wtorek, 21 kwietnia 2015

Kolejka na Starym Mieście


Powyższe zdjęcie, pochodzące z zasobów Polskiej Agencji Prasowej, opublikowano w mini-albumie Dekady. 1945-1954, GW / Oficyna Imbir, 2006 na stronie 57. Zdjęcie jest znane także z innych publikacji. Ilekroć na nie trafiałem zastanawiało mnie, co to część warszawskiej Starówki, została na nim uchwycona. O tym, że kolejki do wywożenia gruzu jeździły po tym terenie, wiemy z co najmniej kilkudziesięciu innych zdjęć. Przeanalizowałem na szybko miejsca strategiczne – plac Zamkowy: LINK, Mariensztat: LINK (na marginesie, zdjęcie to wykonano na ulicy Sowiej: LINK, a nie jak głosi podpis na skrzyżowaniu ulicy Mariensztat i Dobrej), Rynek Starego Miasta: LINK, a nawet ulicę Freta: LINK. Ale żadne z tych miejsc nie pasowało do tego z zagadkowego zdjęcia. 

Postanowiłem jednak podejść do sprawy metodycznie. Kolejka musiał tworzyć jakąś w miarę spójną sieć i przebiegać z miejsca pozyskiwania gruzu w rejon jego przeładunku na samochody. Idealnym punktem wydawał się być plac Zamkowy, który w latach 1947-1949 był jednym wielkim placem budowy, w związku z przebijaniem Trasy W-Z. Taką bazę wraz z torami widzimy doskonale na zdjęciu Zdzisława Wdowińskiego: LINK. Teraz należało stworzyć jakiś orientacyjny, domyślny schemat połączeń torów. Z oczywistych względów na pierwszy ogień poszedł Rynek Starego Miasta. Na jednym z archiwalnych zdjęć widzimy rozjazd w rejonie Zapiecka i Świętojańskiej: LINK.

Jak dalej mogła przebiegać trasa kolejki do wywożenia gruzu? Być może tak:



Nie wiadomo jak głęboko sięgała odnoga torów w ulicy Świętojańskiej, zapewne aż do ruin katedry, a być może także na sam plac Zamkowy. Druga odnoga przebiegała zapewne ulicą Piekarską a następnie znacznie szerszą i wygodniejszą do komunikacji ulicą Podwale. Z tej trasy, jedynym miejscem pasującym do naszego zdjęcia był rejon tzw. "Piekiełka". Widoczny na zagadkowym zdjęciu budynek z dachem w tle za jadącą kolejką to kamienica przy ul. Piekarskiej 20, jeszcze bez ozdobnego zegara na elewacji od strony odsłoniętych murów miejskich: LINK. W centrum kadru nad wagonetką widzimy zamurowane, ozdobne okno, którego nie odtworzono podczas odbudowy kamienicy przy wylocie wąziutkiej ulicy Rycerskiej (obecnie numer 6, kiedyś 16). Widać je jednak wyraźnie na innym powojennym zdjęciu z zasobów Muzeum Powstania Warszawskiego (nieco zasłonięte przez logo): LINK.

Składanie w całość tego typu historii, to bodaj najprzyjemniejsza część obcowania z archiwalnymi zdjęciami. Przynosząca tyle satysfakcji, co układanie puzzli a jednocześnie, w jakimś sensie poznawczo bardzo pożyteczna.

(P)


czwartek, 16 kwietnia 2015

Cafe "Ar" zaprasza


Powyższa fotografia, dość często publikowana w różnych powojennych albumach, zastanawiała mnie od dłuższego czasu, ale zawsze jakoś zabierałem się do niej jak pies do jeża. Aż w końcu, powiedziałem sobie - zrób to i będziesz miał z głowy. Słowo się rzekło, zabrałem się do roboty. Skan pochodzi z mini-albumu Dekady 1945-1954, GW/Oficyna Imbir, 2006, ze strony 53. W publikacji tej, zdjęcie opatrzono notką o tym, że po wyzwoleniu stolicy, niemal natychmiast zaczęły powstawać pierwsze restauracje i kawiarnie. Informacja, że fotografia pochodzi z Polskiej Agencji Prasowej też niewiele wniosła, bo w archiwum PAP opis był także bardzo lakoniczny: "Jedna z pierwszych reklam w zburzonej stolicy. Swoje usługi polecała Cafe Ar przy ul. Złotej 6": LINK.

O tym, że zdjęcia nie wykonano na ulicy Złotej, wiadomo było od samego początku. I nie chodziło tu o zniszczenia zabudowy w tle, ale logikę fotograficznego kontekstu. I drzewo. Bo na ulicy Złotej nie było drzew. Trzeba było zatem poszukać odpowiedniego miejsca, gdzieś w okolicy. Na pierwszy ogień poszła Marszałkowska. Mimo zniszczeń wojennych, nadal główna arteria miasta. Doskonałe miejsce na powieszenie reklamy lokalu znajdującego się dosłownie kilka kroków w bok. Ale penetracja szeroko rozumianych okolic dawnego Dworca Wiedeńskiego, aż po samą niemal ulicę Królewską, nie przyniosły żadnego rezultatu.

Swój wzrok skierowałem zatem na Aleje Jerozolimskie i niemal od razu znalazłem rozwiązanie zagadki. To przecież rejon skrzyżowania z ulicą Bracką! Strategiczne miejsce o dużym natężeniu ruchu! Na ortofotomapie wyglądało to następująco:


Drzewo stało na wysokości posesji nr 12, natomiast w tle widać ruiny klatki schodowej kamienicy numer 16 oraz jej boczną i tylną oficynę w podwórzu. Pozostało jedynie poszukanie innego zdjęcia, które by ostatecznie przypieczętowało, moje wysiłki identyfikacyjne. Wbrew oczekiwaniom, pierwsze rezultaty nie wyglądały zachęcająco, ale wynikało to zapewne z niedoskonałości materiału porównawczego. W końcu jednak natrafiłem na zdjęcie autorstwa Zofii Chomętowskiej z roku 1946, które ostatecznie potwierdziło moją hipotezę. Opublikowano je w albumie Anny Kotańskiej i Anny Topolskiej, Warszawa wczoraj i dziś, MHW, Parma Press, 2004 na stronie 187: LINK.

(P)

czwartek, 9 kwietnia 2015

Marlenka


Dość znane, powojenne zdjęcie, ukazujące mężczyznę wchodzącego do kawiarni Marlenka, opublikowane zostało m.in. w albumiku Dekady. 1945-1954, GW / Oficyna Imbir, 2006, na stronie 54. Już je gdzieś wcześniej widziałem i nawet zastanawiałem się, co to za budynek. Detal zdobiący wejście obok bramy wjazdowej, w postaci okrągłej niszy z popiersiem był tak charakterystyczny, że trochę zdziwił mnie anonimowy opis zdjęcia w albumie. Idąc tropem źródła, to samo zdjęcie odnalazłem w archiwum PAP: LINK. ale tu również opis był bardzo lakoniczny: "Kawiarnia Marlenka w ruinach". Postanowiłem zatem wyjaśnić kwestię lokalizacji tego przybytku.

Cień rzucany przez mężczyznę wskazywał na układ ulicy na linii wschód-zachód. Z tabliczki obok szyldu udało mi się odczytać dane adresowe "Komisariat X" i coś jakby nr policyjny 16 albo 6. Dokładnie nie widać, bo tabliczka została przestrzelona kulą lub uszkodzona odłamkiem zapewne podczas powstańczych walk.

Pierwszy trop jaki mi przyszedł do głowy - sprawdzić Aleje Jerozolimskie nr 6 - okazał się strzałem w dziesiątkę. Aleje przyszły mi do głowy od razu z uwagi na popiersia Puszkina i Mickiewicza. Na portalu Fundacji warszawa1939.pl widać wyraźnie charakterystyczny wystrój elewacji kamienicy Istomina: LINK. Bramę z niszami widać także na pocztówce z lat 30-tych XX wieku: LINK. Ostateczne potwierdzenie przyniosło kolorowe zdjęcie Henry'ego N. Cobba z albumu 1947. Barwy ruin, DSH, 2012, s.44, na którym widać stan powojenny budynku i charakterystyczne zdobienie elewacji przy bramie:


Cała praca z identyfikowaniem "nierozpoznanych" zdjęć sprowadza się najczęściej do zestawiania kilku fotografii, porównywania ich i wyciągania wniosków. Żadne czary-mary, żadne hokus-pokus. Wystarczy odrobina chęci i spostrzegawczości.

Ale to oczywiście nie koniec całej historii. Ciekawostką jest to, że rzeźby Puszkina i Mickiewicza, autorstwa Andrzeja Pruszyńskiego po wojnie trafiły na elewację sąsiedniego budynku nr 32 (przed wojną 8). Jak głosi wisząca na pierwszym piętrze inskrypcja, zostały "zniszczone przez najeźdźców hitlerowskich w roku 1944": LINK. Na podstawie zdjęcia z Marlenką, możemy przekonać się naocznie, że powojenny stan popiersia Puszkina wydaje się być całkiem dobry.

(P, K)

wtorek, 31 marca 2015

Kobieta przy drewnianej komodzie

Fot. 1

Powyższe zdjęcie, zaczerpnięte z portalu Fotopolska.eu: LINK, już od pewnego czasu było obiektem mojego zainteresowania, ale jak to bywa, nigdy nie starczało dość czasu, by się zająć akurat nim. W końcu jednak ta chwila nadeszła. Już pierwsze oględziny tej fotografii odsyłały do zbioru zdjęć wykonanych na ulicy Radzymińskiej przez Juliena Bryana we wrześniu 1939. Jakoś kołatało mi się w pamięci, że podobne zdjęcie albo scenę, gdzieś już widziałem. Pamięć fotograficzna to bardzo cenna umiejętność przy identyfikowaniu zdjęć, ale nie chcę przez to powiedzieć, że pamiętam wszystkie zdjęcia, które choćby tylko raz zobaczyłem. Z pewnością jednak udaje mi się zapamiętać te obrazy, które w jakiś szczególny sposób mnie poruszyły, zaciekawiły, dotknęły. Tak było i z tą fotografią.

Wyciągnąłem z półki opasły album Oblężenie Warszawy w fotografii Juliena Bryana, IPN, 2010 i na stronie  179 odnalazłem drugie "zdjęcie z serii":

Fot. 2

Wykonano je pod nieco innym kątem i z niższej perspektywy, ale nie ma wątpliwości, że w tym samym miejscu i o tej samej porze. Grupa ludzi, wraz z dobytkiem czeka pod barykadą z płyt chodnikowych na transport (furmankę), która pozwoli im na ewakuację z zagrożonej nalotami bombowymi dzielnicy.

Fakt, że scenę uwieczniono na ulicy Radzymińskiej, raczej nie budził wątpliwości. Z tego miejsca pochodzi kilkadziesiąt innych zdjęć amerykańskiego fotoreportera. Pasowało torowisko tramwajowe, na środku którego usadowiła się pani z komodą, pasowały cienie rzucane przez słońce i ogólna zabudowa w tle. Pozostało jedynie ustalić precyzyjnie miejsce, w którym zdjęcia te wykonano. Uruchomiłem więc orotofotomapę: LINK i zabrałem się do sprawdzania, centymetr po centymetrze, całej ulicy. Problem w tym, że do naszej dyspozycji pozostawały warstwy z roku 1935 i 1945, które w odniesieniu do wydarzeń wrześniowych z roku 1939, miały się nijak. Jakoś tak w powszechnej świadomości, zniszczenia warszawskiej Pragi umykają większej uwadze i chyba warto od czasu do czasu o nich także przypominać. Posiłkując się zatem dwoma najbliższymi czasowo warstwami mapy wykonanej ze zdjęć lotniczych, wyobraźnią przestrzenną i geometrią, odnalazłem szybko miejsce, w którym Bryan wykonał oba zdjęcia. Barykadę ustawiono mniej więcej na wysokości posesji Radzymińska 19:



Kilka słów objaśnienia do powyższego schematu. Linia zielona to oś zdjęcia nr 1 poprowadzona od narożnika kamienicy przy ul. Wiosennej 11 (prawdopodobny adres budynku wybudowanego po roku 1935, który przetrwał wojnę, ale obecnie już nie istnieje) przez komin i brzeg kamienicy przy ulicy Folwarcznej do miejsca, w którym siedzi kobieta. Linia żółta to oś zdjęcia nr 2 poprowadzona od narożnika kamienicy przy ul. Białostockiej 33 do tego samego miejsca. W prawym górnym rogu drugiej fotografi, obok głowy idącego mężczyzny widzimy ukośny, wysoki szczyt bocznej oficyny. To fragment kamienicy na posesji Białostocka 37.

O tym, jak obecnie wygląda ten rejon Warszawy pisać obszernie nie trzeba. Wystarczy rzut oka na "Street view" z tego samego miejsca: LINK. Tu już niemal nic nie pozostało z ducha dawnej Pragi, zapisanego na gorąco także w dramatycznych kadrach Juliena Bryana.

(P)


piątek, 27 marca 2015

Porządek musi być


Prezentowane powyżej zdjęcie pojawiło się kilka lat temu na portalu aukcyjnym Ebay.de z opisem "Warschau". Przedstawia wojskowy samochód  wjeżdżający na strzeżony przez wartownika teren, w tle widać eleganckie kamienice. Mimo, że na zdjęciu uwieczniono wiele detali budynków, kilkakrotne próby zidentyfikowania sfotografowanego miejsca  nie przyniosły rezultatu. Postanowiłem więc podejść do problemu inaczej i skorzystać z dość nietypowej wskazówki, jaką pozostawili lubujący się w porządku niemieccy żołnierze. Otóż nad chłodnicą samochodu widać nieco niewyraźną, prostokątną tablicę z ciemniejszymi plamami. Może to plan rozmieszczenia budynków na terenie koszar lub innego obiektu wojskowego? Tym razem strzał okazał się celny - dość szybko odszukałem identycznie usytuowane budynki na planie Lindleya (celem dopasowania mapkę odwrócono o 180 stopni):


Nie ulegało najmniejszej wątpliwości, że tablica przedstawiała rozmieszczenie budynków w północnej części Szpitala Ujazdowskiego. Jedynym miejscem, w którym ówczesny teren szpitala stykał się z miejską zabudową był ciąg ulic Piękna - Górnośląska. Główna brama szpitala znajdowała się na wprost ulicy Wiejskiej, w związku z tym teraz już szybko i łatwo można było określić miejsce wykonania zdjęcia:


Z planu wynikało, że widoczne w tle kamienice stały przy ul Górnośląskiej  28 i 26 (wówczas ul. Górnej), nieopodal wylotu ul. Wiejskiej. Niestety nigdzie nie udało mi się znaleźć dobrego zdjęcia żadnego z tych budynków, które umożliwiłoby porównanie widocznych detali. Parterowy budynek na terenie szpitala pełnił rolę izby przyjęć. Odszukałem jego zdjęcie na wystawie fotografii Szpitala Ujazdowskiego, która jesienią 2014 roku zawisła na ogrodzeniu jednego z ocalałych pawilonów  przy ul. Jazdów 5: LINK.



Widok z ulicy na bramę szpitala obejrzeć można także w archiwum NAC: LINK. Wszystkie budynki widoczne na identyfikowanym zdjęciu uległy całkowitemu zniszczeniu w czasie II wojny światowej. Istnieje jednak sporo pozostałości po zabudowie Szpitala Ujazdowskiego, którego teren rozciągał się od Pięknej aż do Agrykoli. Warto odwiedzić ten pełen zieleni fragment miasta i przy okazji zapoznać się ze wspomnianą wystawą zdjęć.

nuro

środa, 25 marca 2015

Strzeż się pociągów



Powyższe zdjęcie wyszperałem już dość dawno, bo w 2007 roku na portalu aukcyjnym Ebay.de. Nie pamiętam, czy już wówczas ortofotomapa, będąca nieocenioną pomocą w identyfikacji, była publicznie dostępna w sieci, wiem natomiast, że obrazek wylądował w przepastnym folderze fotografii niezidentyfikowanych. Ówczesny stan wiedzy na temat wyglądu miasta i jego obiektów był nieporównywalnie skromniejszy niż obecnie. Nie mówiąc nawet o braku skutecznych "narzędzi sieciowych" umożliwiających poszukiwania. Wielokrotnie „potykałem się” o powyższe zdjęcie, wyszukując materiałów do innych identyfikacji, jednak nigdy nie pasowało ono jako element do większej układanki. Pociąg w mieście nasuwał skojarzenia z liniami wąskotorowych kolejek dojazdowych. Przebieg ich torów niby był znany, ale na podstawie materiałów porównawczych, dostępnych w owym czasie, niczego nie dało się dopasować, a wąski kadr fotografii nie ułatwiał sprawy. Jakoś nie mogłem też skojarzyć linii kolejowej w poziomie ulicy, poza linią obwodową przecinającą ul. Dworską, ale tamto miejsce po dokładniejszej analizie też nie pasowało. W pewnym momencie zacząłem dopuszczać nawet ewentualność, że fotografię wykonano jednak gdzieś w szerokich okolicach Warszawy. Przeglądałem zatem dodatkowe możliwe lokalizacje, choć i ten trop nie do końca się sprawdzał. Nie mogłem wykluczyć w 100 procentach takiej ewentualności, jednak uchwycony w kadrze budynek, mimo, że wypalony, sprawiał zbyt wielkomiejskie wrażenie, jak na miejscowość podwarszawską.

W działalności identyfikacyjnej pamięć fotograficzna nie jest warunkiem koniecznym, by skutecznie ją uprawiać. Jednak, jak staramy się to wielokrotnie podkreślać, bardzo się przydaje i znacząco ułatwia pracę z fotografiami. Jak to niejednokrotnie bywa, także w identyfikacji omawianej fotografii pomógł przypadek. Jakoś jesienią zeszłego roku szukałem informacji na temat miejsc złożenia broni po kapitulacji Warszawy we wrześniu 1939 roku. Wiedziałem, że jednym z takich miejsc był Port Praski. To przypomniało mi o fotografii, którą znam już od dłuższego czasu. Odszukałem ją w swoich zasobach i nastąpiło olśnienie.


Co ciekawe, skojarzył mi się nie tyle sam budynek widoczny w kadrze, co charakterystyczne okopcenie prawej strony elewacji. To była ta sama kamienica, której fotografia od tylu lat nie chciała ujawnić swojej tajemnicy - narożny budynek o adresie Jagiellońska 2 / Marcinkowskiego 1! Miejsce wykonania fotografii dobrze tłumaczyło widoczną tablicę ostrzegawczą i krzyż św. Andrzeja. Dziś trochę trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie ówczesnego układu komunikacyjnego w okolicy, a był to prawdziwy „węzeł gordyjski”. Widoczny na naszej fotografii zbieg ulic: Jagiellońskiej, Marcinkowskiego i Zamoyskiego przecinała linia wąskotorowej kolejki jabłonowskiej. Obok biegła szerokotorowa bocznica kolejowa, prowadząca na teren rzeźni miejskiej przy ul. Wrzesińskiej. Odchodziła ona od Dworca Wschodniego, idąc równolegle do nasypu i wiaduktu linii średnicowej, następnie skręcając łukiem w ul. Zamoyskiego. Przecinała tym samym ul. Targową na poziomie jezdni, w tym podwójne torowisko tramwajowe! Kolejnym był tor bocznicy do Portu Praskiego, przecinający również ul. Zamoyskiego na wysokości wiaduktu kolejowego. I w końcu, kilkaset metrów dalej, linia wąskotorówki, przecinająca się tym razem z linią tramwajową skręcającą w al. Zieleniecką. Dla lepszego zobrazowania tej skomplikowanej sytuacji zaznaczyłem ją na fotoplanie:


Wróćmy jeszcze do kamienicy z identyfikowanej fotografii. Sądząc po detalach, oszczędnego ale wyraźnie secesyjnego wystroju fasady, powstała w pierwszej dekadzie XX stulecia. Jak można przypuszczać, budynek padł ofiarą pożaru na skutek bombardowań w trakcie oblężenia Warszawy we wrześniu 1939 roku. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że na sąsiedniej posesji, w zabudowaniach fabryki „Motolot” pod adresem Jagiellońska 4 mieściło się w tym okresie dowództwo obrony Pragi. Mury wypalonej kamienicy rozebrano jeszcze w okresie okupacji. Obecnie w tym miejscu możemy podziwiać taki gustowny skwerek: LINK

(F)

poniedziałek, 23 marca 2015

Na kamieniu kamień...


Zdjęcie znalezione na portalu aukcyjnym Ebay.de. Przez jakiś czas spoczywało "zagubione" w jednym z moich identyfikacyjnych folderów w "Moich dokumentach", aż wreszcie przyszła pora na wiosenne porządki i przypadkowo się na nie natknąłem. Ruiny kamienicy coś mi przypominały, ale dokładnie nie pamiętałem, o który budynek chodzi. Wiedziałem jednak, że gdzieś już podobny kształt zniszczonej kamienicy widziałem. To nieprawda, że zniszczone domy tracą swoją tożsamość i zamieniają się w kupkę gruzu. Nawet jeśli nie zostanie kamień na kamieniu, taki budynek wciąż trwa we wspomnieniach, w relacjach, w starych fotografiach. Istnieje także w naszej, współczesnej pamięci społecznej, o którą wszyscy powinniśmy się troszczyć i starannie ją pielęgnować. Nie tylko dlatego, że "tak wypada". Świadomość historyczna to po prostu najsolidniejszy fundament naszego "jutra".

Paradoksalnie, zburzone kamienice okupacyjnej Warszawy zostały uwiecznione w dziesiątkach fotografii... swoich oprawców. Dzięki temu możemy dziś, po tylu latach, identyfikować je bardzo precyzyjnie. Choćby tylko na podstawie "pustych, okiennych oczodołów", "strzelistych sterczyn" czy "obłupanych z tynku ścian". Przejrzałem kilkanaście zdjęć wykonanych po wrześniu 1939 i udało się wytypować właściwe miejsce. To resztki narożnej kamienicy o adresie Graniczna 16 róg Plac Żelaznej Bramy 5. Chwila poszukiwania w zasobach sieci i na forum Kolejka Marecka, znalazłem obrazek (szeroki kadr) potwierdzający moje przypuszczenia:



Obecnie w miejscu kamienicy stoi jeden z 19 potężnych bloków Osiedla Za Żelazną Bramą (ten położony najbardziej na wschód) o adresie Marszałkowska 111a. Cała okolica po wojnie została bardzo mocno przeurbanizowana i troska o pamięć tego, co tu istniało kiedyś, wydaje się szczególnie mocno uzasadniona.

(P)

poniedziałek, 9 marca 2015

Pogrzeb Franciszka Łaszcza


Powyższe zdjęcie, należące do Roberta Marcinkowskiego, od roku 2006 wisiało jako nierozpoznane na portalu Fundacji Warszawa1939.pl: LINK. Sam próbowałem się z nim mierzyć wielokrotnie, ale nie przynosiło to żadnych rezultatów. W tym czasie sprawdziłem chyba wszystkie place, skwery, okolice wszystkich kościołów, cmentarzy i ważniejsze arterie komunikacyjne. I nic. Ale mimo wszystko nigdy nie wątpiłem w to, że zagadka ta, kiedyś znajdzie swoje rozwiązanie.

Choć pojawiały się sugestie, że zdjęcie wykonano być może w innym mieście, jakoś podskórnie czułem, że to jednak jest Warszawa, że to coś łatwego, tylko z niewiadomych przyczyn "opornego". Spójrzcie tylko na ten orszak, tak się nie chodzi w konduktach pogrzebowych w Krakowie, czy Poznaniu. Tu wszystko wręcz pachnie Warszawą! Wystrój kamienicy, bruk i szyldy sklepowe przy bramie.

Ta brama, zlokalizowana niesymetrycznie mogła wskazywać na nieregularną, "trójkątną" działkę posesji, ale niewiele to zmieniało. Takich działek było w dawnej Warszawie dziesiątki...

I kiedy wydawało się, że nie ma już żadnej nadziei i tajemnicy zdjęcia nie da się złamać, w marcu 2015 roku pojawił się bardzo istotny trop. Jarosław Loretz odnalazł nekrolog, zamieszczony w "Kurjerze Warszawskim" z dnia 27 kwietnia 1898 roku:


Jak tylko dotarła do mnie treść tego smutnego ogłoszenia, w mojej głowie zaświtało niemal od razu gotowe rozwiązanie zagadki zdjęcia. Wyprowadzenie zwłok miało się odbyć z kościoła św. Aleksandra na cmentarz powązkowski, a zatem należało odtworzyć trasę przemarszu i nieregularną działkę w pobliżu jakiegoś większego placu, skweru czy terenu niezabudowanego. Otworzyłem ortofotomapę, wybrałem warstwę z czasów lindleyowskich (jako najbliższą momentowi powstania fotografii) i swój wzrok skierowałem na ulicę Bracką. To ulica ukośna (nieregularne działki), bez linii tramwajowej, ważna w systemie komunikacyjnym, ale nie na tyle, by nie mógł jej chwilowo zablokować orszak pogrzebowy. Ale z zabudowy ulicy Brackiej nic nie pasowało. Rzuciłem więc okiem na jej przedłużenie, czyli ulicę Zgoda i... , o Mój Boże! Znalazłem! Jest! To kamienica nr 5:


Plan Lindleyów jest o tyle cennym dokumentem, że są na nim zaznaczone nie tylko przejazdy w bramach, ale także ryzality. Dane z planu doskonale odpowiadały kamienicy ze zdjęcia. W tym okresie parzysta pierzeja jeszcze nie była całkiem zabudowana, tworząc w rejonie wylotu ulicy Przeskok niewielki plac. Tereny te zaczęto intensywnie zabudowywać dopiero na początku XX wieku, po przeniesieniu szpitala Dzieciątka Jezus w rejon zachodniego krańca ulicy Nowogrodzkiej. Przestrzeń ta umożliwiła fotografowi na ustawienie aparatu i wykonanie zdjęcia w dość rozległym planie. Pozostało znaleźć jeszcze jakieś zdjęcie, które by to ostatecznie potwierdziło. Z tym był pewien kłopot, bo późniejsza, dość ciasna zabudowa ulicy, sprawiała, że większość zdjęć ukazywała ją w kadrach perspektywicznych, na których architektura na drugim planie zlewała się w szare i niewyraźne tło. Z pomocą przyszła stara pocztówka z epoki, przedstawiająca bardziej znany, sąsiedni budynek Kasy Pożyczkowej Przemysłowców Warszawskich z albumu Roberta Bieleckiego, Było takie miasto, Veda 2008 (s. 80):


W lewym skraju pocztówki widzimy fragment kamienicy Zgoda 5 z charakterystycznym balkonem, bramą i zdobieniami nadokiennymi. W momencie pogrzebu Franciszka Łaszcza, okazały gmach Kasy zapewne jeszcze nie istniał (powstał w latach 1899-1900), stąd prawdopodobnie decyzja fotografa, aby w tym miejscu i w taki sposób skadrować swe reporterskie zdjęcie.

Kamienica Zgoda 5 musiała ucierpieć we wrześniu 1939, ale z jakichś przyczyn nie rozebrano jej. Okupację i powstanie warszawskie przetrwała w stanie zabezpieczonej ruiny, co widzimy na fotografii lotniczej z Ostatniego Spojrzenia: LINK. Po wojnie odbudowano ją w przedwojennym zarysie, wraz z przylegającą oficyną boczną, choć współczesny wystrój elewacji oczyszczono z wszelkich zdobień: LINK. Na zdjęciu Johna Vachona z 1956 widzimy jeszcze resztki owalnych naczółków nad oknami: LINK.

Kim był Franciszek Łaszcz, dlaczego zmarł w tak młodym wieku, dlaczego fotograf zarejestrował kondukt pogrzebowy z jego trumną, niesioną na ramionach żałobników, to kolejna zagadka, która być może kiedyś być może także znajdzie kiedyś swoje rozwiązanie.

(P)


piątek, 6 marca 2015

Spalona powozownia


Prezentowane powyżej zdjęcie pojawiło się kilka miesięcy temu na portalu aukcyjnym Ebay.de. Choć widoczne miejsce jest bardzo charakterystyczne, nie udało się go wówczas zidentyfikować - takie zakamarki, ukryte pomiędzy budynkami były rzadko fotografowane i niewiele jest materiału porównawczego.
Rozwiązanie zagadki pojawiło się zupełnie przypadkowo. Podczas zwiedzania Parku Miniatur Województwa Mazowieckiego: LINK, zauważyłem identyczny portal wciśnięty pomiędzy kamienicę Granzowa: LINK, a budynek Giełdy przy ulicy Królewskiej: LINK


W obszernym artykule poświęconym kamienicy Granzowa: LINK, Jerzy S. Majewski pisze:
"[...] do elewacji wschodniej został dostawiony jednokondygnacyjny aneks mieszczący powozownię. Od strony maleńkiego dziedzińca dzielącego go od Królewskiej otwierała się neoklasycystyczną arkadową fasadą z greckim fryzem metopowo-tryglifowym podobnym do tego, jaki wieńczył sąsiedni gmach giełdy".

Odchylona pod niewielkim kątem ściana z balkonem widoczna w głębi identyfikowanego zdjęcia to tylna oficyna bardzo wydłużonej posesji Graniczna 6. Jej mieszkańcy mogli się cieszyć wspaniałym widokiem Ogrodu Saskiego, którego drzewa widzimy w tle nad budynkami. Cała ta okolica, łącznie z budynkiem Giełdy i sąsiednimi kamienicami spłonęła doszczętnie we wrześniu 1939. Pozostała tylko mocno uszkodzona kamienica Granzowa, która mimo kolejnych zniszczeń podczas powstania warszawskiego dotrwała aż do roku 1963.

Identyfikacja zdjęcia możliwa była dzięki twórcom Parku Miniatur, którzy zadbali o wierne odtworzenie całych budynków, a nie tylko ich fasad. Z przykrością dowiedziałem się więc, że Park musi do końca marca opuścić zajmowane dotychczas pomieszczenia w Domu Braci Jabłkowskich. Ekspozycję można oglądać tylko do 22 marca 2015, a dodatkową atrakcją jest wystawa fascynujących zdjęć lotniczych z września 1939 z kolekcji Roberta Marcinkowskiego. Kto jeszcze nie był, niech się spieszy!

nuro

środa, 4 marca 2015

Seria z karabinem

Kilka dni temu na portalu aukcyjnym Ebay.de pojawiła się seria trzech zdjęć, ukazująca grupę niemieckich żołnierzy podczas ćwiczeń z ciężkim karabinem maszynowym MG 08/15. Wedle sprzedającego, zdjęcia wykonano w Warszawie w roku 1941.

Fot. 1

Fot. 2

Fot. 3

Kilka zdjęć wykonanych w tym samym miejscu zawsze stanowi nieocenioną pomoc przy identyfikacji. Tak było również i w tym przypadku. Wnikliwa analiza wszystkich trzech zdjęć pozwoliła na ustalenie miejsca ich wykonania. Na zdjęciu nr 1 w tle widzimy parę drzew i łąki. Niby wiele informacji to nie wnosi, ale w kontekście dwóch pozostałych fotografii, sprawa ma się nieco inaczej. Na zdjęciu nr 2 i 3 widzimy w tle zabudowania przemysłowe. Budynek widoczny po prawej stronie na fotografii nr 2, swoją architekturą przypominał szkołę, co pasowało idealnie do "klimatu" niemieckich zdjęć koszarowych. Jak wiadomo Niemcy zajęli większość budynków szkolnych w Warszawie na swoje potrzeby. Na zdjęciu nr 3 widać dodatkowo korony drzew w oddali, między skrajem budynku szkoły a żołnierzem Wehrmachtu. To też była cenna informacja - trzeba było szukać szkoły w rejonie o charakterze przemysłowym, z łąkami po stronie południowej i terenem zadrzewionym (parkiem, cmentarzem?) po północnej.

W pierwszej chwili pomyślałem o Woli, ale sprawdzenie kilku szkół nie przyniosło rezultatu. I kiedy tak dumałem nad tą Wolą, przyszło mi do głowy rozwiązanie tyleż oczywiste, co jedynie słuszne. To teren szkoły przy ul. Spokojnej 13: LINK. Niemcy ćwiczyli z tyłu budynku, na trawiastym placu, przylegającym do ulicy Kolskiej. Na ortofotomapie z roku 1945 poszczególne kadry wyglądają mniej więcej tak:


Budynek szkolny przetrwał wojnę w całkiem niezłym stanie, po remoncie w roku 1948 oddano go do użytku i do dziś mieści on Zespól Szkół Fototechnicznych: LINK.

(P)