środa, 25 marca 2015

Strzeż się pociągów



Powyższe zdjęcie wyszperałem już dość dawno, bo w 2007 roku na portalu aukcyjnym Ebay.de. Nie pamiętam, czy już wówczas ortofotomapa, będąca nieocenioną pomocą w identyfikacji, była publicznie dostępna w sieci, wiem natomiast, że obrazek wylądował w przepastnym folderze fotografii niezidentyfikowanych. Ówczesny stan wiedzy na temat wyglądu miasta i jego obiektów był nieporównywalnie skromniejszy niż obecnie. Nie mówiąc nawet o braku skutecznych "narzędzi sieciowych" umożliwiających poszukiwania. Wielokrotnie „potykałem się” o powyższe zdjęcie, wyszukując materiałów do innych identyfikacji, jednak nigdy nie pasowało ono jako element do większej układanki. Pociąg w mieście nasuwał skojarzenia z liniami wąskotorowych kolejek dojazdowych. Przebieg ich torów niby był znany, ale na podstawie materiałów porównawczych, dostępnych w owym czasie, niczego nie dało się dopasować, a wąski kadr fotografii nie ułatwiał sprawy. Jakoś nie mogłem też skojarzyć linii kolejowej w poziomie ulicy, poza linią obwodową przecinającą ul. Dworską, ale tamto miejsce po dokładniejszej analizie też nie pasowało. W pewnym momencie zacząłem dopuszczać nawet ewentualność, że fotografię wykonano jednak gdzieś w szerokich okolicach Warszawy. Przeglądałem zatem dodatkowe możliwe lokalizacje, choć i ten trop nie do końca się sprawdzał. Nie mogłem wykluczyć w 100 procentach takiej ewentualności, jednak uchwycony w kadrze budynek, mimo, że wypalony, sprawiał zbyt wielkomiejskie wrażenie, jak na miejscowość podwarszawską.

W działalności identyfikacyjnej pamięć fotograficzna nie jest warunkiem koniecznym, by skutecznie ją uprawiać. Jednak, jak staramy się to wielokrotnie podkreślać, bardzo się przydaje i znacząco ułatwia pracę z fotografiami. Jak to niejednokrotnie bywa, także w identyfikacji omawianej fotografii pomógł przypadek. Jakoś jesienią zeszłego roku szukałem informacji na temat miejsc złożenia broni po kapitulacji Warszawy we wrześniu 1939 roku. Wiedziałem, że jednym z takich miejsc był Port Praski. To przypomniało mi o fotografii, którą znam już od dłuższego czasu. Odszukałem ją w swoich zasobach i nastąpiło olśnienie.


Co ciekawe, skojarzył mi się nie tyle sam budynek widoczny w kadrze, co charakterystyczne okopcenie prawej strony elewacji. To była ta sama kamienica, której fotografia od tylu lat nie chciała ujawnić swojej tajemnicy - narożny budynek o adresie Jagiellońska 2 / Marcinkowskiego 1! Miejsce wykonania fotografii dobrze tłumaczyło widoczną tablicę ostrzegawczą i krzyż św. Andrzeja. Dziś trochę trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie ówczesnego układu komunikacyjnego w okolicy, a był to prawdziwy „węzeł gordyjski”. Widoczny na naszej fotografii zbieg ulic: Jagiellońskiej, Marcinkowskiego i Zamoyskiego przecinała linia wąskotorowej kolejki jabłonowskiej. Obok biegła szerokotorowa bocznica kolejowa, prowadząca na teren rzeźni miejskiej przy ul. Wrzesińskiej. Odchodziła ona od Dworca Wschodniego, idąc równolegle do nasypu i wiaduktu linii średnicowej, następnie skręcając łukiem w ul. Zamoyskiego. Przecinała tym samym ul. Targową na poziomie jezdni, w tym podwójne torowisko tramwajowe! Kolejnym był tor bocznicy do Portu Praskiego, przecinający również ul. Zamoyskiego na wysokości wiaduktu kolejowego. I w końcu, kilkaset metrów dalej, linia wąskotorówki, przecinająca się tym razem z linią tramwajową skręcającą w al. Zieleniecką. Dla lepszego zobrazowania tej skomplikowanej sytuacji zaznaczyłem ją na fotoplanie:


Wróćmy jeszcze do kamienicy z identyfikowanej fotografii. Sądząc po detalach, oszczędnego ale wyraźnie secesyjnego wystroju fasady, powstała w pierwszej dekadzie XX stulecia. Jak można przypuszczać, budynek padł ofiarą pożaru na skutek bombardowań w trakcie oblężenia Warszawy we wrześniu 1939 roku. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że na sąsiedniej posesji, w zabudowaniach fabryki „Motolot” pod adresem Jagiellońska 4 mieściło się w tym okresie dowództwo obrony Pragi. Mury wypalonej kamienicy rozebrano jeszcze w okresie okupacji. Obecnie w tym miejscu możemy podziwiać taki gustowny skwerek: LINK

(F)

poniedziałek, 23 marca 2015

Na kamieniu kamień...


Zdjęcie znalezione na portalu aukcyjnym Ebay.de. Przez jakiś czas spoczywało "zagubione" w jednym z moich identyfikacyjnych folderów w "Moich dokumentach", aż wreszcie przyszła pora na wiosenne porządki i przypadkowo się na nie natknąłem. Ruiny kamienicy coś mi przypominały, ale dokładnie nie pamiętałem, o który budynek chodzi. Wiedziałem jednak, że gdzieś już podobny kształt zniszczonej kamienicy widziałem. To nieprawda, że zniszczone domy tracą swoją tożsamość i zamieniają się w kupkę gruzu. Nawet jeśli nie zostanie kamień na kamieniu, taki budynek wciąż trwa we wspomnieniach, w relacjach, w starych fotografiach. Istnieje także w naszej, współczesnej pamięci społecznej, o którą wszyscy powinniśmy się troszczyć i starannie ją pielęgnować. Nie tylko dlatego, że "tak wypada". Świadomość historyczna to po prostu najsolidniejszy fundament naszego "jutra".

Paradoksalnie, zburzone kamienice okupacyjnej Warszawy zostały uwiecznione w dziesiątkach fotografii... swoich oprawców. Dzięki temu możemy dziś, po tylu latach, identyfikować je bardzo precyzyjnie. Choćby tylko na podstawie "pustych, okiennych oczodołów", "strzelistych sterczyn" czy "obłupanych z tynku ścian". Przejrzałem kilkanaście zdjęć wykonanych po wrześniu 1939 i udało się wytypować właściwe miejsce. To resztki narożnej kamienicy o adresie Graniczna 16 róg Plac Żelaznej Bramy 5. Chwila poszukiwania w zasobach sieci i na forum Kolejka Marecka, znalazłem obrazek (szeroki kadr) potwierdzający moje przypuszczenia:



Obecnie w miejscu kamienicy stoi jeden z 19 potężnych bloków Osiedla Za Żelazną Bramą (ten położony najbardziej na wschód) o adresie Marszałkowska 111a. Cała okolica po wojnie została bardzo mocno przeurbanizowana i troska o pamięć tego, co tu istniało kiedyś, wydaje się szczególnie mocno uzasadniona.

(P)

poniedziałek, 9 marca 2015

Pogrzeb Franciszka Łaszcza


Powyższe zdjęcie, należące do Roberta Marcinkowskiego, od roku 2006 wisiało jako nierozpoznane na portalu Fundacji Warszawa1939.pl: LINK. Sam próbowałem się z nim mierzyć wielokrotnie, ale nie przynosiło to żadnych rezultatów. W tym czasie sprawdziłem chyba wszystkie place, skwery, okolice wszystkich kościołów, cmentarzy i ważniejsze arterie komunikacyjne. I nic. Ale mimo wszystko nigdy nie wątpiłem w to, że zagadka ta, kiedyś znajdzie swoje rozwiązanie.

Choć pojawiały się sugestie, że zdjęcie wykonano być może w innym mieście, jakoś podskórnie czułem, że to jednak jest Warszawa, że to coś łatwego, tylko z niewiadomych przyczyn "opornego". Spójrzcie tylko na ten orszak, tak się nie chodzi w konduktach pogrzebowych w Krakowie, czy Poznaniu. Tu wszystko wręcz pachnie Warszawą! Wystrój kamienicy, bruk i szyldy sklepowe przy bramie.

Ta brama, zlokalizowana niesymetrycznie mogła wskazywać na nieregularną, "trójkątną" działkę posesji, ale niewiele to zmieniało. Takich działek było w dawnej Warszawie dziesiątki...

I kiedy wydawało się, że nie ma już żadnej nadziei i tajemnicy zdjęcia nie da się złamać, w marcu 2015 roku pojawił się bardzo istotny trop. Jarosław Loretz odnalazł nekrolog, zamieszczony w "Kurjerze Warszawskim" z dnia 27 kwietnia 1898 roku:


Jak tylko dotarła do mnie treść tego smutnego ogłoszenia, w mojej głowie zaświtało niemal od razu gotowe rozwiązanie zagadki zdjęcia. Wyprowadzenie zwłok miało się odbyć z kościoła św. Aleksandra na cmentarz powązkowski, a zatem należało odtworzyć trasę przemarszu i nieregularną działkę w pobliżu jakiegoś większego placu, skweru czy terenu niezabudowanego. Otworzyłem ortofotomapę, wybrałem warstwę z czasów lindleyowskich (jako najbliższą momentowi powstania fotografii) i swój wzrok skierowałem na ulicę Bracką. To ulica ukośna (nieregularne działki), bez linii tramwajowej, ważna w systemie komunikacyjnym, ale nie na tyle, by nie mógł jej chwilowo zablokować orszak pogrzebowy. Ale z zabudowy ulicy Brackiej nic nie pasowało. Rzuciłem więc okiem na jej przedłużenie, czyli ulicę Zgoda i... , o Mój Boże! Znalazłem! Jest! To kamienica nr 5:


Plan Lindleyów jest o tyle cennym dokumentem, że są na nim zaznaczone nie tylko przejazdy w bramach, ale także ryzality. Dane z planu doskonale odpowiadały kamienicy ze zdjęcia. W tym okresie parzysta pierzeja jeszcze nie była całkiem zabudowana, tworząc w rejonie wylotu ulicy Przeskok niewielki plac. Tereny te zaczęto intensywnie zabudowywać dopiero na początku XX wieku, po przeniesieniu szpitala Dzieciątka Jezus w rejon zachodniego krańca ulicy Nowogrodzkiej. Przestrzeń ta umożliwiła fotografowi na ustawienie aparatu i wykonanie zdjęcia w dość rozległym planie. Pozostało znaleźć jeszcze jakieś zdjęcie, które by to ostatecznie potwierdziło. Z tym był pewien kłopot, bo późniejsza, dość ciasna zabudowa ulicy, sprawiała, że większość zdjęć ukazywała ją w kadrach perspektywicznych, na których architektura na drugim planie zlewała się w szare i niewyraźne tło. Z pomocą przyszła stara pocztówka z epoki, przedstawiająca bardziej znany, sąsiedni budynek Kasy Pożyczkowej Przemysłowców Warszawskich z albumu Roberta Bieleckiego, Było takie miasto, Veda 2008 (s. 80):


W lewym skraju pocztówki widzimy fragment kamienicy Zgoda 5 z charakterystycznym balkonem, bramą i zdobieniami nadokiennymi. W momencie pogrzebu Franciszka Łaszcza, okazały gmach Kasy zapewne jeszcze nie istniał (powstał w latach 1899-1900), stąd prawdopodobnie decyzja fotografa, aby w tym miejscu i w taki sposób skadrować swe reporterskie zdjęcie.

Kamienica Zgoda 5 musiała ucierpieć we wrześniu 1939, ale z jakichś przyczyn nie rozebrano jej. Okupację i powstanie warszawskie przetrwała w stanie zabezpieczonej ruiny, co widzimy na fotografii lotniczej z Ostatniego Spojrzenia: LINK. Po wojnie odbudowano ją w przedwojennym zarysie, wraz z przylegającą oficyną boczną, choć współczesny wystrój elewacji oczyszczono z wszelkich zdobień: LINK. Na zdjęciu Johna Vachona z 1956 widzimy jeszcze resztki owalnych naczółków nad oknami: LINK.

Kim był Franciszek Łaszcz, dlaczego zmarł w tak młodym wieku, dlaczego fotograf zarejestrował kondukt pogrzebowy z jego trumną, niesioną na ramionach żałobników, to kolejna zagadka, która być może kiedyś być może także znajdzie kiedyś swoje rozwiązanie.

(P)


piątek, 6 marca 2015

Spalona powozownia


Prezentowane powyżej zdjęcie pojawiło się kilka miesięcy temu na portalu aukcyjnym Ebay.de. Choć widoczne miejsce jest bardzo charakterystyczne, nie udało się go wówczas zidentyfikować - takie zakamarki, ukryte pomiędzy budynkami były rzadko fotografowane i niewiele jest materiału porównawczego.
Rozwiązanie zagadki pojawiło się zupełnie przypadkowo. Podczas zwiedzania Parku Miniatur Województwa Mazowieckiego: LINK, zauważyłem identyczny portal wciśnięty pomiędzy kamienicę Granzowa: LINK, a budynek Giełdy przy ulicy Królewskiej: LINK


W obszernym artykule poświęconym kamienicy Granzowa: LINK, Jerzy S. Majewski pisze:
"[...] do elewacji wschodniej został dostawiony jednokondygnacyjny aneks mieszczący powozownię. Od strony maleńkiego dziedzińca dzielącego go od Królewskiej otwierała się neoklasycystyczną arkadową fasadą z greckim fryzem metopowo-tryglifowym podobnym do tego, jaki wieńczył sąsiedni gmach giełdy".

Odchylona pod niewielkim kątem ściana z balkonem widoczna w głębi identyfikowanego zdjęcia to tylna oficyna bardzo wydłużonej posesji Graniczna 6. Jej mieszkańcy mogli się cieszyć wspaniałym widokiem Ogrodu Saskiego, którego drzewa widzimy w tle nad budynkami. Cała ta okolica, łącznie z budynkiem Giełdy i sąsiednimi kamienicami spłonęła doszczętnie we wrześniu 1939. Pozostała tylko mocno uszkodzona kamienica Granzowa, która mimo kolejnych zniszczeń podczas powstania warszawskiego dotrwała aż do roku 1963.

Identyfikacja zdjęcia możliwa była dzięki twórcom Parku Miniatur, którzy zadbali o wierne odtworzenie całych budynków, a nie tylko ich fasad. Z przykrością dowiedziałem się więc, że Park musi do końca marca opuścić zajmowane dotychczas pomieszczenia w Domu Braci Jabłkowskich. Ekspozycję można oglądać tylko do 22 marca 2015, a dodatkową atrakcją jest wystawa fascynujących zdjęć lotniczych z września 1939 z kolekcji Roberta Marcinkowskiego. Kto jeszcze nie był, niech się spieszy!

nuro

środa, 4 marca 2015

Seria z karabinem

Kilka dni temu na portalu aukcyjnym Ebay.de pojawiła się seria trzech zdjęć, ukazująca grupę niemieckich żołnierzy podczas ćwiczeń z ciężkim karabinem maszynowym MG 08/15. Wedle sprzedającego, zdjęcia wykonano w Warszawie w roku 1941.

Fot. 1

Fot. 2

Fot. 3

Kilka zdjęć wykonanych w tym samym miejscu zawsze stanowi nieocenioną pomoc przy identyfikacji. Tak było również i w tym przypadku. Wnikliwa analiza wszystkich trzech zdjęć pozwoliła na ustalenie miejsca ich wykonania. Na zdjęciu nr 1 w tle widzimy parę drzew i łąki. Niby wiele informacji to nie wnosi, ale w kontekście dwóch pozostałych fotografii, sprawa ma się nieco inaczej. Na zdjęciu nr 2 i 3 widzimy w tle zabudowania przemysłowe. Budynek widoczny po prawej stronie na fotografii nr 2, swoją architekturą przypominał szkołę, co pasowało idealnie do "klimatu" niemieckich zdjęć koszarowych. Jak wiadomo Niemcy zajęli większość budynków szkolnych w Warszawie na swoje potrzeby. Na zdjęciu nr 3 widać dodatkowo korony drzew w oddali, między skrajem budynku szkoły a żołnierzem Wehrmachtu. To też była cenna informacja - trzeba było szukać szkoły w rejonie o charakterze przemysłowym, z łąkami po stronie południowej i terenem zadrzewionym (parkiem, cmentarzem?) po północnej.

W pierwszej chwili pomyślałem o Woli, ale sprawdzenie kilku szkół nie przyniosło rezultatu. I kiedy tak dumałem nad tą Wolą, przyszło mi do głowy rozwiązanie tyleż oczywiste, co jedynie słuszne. To teren szkoły przy ul. Spokojnej 13: LINK. Niemcy ćwiczyli z tyłu budynku, na trawiastym placu, przylegającym do ulicy Kolskiej. Na ortofotomapie z roku 1945 poszczególne kadry wyglądają mniej więcej tak:


Budynek szkolny przetrwał wojnę w całkiem niezłym stanie, po remoncie w roku 1948 oddano go do użytku i do dziś mieści on Zespól Szkół Fototechnicznych: LINK.

(P)


środa, 25 lutego 2015

Ogródkowe mogiły

Fot. 1

Prezentowane powyżej zdjęcie pojawiło się niedawno na portalu aukcyjnym Ebay.de. Widzimy na nim tymczasowe pochówki trzech niemieckich żołnierzy, poległych we wrześniu 1939. Dzięki podpisowi "Wlochi – Warschau” nabazgranemu ołówkiem na odwrocie, identyfikacja miejsca wykonania fotografii okazała się zaskakująco prosta. Widoczny po lewej stronie budynek z wysokimi, łukowato sklepionymi oknami kojarzy się z kościołem lub kaplicą, a w 1939 roku był tylko jeden murowany kościół we Włochach - parafia ewangelicka przy obecnej ulicy Cietrzewia 22 (wówczas ulica nazywała się Parkowa). Kościół ten służyć miał  dość licznej społeczności ewangelickiej Włoch i został poświęcony niedługo przed wybuchem II wojny, w styczniu 1939: LINK.

Świątynia służy ewangelikom do dnia dzisiejszego i nie była po wojnie przebudowywana, więc potwierdzenie moich przypuszczeń nie było trudne. Interesujące mnie miejsce odnalazłem podczas wizji lokalnej (luty 2015) w ogrodzie po zachodniej stronie kościoła:

Fot. 2

Fot. 3

Nie ma już oczywiście żadnego śladu po tymczasowych grobach z roku 1939. Polegli wówczas żołnierze byli po zakończeniu walk ekshumowani i przenoszeni na cmentarze. W Warszawie duża kwatera z niemieckimi grobami z tego okresu powstała na Powązkach Wojskowych od strony ulicy Powązkowskiej, o czym pisaliśmy TUTAJ.


nuro

wtorek, 24 lutego 2015

Schnące pranie i dwie litery

W identyfikacji zdjęć trudno mówić o skali trudności - to, co dla jednego jest trudne, dla innego może być "bułką z masłem". Znane od wielu lat, a nierozpoznane zdjęcia wcale nie muszą być szczególnie trudne do zlokalizowania, to raczej kwestia determinacji i zapału osoby, która się tego podejmie. Możemy natomiast wyodrębnić co najmniej trzy kategorie identyfikowanych zdjęć. Do pierwszej należą te fotografie, które jesteśmy w stanie opisać po jakimś charakterystycznym szczególe. Jeśli znamy ten szczegół - identyfikacja nie stanowi dla nas specjalnej trudności, a jeśli nawet nie znamy, to istnieje spora nadzieja, że ktoś go zna i dzięki temu zdjęcie prędzej, czy później zostanie rozpoznane. Do drugiej kategorii zaliczymy natomiast zdjęcia, które jesteśmy w stanie zidentyfikować na podstawie poszlak i hipotez. Tu istotna jest ogólna znajomość przestrzeni miasta, wyobraźnia i umiejętność przeszukiwania ortofotomapy. Do trzeciej kategorii należą zdjęcia, których nie jesteśmy w stanie "ugryźć" w jakikolwiek sposób. Tu na nic się zda znajomość szczegółów i zmysł przestrzenny. Takie zdjęcia można zidentyfikować w zasadzie tylko poprzez odnalezienie innych zdjęć, z szerszym planem, nieco innym ujęciem, które nawet jeśli nie przyniosą gotowej odpowiedzi, to znacznie nas do niej przybliżą. Do tej trzeciej kategorii należało poniższe zdjęcie z albumu Warszawa 1945-1966, wydanego z okazji XX-lecia tygodnika ilustrowanego "Stolica", 1966, ze strony 43.


Widzimy tu ruiny budynku, kobietę rozwieszającą pranie, dwie litery "E" i "Z" - pozostałość jakiegoś szyldu na elewacji. Pasuje wyraz "lecznica", ale wyniki z książek adresowych, nie bardzo popychają sprawę do przodu. Tutaj niewiele możemy wymyślić, dopasować, ustalić. Pozostaje nadzieja, że skoro gdzieś zrobiono co najmniej jedno zdjęcie, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że kto inny zrobił tam kolejne. Takich zdjęć nie powinniśmy z góry spisywać na straty, trzeba je dobrze zapamiętać i przechowywać "z tyłu głowy", czekając na chwilę, gdy pojawi się "to inne, wyczekiwane" zdjęcie. Tyle że pasjonaci identyfikacji (tacy jak my :)), nie bardzo lubią czekać z założonymi rękoma. W zasadzie to źle się wyraziłem, czekanie na to, że coś się samo zidentyfikuje, z reguły nie przynosi żadnych rezultatów. Chcąc osiągnąć jakiekolwiek wyniki na tym polu, należy po prostu stale poświęcać czas na obcowanie ze zdjęciami. Oglądanie fotografii to oczywiście czysta przyjemność, nie wyobrażam sobie dnia, w którym nie sięgnąłbym po jeden z albumów i nie zadumał się chwilę nad jakimiś obrazami mojego miasta. To dla mnie coś tak oczywistego jak to, że rano jem śniadanie, a wieczorem kolację. Głębokie wnikanie w poszczególne zdjęcia przynosi naprawdę znakomite rezultaty na polu identyfikacji. Tak samo było w przypadku tego zdjęcia. Po blisko dwóch latach poszukiwań, odnalazłem miejsce, w którym je wykonano. Ale zacznijmy od początku.

Po kilku mylnych tropach, fałszywych hipotezach i niepotwierdzonych przypuszczeniach, moje poszukiwania utknęły w martwym punkcie. Kręciłem się gdzieś po podwórzach wokół Nowego Światu, ale do końca sam nie byłem przekonany, że to tam. Jedyny konkret, albo raczej namiastka konkretu, polegał na założeniu, że zdjęcie przedstawia skromną elewację oficyny od strony podwórza, ale to podwórze jest jakby otwarte na ulicę (albo bardzo duże, może z ukrytym przejściem), bo jaki sens miałoby umieszczanie dużych liter szyldu, widocznych z daleka? Poza tym, praktyka podpowiadała, że mało który fotoreporter zapuszczał się w głąb podwórzy zniszczonych kamienic. Czego miałby tam szukać, skoro doskonały temat leżał wprost "na ulicy". A zatem należało poruszać się w półprywatnej przestrzeni niby oficyny, ale jednak dostępnej od ulicy.

Ta myśl towarzyszyła mi niejednokrotnie podczas prób rozwikłania zagadki, ale jak to bywa, przypomniała się dopiero wtedy, kiedy zajmowałem się zupełnie innymi zdjęciami. Rzecz dotyczyła rejonu dawnego Dworca Wiedeńskiego. Absolutne centrum Warszawy! Miejsce znane z wielu innych zdjęć. Kamienice stojące po nieparzystej stronie ulicy Chmielnej, miały od południa, od strony Nowej Poczekalni Dworca Wiedeńskiego dobudowane budynki zamykające podwórza. Takie trochę jak tylne oficyny, jakby mniej reprezentacyjne, może więc to tam? Po analizie ortofotomapy i planów Lindleya, wytypowałem, jako najbardziej prawdopodobny tył budynku, w którym mieścił się Hotel "Astoria" przy ul. Chmielnej 49. Pozostało tylko znaleźć fotografię, która by to potwierdziła. I choć zdjęć w tym miejscu wykonano całkiem sporo, nie było to takie proste. Zacząłem przeszukiwać albumy a potem zasoby Internetu, aż w końcu moim oczom ukazał się takie zdjęcie, wykonane zapewne z Hotelu Polonia: LINK. Mimo małego rozmiaru wszystko zgadza się co do joty. Jeśli przyjrzymy się uważnie, dojrzymy nawet dwa ciemne punkty w miejscu liter (zielona strzałka):


Dla sprawdzenia wrzuciłem w wyszukiwarkę Genealogy Indexer: LINK adres budynku, żeby namierzyć jeszcze tę domniemaną lecznicę. Jest! Figuruje w książkach adresowych na rok 1937, 1938 i 1939, tyle że pod nazwą "Przychodnia Dworcowa".

(P)


PS. Zniszczony szyld lecznicy widać także bardzo wyraźnie na innym zdjęciu, wykonanym prawdopodobnie jesienią 1939 roku, które znalazłem kiedyś na portalu aukcyjnym Ebay.de:


Po prawej stronie widać tu ruiny Nowej Poczekalni Dworca Wiedeńskiego, którą ostatecznie rozebrano podczas okupacji.

nuro

czwartek, 19 lutego 2015

Goście niemile widziani



Jakiś czas temu otrzymaliśmy od Kolegi 
Macieja Wachowskiego powyższą fotografię z prośbą o identyfikację miejsca jej wykonania. Ponieważ nie udało się ustalić lokalizacji „z marszu”, a nasz zespół zajęły inne zadania identyfikacyjne, fotografia wylądowała w katalogu z obrazkami niezidentyfikowanymi. Pierwszym kierunkiem, jaki zdawała się sugerować fotografia był Mokotów. Typowa elewacja podwórzowa, niemniej typowej, skromnej, modernistycznej kamienicy z lat 30-tych. Takich budynków było właśnie na Mokotowie najwięcej. Było to jednak odczucie zupełnie subiektywne, nie posiadające żadnych faktycznych podstaw. Moje późniejsze, dwukrotne podejścia do tej fotografii, nie były również wystarczająco rzetelne, bo tajemnica miejsca ze zdjęcia pozostawała niewyjaśniona. Obrazek jednak był na tyle ciekawy i charakterystyczny, że nie dawał mi spokoju. Oprócz samej scenki utrwalił mi się w pamięci układ uchwyconych w kadrze budynków. Ponieważ kadr jest dość wąski, pewnych rzeczy mogłem się tyko domyślać... Jak to często bywa w rozwiązaniu zagadki pomogła odrobina przypadku. W październiku miałem coś do załatwienia na Sielcach. Bywam tam rzadko, nie częściej niż raz do roku. Skręcając z ul. Chełmskiej w Czerską, kątem oka zwróciłem uwagę na charakterystyczny układ budynków stojących wzdłuż początkowego odcinka nieparzystej strony ul. Czerskiej. Trzy identyczne przedwojenne bloki stojące w szeregu. To przecież układ z "mojego zdjęcia"! A zatem fotografię wykonano na tyłach kamienicy Chełmska 20 w kierunku wschodnim.


Nie udało mi się wówczas zajrzeć na podwórze, by porównać to, co miałem w pamięci ze stanem faktycznym. Jednak już sprawdzenie na ortofotomapie potwierdzało prawidłowość mojej identyfikacji. W budynkach stojących przy Czerskiej zachowały się nawet trójkątne dachowe lukarny-świetliki. Na warstwie ortofotomapy z roku 2011, dzięki zdjęciu satelitarnemu wykonanemu pod kątem widać dość dobrze potwierdzenie kształtu elewacji podwórzowej kamienic z charakterystyczną niszą mieszczącą pionowe okno wstęgowe klatki schodowej oraz parzystym układem wąskich okien na parterze.


Kilka zdań wcześniej określiłem wygląd budynku na podstawie identyfikowanego zdjęcia jako dość typowy. Stwierdzenie to jednak nie do końca jest właściwe. Kamienicę Chełmska 20, pomimo lokalizacji w pierzei ulicy, zaprojektowano jako budynek wolnostojący. Posiada aż cztery elewacje, z czego na trzech (południowa - przyuliczna, wschodnia i zachodnia) umieszczono wykusze i balkony LINK. Budynek był też w momencie wykonania fotografii jednym z najnowszych na Sielcach: wykończony został na kilka miesięcy przed wojną, już w 1939 roku. Tego typu budownictwo, rozwijające się tam dość intensywnie w drugiej połowie lat 30-tych XX wieku miało zmienić obraz dzielnicy. Jak wiemy jednak, do wybuchu wojny,  rejon ten stanowił nadal mieszaninę takich nowoczesnych domów i lichej podmiejskiej zabudowy, o rodowodzie sięgającym początków stulecia.

Nie wiemy co przywiodło grupę niemieckich żołnierzy na czerniakowskie podwórko. Niewykluczone, że budynek mający właścicieli pochodzenia żydowskiego i posiadający wystarczająco wysoki standard mieszkalny został zaanektowany na niemieckie kwatery. Takie postępowanie okupanta, nie należące do rzadkości, jest tym bardziej prawdopodobne, jeśli dodamy do tego stosunkowo bliskie sąsiedztwo terenów wojskowych, rozciągających się na obszarze pomiędzy ul. Czerniakowską i Łazienkami. Na twarzach mieszkańców, utrwalonych na fotografii, mimo, że niezbyt wyraźnych, zdaje się rysować niepewność i strach. Być może to ich pierwszy tak bliski kontakt z najeźdźcami. I być może ostatni tak spokojny…

(F)

wtorek, 17 lutego 2015

Towary winno-kolonialne pani Kwiatkowskiej


Powyższe zdjęcie z Polskiej Agencji Prasowej o sygnaturze pap_19460101_1M3, otrzymaliśmy z prośbą o pomoc w ustaleniu miejsca z Domu Spotkań z Historią, który przygotował kolejną publikację na temat powojennych losów mieszkańców Warszawy. Nosi ona tytuł: Powroty. Warszawa 1945-46: LINK. Choć instynktownie, widok taki pasował zasadniczo tylko do ulicy Marszałkowskiej, to już próby przypasowania zabudowy do konkretnego miejsca nie przynosiły początkowo żadnego rezultatu. Gdzieś tu musiał tkwić jakiś "kruczek", który sprawiał, że zagadka stawiała niespodziewany opór. Ze trzy razy sprawdzałem wszystkie narożne budynki przy ulicy Marszałkowskiej i nadal nic.

Dla świętego spokoju przejrzałem wyrywkowo kilka innych adresów w mieście i wróciłem do Marszałkowskiej, ale tym razem postanowiłem zabrać się do rzeczy inaczej. Przyjąłem a priori fakt, że na zdjęciu jest ulica Marszałkowska i żadna inna, a po drugie, że fotografia pokazuje rzeczywistość inaczej, niż wszystkie inne znane mi jej obrazy.

Tak nastawiony ruszyłem do boju, ale nadal nie przynosiło to rezultatów. Policzyłem dokładnie ilość pięter zrujnowanej kamienicy i wyszło mi, że co najmniej 5. Ale gdzież u licha stał taki wysoki narożny budynek? W przypływie coraz większej bezsilności, wobec czegoś, co wydawać by się mogło oczywiste, wymyśliłem, że na zdjęciu widać de facto dwa budynki. Z początku ta myśl wydawała mi się rozpaczliwym aktem poszukiwania "istoty rzeczy", ale po chwili, okazało się, że to ma więcej sensu, niż mógłbym przypuszczać. I już od razu wiedziałem, gdzie zostało wykonane to zdjęcie. To narożnik Hoża 31 / Marszałkowska 74. Stała tu kamienica "Pod Husarzem": LINK. Od strony ulicy Hożej, ta czteropiętrowa kamienica liczyła zaledwie 3 osie, dalszą część posesji zajmował natomiast pięciopiętrowy budynek, utrzymany w zupełnie innej stylistyce. Jego fragment widzimy na zdjęciu z albumu Budujemy nowy dom, DSH 2012, strona 110: LINK.

Na zdjęciu z PAP, wykonanym w 1946 roku, budynek od strony Marszałkowskiej został już całkowicie rozebrany i w jego miejscu pojawił się parterowy pawilon ze sklepem kolonialnym. Co więcej, sklep ten był bohaterem jednej z powojennych kronik filmowych: LINK, co udało się odszukać już po rozwiązaniu zagadki.

(P)


PS. O samej kamienicy pisaliśmy też przy okazji innego zdjęcia: TUTAJ.

czwartek, 12 lutego 2015

Tajemnicze podwórko

Fot. 1

Fot. 2

Prezentowane powyżej fotografie pojawiły się na portalu aukcyjnym  Ebay.de jesienią zeszłego (2014) roku. Zdjęcia tego typu są obiektywnie rzecz biorąc nieco trudne do identyfikacji, gdyż podwórka były rzadko fotografowane i bardzo trudno o materiał porównawczy.

Sprawa mogłaby się wydawać beznadziejna, jednak tu widzimy bardzo charakterystyczny szczegół, a mianowicie latarenkę gazową - stosunkowo rzadki widok w takim miejscu. Ten detal nie dawał mi spokoju. Byłem pewien, że gdzieś już tak usytuowaną latarenkę widziałem. W ramach noworocznych porządków ponownie pochyliłem się nad tym zdjęciem i tym razem rozwiązanie przyszło niemal natychmiast - to może być tylko Bracka 18!

Kamienica stoi w niezmienionym stanie do dziś, niezwłocznie wybrałem się więc na wizję lokalną. Wchodząc na podwórko poczułem, jakbym cofnął się w czasie. Zniknęło wprawdzie boniowanie ścian kamienicy i latarenki gazowe, ale cała reszta pozostała niemal identyczna. To w sumie dość rzadki przypadek, by zdjęcia sprzed powstania warszawskiego, dało się identyfikować tak precyzyjnie na podstawie współczesnego stanu:

Fot. 3

Fot. 4

Warto zwrócić uwagę na widoczny na zdjęciu nr 2 fragment napisu "...DOWSKI", częściowo zasłonięty przez jedną z ciężarówek. To szyld zakładu krawieckiego Stanisława Gudowskiego, którego adres możemy znaleźć m.in.. w książce telefonicznej z roku 1939:


W tylnej oficynie budynku mieściło się od roku 1918 Gimnazjum Męskie i Szkoła Podstawowa L. Lorentza, stąd obecność niemieckich żołnierzy. Podczas okupacji zamknięte budynki szkolne wykorzystywane były na kwatery.

nuro

PS. Dziewiętnastowieczne zdjęcia tego samego podwórka zostało zidentyfikowane przez Piotra jakiś czas temu: TUTAJ.