko przypuszczenie, poparte ogólnym charakterem zabudowy, rekonstrukcją logiki spaceru niemieckich żołnierzy (wśród zdjęć sprzedającego było jeszcze jedno z placu Zbawiciela) i wymagające ostatecznej weryfikacji. Miejmy jednak nadzieję, że jakieś zdjęcia z tej ciężko doświadczonej przez los ulicy, jeszcze się kiedyś pojawią.

(P)


środa, 11 maja 2016

Gwar ulicy


Powyższe zdjęcie otrzymaliśmy kilka dni temu od pana Jacka Dehnela z prośbą o pomoc w identyfikacji miejsca. Pan Jacek niedawno uruchomił internetową galerię Awers/Rewers ze swoimi fotograficznymi zbiorami: LINK. Na zagadkowym zdjęciu wykonanym w październiku 1933 roku widać Tadeusza Jana Dehnela, z siostrą Emilią i matką, spacerujących jedną z warszawskich ulic.

Rzut oka i od razu wiadomo, że mamy do czynienia z popularną w początku lat 30-tych XX wieku "ulicówką". Przyczajony na ulicy fotograf robił znienacka zdjęcie spacerowiczom, a jedynym tłem był gwar ulicy, krzykliwe szyldy sklepowe i setki innych przechodniów. Taka moda. Zdjęcia uliczne, chwytane na gorąco zasadniczo robiono w najbardziej reprezentacyjnych miejscach stolicy. Przede wszystkim na ulicy Marszałkowskiej, w Alejach Jerozolimskich, na Nowym Świecie, na Krakowskim Przedmieściu, ale także na Chłodnej, Wolskiej czy Targowej. 

Na pierwszy ogień poszły szyldy - Lecznica i Trators, choć ten drugi nie do końca był jednoznaczny. I numer widoczny na latarence adresowej, coś jakby 37 albo 67. Ale przeszukiwanie książek adresowych nie przyniosło rezultatu. Tak to czasem już jest, że najprostsze środki zawodzą. Trzeba było zatem zabrać się do rzeczy jak należy.

Wziąłem zdjęcie "pod lupę" i wynotowałem sobie następujące elementy:
- dużo ludzi na ulicy
- wypalone światła tła (czyli raczej nieparzysta pierzeja, latarenka adresowa z numerem x7)
- budynek pięcioosiowy z balkonem pośrodku
- duże witryny sklepowe (zapewne wtórna przeróbka)
- zawijas w lewym górnym rogu - szyld jakiegoś ekskluzywnego sklepu?
- w tle, obok balkonu sąsiedniej kamienicy widać coś, jakby zegar a może kulę ziemską?

Marszałkowska i Aleje odpadły niemal od razu. Nie te gabaryty budynków. Nowy Świat? Możliwe. Rzuciłem okiem na zabudowę ulicy i moją uwagę zwróciła kamienica Niemojewskich pod nr 57: LINK i kamienica Abramowicza pod nr 59: LINK. Pierwsze oględziny potwierdzały moje przypuszczenia - jest zawijas, jest globus przed Książnicą "Atlas". Pozostało jedynie sprawdzić szczegóły na większym zdjęciu z Referatu Gabarytów: LINK, co ostatecznie potwierdziło moje przypuszczenia. Fotografię wykonano na Nowym Świecie pod kamienicą nr 57.

(P)





piątek, 1 kwietnia 2016

Choćbym chodził ciemną ulicą...


Powyższe zdjęcie zostało kilka dni temu opublikowane przez Archiwum Historii Mówionej Domu Spotkań z Historią, na jednym z popularnych portali społecznościowych: LINK. Pochodzi z kolekcji Jadwigi Kozielowej, którą w ramach projektu Warszawa zapamiętana: LINK, udostępniła pani Anna Hopson. To już kolejna inicjatywa DSH (jak zwykle bardzo cenna i pożyteczna), polegająca na dokumentowaniu przeszłości stolicy w nowoczesny i przystępny sposób. Z całego serca popieramy tego rodzaju projekty i w miarę możliwości, zawsze chętnie pomagamy.

Powyższe zdjęcie opatrzono krótkim opisem "Warszawa, miejsce nierozpoznane" i to już wystarczyło, by wzbudziło moją ciekawość. Pierwsza rzecz, która zwróciła moją uwagę to "mroczny klimat zdjęcia". Niby jacyś ludzie widoczni w różnych planach, niby jakiś skwer, ale jednak wszystko razem tchnie jakąś pustką, skąpaną w ciemności. Czyżby fotografię wykonano późnym popołudniem? W pochmurny dzień? Możliwe, ale nawet wówczas jakieś rozproszone światło powinno pozwolić na technicznie "przyzwoite" uchwycenie nieruchomego obrazu. Od razu pomyślałem o Starym Mieście, które przed wojną nie przypominało tak bardzo tego, co znamy z obecnego kształtu. Ciasne podwórka, kręte uliczki, oficyny, nadbudowane wysoko kamienice i niemal całkowity brak terenów zieleni - to był cechy charakterystyczne ówczesnego pejzażu warszawskiej Starówki.

Z pozostałych zdjęć kolekcji Jadwigi Kozielowej wynikało, że szeroko rozumiana Stare Miasto było miejscem, z którym była ona związana najbardziej. Należało znaleźć tylko odpowiednie miejsce, które zawierałoby następujące elementy - niewielki skwer, "zamkniętą" uliczkę i wysoką zabudowę. Miejsce to dodatkowo mogło też pełnić pewnego rodzaju funkcję spacerową - w pobliżu mógł się znajdować park, muzeum może jakieś eleganckie sklepy. Z tych wszystkich założeń, zasadniczo od razu uzyskałem rozwiązanie zagadki.

Fotografię wykonano na ulicy Przejazd przy wylocie Długiej. W tle od lewej widzimy fragment kamienicy Brauninga przy Długiej 61: LINK, dalej narożny budynek o adresie Długa 63 / Przejazd 4-6 i w głębi, zamykający perspektywę, czteropiętrowy "Dom Pod Orłem Białym" przy ulicy Tłomackie 13: LINK.
Na mapie nasz kadr wyglądałby mniej więcej tak:


Przedwojenna Warszawa była miastem ciasnym i mrocznym. Ekspansja na zielone tereny Żoliborza, Mokotowa, Bielan czy Saskiej Kępy nie była tylko podyktowana urbanistyczną dynamiką rozwoju stolicy, ale wyrażała pewną ogólnospołeczną potrzebę. Dla pokolenie architektów - modernistów, które odbudowywało z gruzów Warszawę, była to szansa, na stworzenie od nowa miasta świetlanego i z większą przestrzenią do życia dla jego przyszłych mieszkańców.

(P)

czwartek, 10 marca 2016

Balkon z widokiem na...


Powyższe zdjęcie znalazłem kilka dni temu na portalu aukcyjnym Allegro.pl. Od razu przykuło moją uwagę - może za sprawą spoglądającej na ulicę kobiety, ze staranni upiętą fryzurą. Na zdjęciach, wykonywanych na balkonach pozujący ludzie zazwyczaj się uśmiechają, ale w tym wypadku, na twarzy kobiety widzimy jakby grymas smutku czy zastanowienia. Nie wiemy, co działo się tam na dole, co sprawiło, że nie spojrzała prosto w obiektyw. Na odwrocie zdjęcia zamieszczono krótki dopisek: "Warszawa 1944 maj" i już tylko to, mogłoby wiele wytłumaczyć, ale wszelkie domysły zostawmy wyobraźni.

Gdzie wykonano zdjęcie, na którym balkonie? Ta myśl nie dawała mi spokoju, na równi z zagadkowym spojrzeniem kobiety. Przyjrzałem się tłu - ulica, jakiś skwerek, niewyraźne budynki, jadące samochody. Wydawało się, że nie ma tu żadnego punktu zaczepienia, ale jednak moją uwagę przyciągnął słupek otoczony barierkami. Wygląda to trochę jak jakiś pomnik, czy obelisk, tyle że ogrodzenie jakby opada w dół. To chyba szalet publiczny!

Chwila zastanowienia i rozwiązanie gotowe. To placyk u zbiegu ulic Kruczej, Mokotowskiej i Piusa XI (Pięknej). Na tym zdjęciu wykonanym w kierunku północnym widać go bardzo dobrze: LINK.  Zdjęcie wykonano z balkonu na drugim piętrze kamienicy przy ul. Piusa XI nr 18: LINK. Za plecami pani widać nawet narożny wykusz tej kamienicy. I choć budynki wokoło mocno ucierpiały podczas powstania warszawskiego, sam szalet przetrwał do dziś, choć zamieniono go na kawiarnię: LINK.

Publiczne toalety warszawskie swoją nazwę zawdzięczają francuskiemu towarzystwu akcyjnemu Compagnie Nouvelle des châlets de commodité pour la Françe et l’Etranger, które w roku 1892 otrzymało koncesję na budowę i eksploatację szaletów ulicznych. Za działkę pod każdy ustęp towarzystwo płaciło 20 rubli rocznie, za wodę i kanalizację – nic. Za korzystanie z pisuaru obowiązywała opłata 1 kopiejki, a za kabinę z papierem 5 kopiejek. Za prezydentury Starzyńskiego miasto odkupiło koncesję i przystąpiło do modernizacji starych szaletów i budowy nowych. Jak podaje Marian Gajewski w pracy Urządzenia komunalne Warszawy. Zarys historyczny, (Warszawa 1979), w roku 1938 funkcjonowało w stolicy 27 publicznych toalet. Szalet widoczny na zdjęciu projektował inż. Borawski i pochodzi on z II połowy lat trzydziestych XX wieku.

(P, F, K)


piątek, 15 stycznia 2016

Lotnisko Warszawa-Wschód

Fot.1

W lutym ubiegłego roku (2015), przeglądając portal aukcyjny Ebay.de w poszukiwaniu warszawskich zdjęć, natrafiłem na powyższą fotografię. Dość szeroki, dobry technicznie kadr wydał mi się tym bardziej interesujący, gdyż według opisu zdjęcie zostało wykonane w 1917 roku. Intrygująca już była sama scena, którą uchwycił fotograf, a podpis, jakim opatrzone było zdjęcie: „Flugplatz Warschau-Ost”, był niemniej zdumiewający. W pierwszym skojarzeniu zdawał się odsyłać nas gdzieś na prawobrzeżną część miasta. Biedne czynszówki przeplatane parterowymi drewniakami wskazywały na podmiejski charakter ulicy. Widok znakomicie pasował do szeroko rozumianej Pragi. To, co widoczne było na zdjęciu, wydawało mi się nieco znajome, jednak miałem nieodparte wrażenie, że jakiegoś elementu w tym widoku brakuje. Dłuższa chwila poszukiwań w pamięci i już wiedziałem w czym rzecz. To tramwaj, a ściślej mówiąc, torowisko i trakcja tramwajowa. Wedle datowania zdjęcie pochodziło z roku 1917. Co prawda rozległe przedmieścia Warszawy zostały przyłączone do miasta dekretem gubernatora - generała von Beselera już rok wcześniej, jednak rozwój sieci tramwajowej na przedmieścia, nastąpił dopiero kilka lat po odzyskaniu niepodległości. Teraz już wiedziałem dokładnie, jakie miejsce utrwalił fotografujący. To ulica Czerniakowska, ujęcie wykonane w rejonie posesji nr 82 (po prawej) w kierunku północnym, ku skrzyżowaniu z Bartycką/Nowosielecką, z widoczną w głębi narożną kamienicą o jasnej elewacji przy ul. Czerniakowskiej 92 LINK.

I tu właściwie mógłbym zakończyć opis identyfikacyjny miejsca, gdyby nie to, że postanowiłem sprawdzić inne zdjęcia wystawione przez tego samego sprzedającego na Ebay’u. Jak się okazało, były tam inne, nie mniej unikatowe i rewelacyjne kadry, ukazujące bezpośrednio czerniakowskie lotnisko. Wtedy przypomniałem sobie, że z pojęciem „Czerniakowska Flugplatz” spotkałem się już kilka lat wcześniej, bodajże w 2013 roku na forum DWS: LINK. Zamieszczone tam wówczas zdjęcia autorstwa niemieckiego oficera Theo Wirtha, nie pozwalały na precyzyjną lokalizację lotniska i pozostawała ona jedynie w sferze hipotez. Nowe zdjęcia rozwiewały wszelkie dotychczasowe wątpliwości. Niemieckie lotnisko zajmowało rozległy teren na południe od ul. Bartyckiej, a od zachodu przylegający do Czerniakowskiej. W tamtym okresie teren ten przed uregulowaniem brzegu wiślanego na wysokości Siekierek (także samej łąki pełniącej rolę lotniska) były de facto terenem zalewowym. Serię zdjęć wykonano najprawdopodobniej na początku roku 1916, dokumentując niejako przy okazji podtopienia lotniska i okolic, będące konsekwencją wiosennych roztopów. Należy wspomnieć, że Siekierki i Czerniaków były do lat 20-tych XX wieku regularnie nawiedzane przez powodzie, a ostatnie tego typu wydarzenie, gdy woda dotarła aż do ul. Czerniakowskiej, zalewając znaczny jej odcinek, miało miejsce w 1924 roku.

Dwa dość szerokie kadry wykonano z pewnej wysokości. Pierwsze ujęcie wykonano z dachu oficyny Czerniakowska 131, opisywanej już przez kolegę Nuro, we wcześniejszym wpisie: TUTAJ
W widoku na wschód fotograf oprócz zatopionego pola wzlotów (i niestety również upadków, jak pokazują inne zdjęcia), uchwycił widoczne z prawej strony kadru budynki Fabryki Ceraty i Sztucznej Skóry Bracia Ruziewicz i M. Krywicki (Czerniakowska 84): LINK, funkcjonującej aż do Powstania Warszawskiego i dającej zatrudnienie licznej grupie mieszkańców Czerniakowa i Siekierek.


Fot. 2

Drugie natomiast w kierunku północnym, niewykluczone, że to wykonano z budynku fabryki – z lewej strony widnieje ostatni budynek stojący w „pierzei” po północnej stronie ul. Bartyckiej.

Fot. 3

Na ortofotomapie zaznaczyłem żółtym kolorem kadr zdjęcia nr 1 i pomarańczowym nr 2:


Jak udało mi się dowiedzieć, czerniakowskie lotnisko w okresie swego funkcjonowania w latach 1916-1918 należało do Kampfeinsitzerschule-Warschau i służyło szkoleniu pilotów maszyn jednomiejscowych (głównie Fokkerów i Albatrosów). Być może niektórych mniej zorientowanych Czytelników taki wybór miejsca na lotnisko może dziwić. Decydującą kwestią było jak sądzę sąsiedztwo z rozległymi terenami koszarowymi po zachodniej stronie ul. Czerniakowskiej. Należy też pamiętać, że w okresie I Wojny Światowej oferowało ono jak najbardziej standardowe warunki do startów i lądowań (poza okresami wiosennych podtopień), praktycznie nie różniące się od tych spotykanych na lotniskach polowych. Rozległe, płaskie łąki nadawały się do tego celu doskonale, a trawiaste pasy startowe były nie mniej powszechne wykorzystywane jako lotniska jeszcze przez kilka dekad później. Współcześnie opisywana okolica wygląda tak: LINK, i zmieniła się do tego stopnia, że obecnie próżno szukać jakichkolwiek obiektów, uchwyconych w kadrach z 1916 roku. Ostatni świadek istnienia czerniakowskiego lotniska, czyli oficyna pod adresem Czerniakowska 131 została wyburzona w pierwszych latach XXI wieku.


PS. Kilka dni temu na portalu Fotopolska pojawiło się kolejne znakomite zdjęcie, ukazujące lotnisko przy Czerniakowskiej, tym razem w widoku od strony Siekierek: LINK. Kolejne zdjęcia lotniska podesłał Robert Marcinkowski, zaprzyjaźniony z nami varsavianista-kolekcjoner, któremu udało się nabyć serię zdjęć z ebay'a: LINK1, LINK2.

(F)

czwartek, 14 stycznia 2016

Podróż za 80 groszy



Przedstawiona powyżej fotografia pojawiła się niedawno na portalu Ebay.de. Fotografujący skupił się głównie na prowadzącym rikszę i jego pasażerce, a niewyraźne tło nie ułatwiało identyfikacji miejsca. Wprawne oko wychwyci jednak na tym zdjęciu wiele użytecznych informacji. Przede wszystkim, sądząc po licznych przechodniach, zdjęcie wykonano w ruchliwej części Śródmieścia. Wyraźnie widoczne, krótkie cienie pozwalają przypuszczać, że riksza jedzie w kierunku południowym. Jezdnia ulicy jest stosunkowo wąska i nie ma na niej torów tramwajowych, a widoczny po drugiej stronie ulicy budynek najwyraźniej mocno ucierpiał w 1939 roku.

Kilka miejsc wytypowanych dzięki tej charakterystyce pozwoliło bez większych problemów ustalić miejsce wykonania tej fotografii - to narożnik placu Napoleona i ul. Świętokrzyskiej. Bardzo podobne okupacyjne zdjęcie tego miejsca znalazłem w Referacie Gabarytów: LINK.
Na obu zdjęciach widać niewielką budkę ze znaczkami pocztowymi, przyklejoną do ściany wypalonego Domu Mintera: LINK. Za głową rikszarza zobaczyć można bramę i markizę nad jednym ze sklepów kamienicy Świętokrzyska 20 (na poniższym zdjęciu widoczną od strony wschodniej): LINK. Dziś riksze są już tylko atrakcją turystyczną, a obecny wygląd tego miejsca uległ zupełnej zmianie: LINK.

nuro



piątek, 18 grudnia 2015

Zabawy z bronią


Prezentowane powyżej zdjęcie pojawiło się w zeszłym roku na niemieckim portalu aukcyjnym Ebay.de, z dość lakonicznym podpisem: "T.I.E.BTL 1 Warschau". Bez większego problemu udało się ustalić, że chodzi o SS Totenkopf Infanterie Ersatz Bataillon 1, czyli 1 Zapasowy Batalion Piechoty SS Totenkopf, który stacjonował w Warszawie w latach 1942-1944: LINK.

Batalion stacjonował w koszarach przy ul. Rakowieckiej oraz na Pradze przy ul. 11 Listopada i tam należało rozpocząć poszukiwania. Wojenne zniszczenia w tych okolicach były stosunkowo niewielkie, miałem więc nadzieję, że widoczne z prawej strony zdjęcia budynki przetrwały wojnę. Pierwsze próby nie przyniosły jednak rezultatu. Uznałem więc, że co najmniej jeden z budynków został zniszczony lub przebudowany. Dzięki tej korekcie założeń, bez problemu udało się ustalić zagadkowe miejsce. Zdjęcie wykonano na placu przylegającym od wschodu do budynku Sztabu Generalnego przy ul. Rakowieckiej 4a. Widoczne na drugim planie krzewy rosną na terenie Państwowego Instytutu Geologicznego, a kamienice w tle, to (patrząc od lewej) Rakowiecka 31 i 33. Ta druga wygląda dziś dokładnie tak samo jak w czasie okupacji, w niektórych oknach zachowała się nawet oryginalna stolarka: LINK.


Budynek przy Rakowieckiej 31, mimo "przedwojennego" wyglądu nie ma nic wspólnego z kamienicą, która stała w tym miejscu w czasie okupacji. Cień frontowej ściany widoczny na ortofotomapie z 1945 roku świadczy o tym, że kamienica była wówczas całkowicie wypalona. Widać też, że była minimalnie wyższa od sąsiadki i miała dziewięcio- lub dziesięcioosiową fasadę, co pasuje do identyfikowanego zdjęcia. Zniszczenie budynku nastąpiło prawdopodobnie po upadku Powstania Warszawskiego.

Głównym zadaniem 1 Batalionu Zapasowego było szkolenie rekrutów. Należy przypuszczać, że przedstawieni na zdjęciu żołnierze uczą się obchodzić z bronią, natomiast strzelanie ostrą amunicją ćwiczono na strzelnicy, która znajdowało się jakieś 200 m na północ od tego miejsca, w pobliżu obecnej ulicy Batorego. Strzelnicę bardzo dobrze widać na zdjęciu z "Ostatniego spojrzenia" (niestety zdjęcie reprodukowane jest w odbiciu lustrzanym): LINK. Wysoki wał, będący pozostałością kulochwytu można do dziś zobaczyć na terenie przedszkola przy ul. Batorego 35.

nuro

piątek, 11 grudnia 2015

Akcja z węglem


Lubię takie chwile, kiedy cały nasz Zespół intensywnie próbuje rozwikłać jakąś zagadkę i wszyscy mailujemy do siebie, aż się klawiatury grzeją. Podczas tego rodzaju burzy mózgów dzielimy się wątpliwościami, tropami, poszlakami i zazwyczaj, udaje nam się na koniec znaleźć właściwe rozwiązanie.

Tak było i w tym przypadku. Fryderyk podesłał nam zdjęcie znalezione na portalu Fotopolska.eu: LINK z następującym komentarzem:

"Widać kawałek jakiegoś stylizowanego napisu/neonu. Myślałem że to fragment nazwy "Bar Ambasador", który mieścił się przy Grochowskiej 302, ale po pierwsze kamienica nie
pasuje, a po drugie budynek reprezentuje chyba zbyt wyskoki poziom jak na okolicę (okładzina
elewacji wygląda na kamień). Wagony wyglądają na normalnotorowe."

Rzeczywiście kamienica wyglądała "warszawsko", cywile także, słowem pozostawało tylko odszukać właściwe miejsce. Tor kolejowy pod budynkiem mieszkalnym, w dodatku w dość bliskiej odległości i od frontu, bo przecież ozdobne szyldy wieszano raczej od ulicy, wywołały u mnie przeczucie, że jest to miejsce w pewnym sensie wyjątkowe i niepowtarzalne. Nie jestem wielkim specjalistą od warszawskiej kolei, ale niemal od razu przyszła mi do głowy linia łomiankowska EKD: LINK. Na odcinku ulicy Marymonckiej, pojedynczy tor biegł po zachodniej stronie jezdni. Niestety jakichkolwiek zdjęć tego rejonu zachowało się niezwykle mało. Przedwojenne plany miasta i zdjęcia lotnicze nie wystarczały, by udowodnić moje przypuszczenia. Tym bardziej, że wizja lokalna zabudowy ulicy Marymonckiej (stosunkowo niezniszczonej w trakcie działań wojennych) na odcinku między ulicą Podczaszyńskiego a aleją Zjednoczenia, też nie bardzo je potwierdzała. Zachowane do dziś kamienice, np 41-59 stylistycznie różniły się dość wyraźnie, od tej widocznej na zdjęciu.

I kiedy wydawało się, że moje śledztwo utknęło w martwym punkcie, Michał napisał w mailu, że nazwa na szyldzie kończy się na "apada". Przyjrzałem się uważnie i ruszyłem głową. Jeśli to restauracja, a zastosowane liternictwo sugeruje ten trop, to jak mogła się nazywać. Po chwili do głowy przyszło mi w zasadzie tylko jedno, możliwe słowo: "eskapada". Wrzucam je w przeszukiwarkę adresową Genealogy Indexer: LINK i po chwili zadowolony uśmiecham się sam do siebie. Kawiarnia "Eskapada" mieściła się pod adresem Marymoncka 91!!! To musiał być ostatni, narożny budynek przy alei Zjednoczenia, który jako jedyny ucierpiał w czasie wojny. Obecnie w jego miejscu stoi powojenna kamienica o adresie Marymoncka 83-87, stylowo zupełnie inna: LINK.

Lokalizacja zgadzała się na 99%, potwierdzał ją również fakt istnienia bocznicy kolejowej, wiodącej na teren Centralnego Instytutu Wychowania Fizycznego, gdzie w czasie okupacji stacjonowali Niemcy. Trudno do końca jednoznacznie ocenić, czy na zagadkowym zdjęciu cywile spontanicznie proszą o trochę węgla, czy jest to jakaś zaplanowana akcja pomocy marznącym mieszkańcom. W każdym razie żołnierze z wagonów przerzucają węgiel na przyczepy.

Podzieliłem się z Zespołem swoim odkryciem, z prośbą o ewentualną korektę czy uzupełnienie. Jak zawsze można było liczyć na pomoc. Darek podesłał powojenne zdjęcie tego samego budynku, wygrzebane gdzieś z czeluści twardego dysku (jeśli ktoś zna źródło tego zdjęcia, to prosimy o informację), które ostatecznie potwierdziło lokalizację:


Bielany to dzielnica, która na przełomie lat trzydziestych i czterdziestych dopiero zaczynała nabierać kształtu. Stąd być może, w sumie dosyć ubogi zasób zdjęć z tej części stolicy. Zastanawiający jest także fakt, niemal zupełny brak fotografii dokumentujących istnienie kolejki łomiankowskiej, co być może wiązało się z faktem jej wojskowego charakteru (kolejka kursowała do Składnicy Amunicji w Palmirach). Tym bardziej cieszy nas fakt odkrycia i opisania tego zdjęcia.

(P, F, M, D)


PS. I jeszcze dwa zdjęcia z serii: LINK1, LINK2

(D)

niedziela, 29 listopada 2015

Zmarł dr Krzysztof Jaszczyński

Z prawdziwym żalem przyjęliśmy wiadomość o odejściu naszego kolegi, dr. Krzysztofa Jaszczyńskiego, wspierającego nasz blog pod nickiem kester. Był zasłużonym varsavianistą, autorem i współautorem wielu publikacji oraz filmów, współprowadzącym portal Warszawa1939.pl, współtwórcą reaktywowanej "Stolicy", a także Warszawskiego Parku Miniatur. Wielokrotnie korzystaliśmy z Jego pomocy oraz efektów jego pracy podczas naszych identyfikacji.

Z dostępnych w sieci materiałów, w których powstaniu brał udział Krzysztof, warto przypomnieć m.in.:

"Przelot nad zdobytym miastem" - zbiór niemieckich nagrań lotniczych z końca września 1939 r.:
https://youtu.be/AXYAV1YMZ0Y

"Początek" - Warszawa z pierwszych tygodni okupacji:
https://youtu.be/e3Wh3MWQZYY
https://youtu.be/IPtbatfdAv0

"Miasto Ruin" - animacja Warszawy stycznia 1945 r.:
https://youtu.be/twDouTqS4c8




Gdzie skarb twój, tam serce twoje - te słowa przychodzą na myśl o odejściu Krzysztofa. Jego skarbem była Warszawa - pasja, którą ukochał i której poświęcił wiele lat swego życia. Z myślą o niej wiele dokonał, niemało też jeszcze planował. Pozostanie w nas po Krzysztofie wspomnienie jako o wybitnym varsavianiście, sympatycznym człowieku i serdecznym, gotowym do wsparcia swą wiedzą koledze. Pozostanie z Warszawą też jego serce, które wkładał w to wszystko co robił.

Krzyśku, dziękujemy!

czwartek, 5 listopada 2015

Uliczna kapela


Fotografia znaleziona na portalu Ebay.de. Przedstawia grupę ulicznych muzykantów dorabiających sobie podczas trudnych okupacyjnych dni. To zdjęcie zaciekawiło mnie przede wszystkim dlatego, że wykonano je "wewnątrz tętniącego życiem miasta". Zdecydowana bowiem większość niemieckich fotografii zazwyczaj przedstawia ruiny obserwowane z głównych arterii okupowanej stolicy. Najeźdźcy, skądinąd butni i pewni swego, musieli mimo wszystko odczuwać pewien lęk przed zapuszczaniem się w boczne uliczki i zaułki. A to właśnie tutaj toczyło się prawdziwe okupacyjne życie, z całym swym bogactwem form i paletą odcieni. Naszego "fotografa" w tym przypadku zwabiła z pewnością muzyka, choć odległość z jakiej zrobił zdjęcie kapeli, może świadczyć również o pewnego rodzaju ostrożności.

Ale zostawmy te dywagacje na boku. Identyfikacja miejsca nie była specjalnie trudna. Na zdjęciu widzimy wyraźnie układ cieni, daleko w tle majaczy nam coś, jakby przejeżdżający wóz tramwajowy. Wszystko wskazywało na to, że zdjęcie zostało wykonane na jednej z przecznic ulicy Marszałkowskiej. Dwa budynki po prawej są na tyle charakterystyczne, że już po chwili wszystko stało się jasne. Fotografię tę wykonano na ulicy Żurawiej, spod bramy kamienicy nr 23 (pierwsza z lewej) w kierunku zachodnim. A eleganckie, wysokie kamienice z prawej (nr 24, 24a i 26) przetrwały wojnę i możemy je podziwiać do dziś: LINK.

(P)