piątek, 15 stycznia 2016

Lotnisko Warszawa-Wschód

Fot.1

W lutym ubiegłego roku (2015), przeglądając portal aukcyjny Ebay.de w poszukiwaniu warszawskich zdjęć, natrafiłem na powyższą fotografię. Dość szeroki, dobry technicznie kadr wydał mi się tym bardziej interesujący, gdyż według opisu zdjęcie zostało wykonane w 1917 roku. Intrygująca już była sama scena, którą uchwycił fotograf, a podpis, jakim opatrzone było zdjęcie: „Flugplatz Warschau-Ost”, był niemniej zdumiewający. W pierwszym skojarzeniu zdawał się odsyłać nas gdzieś na prawobrzeżną część miasta. Biedne czynszówki przeplatane parterowymi drewniakami wskazywały na podmiejski charakter ulicy. Widok znakomicie pasował do szeroko rozumianej Pragi. To, co widoczne było na zdjęciu, wydawało mi się nieco znajome, jednak miałem nieodparte wrażenie, że jakiegoś elementu w tym widoku brakuje. Dłuższa chwila poszukiwań w pamięci i już wiedziałem w czym rzecz. To tramwaj, a ściślej mówiąc, torowisko i trakcja tramwajowa. Wedle datowania zdjęcie pochodziło z roku 1917. Co prawda rozległe przedmieścia Warszawy zostały przyłączone do miasta dekretem gubernatora - generała von Beselera już rok wcześniej, jednak rozwój sieci tramwajowej na przedmieścia, nastąpił dopiero kilka lat po odzyskaniu niepodległości. Teraz już wiedziałem dokładnie, jakie miejsce utrwalił fotografujący. To ulica Czerniakowska, ujęcie wykonane w rejonie posesji nr 82 (po prawej) w kierunku północnym, ku skrzyżowaniu z Bartycką/Nowosielecką, z widoczną w głębi narożną kamienicą o jasnej elewacji przy ul. Czerniakowskiej 92 LINK.

I tu właściwie mógłbym zakończyć opis identyfikacyjny miejsca, gdyby nie to, że postanowiłem sprawdzić inne zdjęcia wystawione przez tego samego sprzedającego na Ebay’u. Jak się okazało, były tam inne, nie mniej unikatowe i rewelacyjne kadry, ukazujące bezpośrednio czerniakowskie lotnisko. Wtedy przypomniałem sobie, że z pojęciem „Czerniakowska Flugplatz” spotkałem się już kilka lat wcześniej, bodajże w 2013 roku na forum DWS: LINK. Zamieszczone tam wówczas zdjęcia autorstwa niemieckiego oficera Theo Wirtha, nie pozwalały na precyzyjną lokalizację lotniska i pozostawała ona jedynie w sferze hipotez. Nowe zdjęcia rozwiewały wszelkie dotychczasowe wątpliwości. Niemieckie lotnisko zajmowało rozległy teren na południe od ul. Bartyckiej, a od zachodu przylegający do Czerniakowskiej. W tamtym okresie teren ten przed uregulowaniem brzegu wiślanego na wysokości Siekierek (także samej łąki pełniącej rolę lotniska) były de facto terenem zalewowym. Serię zdjęć wykonano najprawdopodobniej na początku roku 1916, dokumentując niejako przy okazji podtopienia lotniska i okolic, będące konsekwencją wiosennych roztopów. Należy wspomnieć, że Siekierki i Czerniaków były do lat 20-tych XX wieku regularnie nawiedzane przez powodzie, a ostatnie tego typu wydarzenie, gdy woda dotarła aż do ul. Czerniakowskiej, zalewając znaczny jej odcinek, miało miejsce w 1924 roku.

Dwa dość szerokie kadry wykonano z pewnej wysokości. Pierwsze ujęcie wykonano z dachu oficyny Czerniakowska 131, opisywanej już przez kolegę Nuro, we wcześniejszym wpisie: TUTAJ
W widoku na wschód fotograf oprócz zatopionego pola wzlotów (i niestety również upadków, jak pokazują inne zdjęcia), uchwycił widoczne z prawej strony kadru budynki Fabryki Ceraty i Sztucznej Skóry Bracia Ruziewicz i M. Krywicki (Czerniakowska 84): LINK, funkcjonującej aż do Powstania Warszawskiego i dającej zatrudnienie licznej grupie mieszkańców Czerniakowa i Siekierek.


Fot. 2

Drugie natomiast w kierunku północnym, niewykluczone, że to wykonano z budynku fabryki – z lewej strony widnieje ostatni budynek stojący w „pierzei” po północnej stronie ul. Bartyckiej.

Fot. 3

Na ortofotomapie zaznaczyłem żółtym kolorem kadr zdjęcia nr 1 i pomarańczowym nr 2:


Jak udało mi się dowiedzieć, czerniakowskie lotnisko w okresie swego funkcjonowania w latach 1916-1918 należało do Kampfeinsitzerschule-Warschau i służyło szkoleniu pilotów maszyn jednomiejscowych (głównie Fokkerów i Albatrosów). Być może niektórych mniej zorientowanych Czytelników taki wybór miejsca na lotnisko może dziwić. Decydującą kwestią było jak sądzę sąsiedztwo z rozległymi terenami koszarowymi po zachodniej stronie ul. Czerniakowskiej. Należy też pamiętać, że w okresie I Wojny Światowej oferowało ono jak najbardziej standardowe warunki do startów i lądowań (poza okresami wiosennych podtopień), praktycznie nie różniące się od tych spotykanych na lotniskach polowych. Rozległe, płaskie łąki nadawały się do tego celu doskonale, a trawiaste pasy startowe były nie mniej powszechne wykorzystywane jako lotniska jeszcze przez kilka dekad później. Współcześnie opisywana okolica wygląda tak: LINK, i zmieniła się do tego stopnia, że obecnie próżno szukać jakichkolwiek obiektów, uchwyconych w kadrach z 1916 roku. Ostatni świadek istnienia czerniakowskiego lotniska, czyli oficyna pod adresem Czerniakowska 131 została wyburzona w pierwszych latach XXI wieku.


PS. Kilka dni temu na portalu Fotopolska pojawiło się kolejne znakomite zdjęcie, ukazujące lotnisko przy Czerniakowskiej, tym razem w widoku od strony Siekierek: LINK. Kolejne zdjęcia lotniska podesłał Robert Marcinkowski, zaprzyjaźniony z nami varsavianista-kolekcjoner, któremu udało się nabyć serię zdjęć z ebay'a: LINK1, LINK2.

(F)

czwartek, 14 stycznia 2016

Podróż za 80 groszy



Przedstawiona powyżej fotografia pojawiła się niedawno na portalu Ebay.de. Fotografujący skupił się głównie na prowadzącym rikszę i jego pasażerce, a niewyraźne tło nie ułatwiało identyfikacji miejsca. Wprawne oko wychwyci jednak na tym zdjęciu wiele użytecznych informacji. Przede wszystkim, sądząc po licznych przechodniach, zdjęcie wykonano w ruchliwej części Śródmieścia. Wyraźnie widoczne, krótkie cienie pozwalają przypuszczać, że riksza jedzie w kierunku południowym. Jezdnia ulicy jest stosunkowo wąska i nie ma na niej torów tramwajowych, a widoczny po drugiej stronie ulicy budynek najwyraźniej mocno ucierpiał w 1939 roku.

Kilka miejsc wytypowanych dzięki tej charakterystyce pozwoliło bez większych problemów ustalić miejsce wykonania tej fotografii - to narożnik placu Napoleona i ul. Świętokrzyskiej. Bardzo podobne okupacyjne zdjęcie tego miejsca znalazłem w Referacie Gabarytów: LINK.
Na obu zdjęciach widać niewielką budkę ze znaczkami pocztowymi, przyklejoną do ściany wypalonego Domu Mintera: LINK. Za głową rikszarza zobaczyć można bramę i markizę nad jednym ze sklepów kamienicy Świętokrzyska 20 (na poniższym zdjęciu widoczną od strony wschodniej): LINK. Dziś riksze są już tylko atrakcją turystyczną, a obecny wygląd tego miejsca uległ zupełnej zmianie: LINK.

nuro



piątek, 18 grudnia 2015

Zabawy z bronią


Prezentowane powyżej zdjęcie pojawiło się w zeszłym roku na niemieckim portalu aukcyjnym Ebay.de, z dość lakonicznym podpisem: "T.I.E.BTL 1 Warschau". Bez większego problemu udało się ustalić, że chodzi o SS Totenkopf Infanterie Ersatz Bataillon 1, czyli 1 Zapasowy Batalion Piechoty SS Totenkopf, który stacjonował w Warszawie w latach 1942-1944: LINK.

Batalion stacjonował w koszarach przy ul. Rakowieckiej oraz na Pradze przy ul. 11 Listopada i tam należało rozpocząć poszukiwania. Wojenne zniszczenia w tych okolicach były stosunkowo niewielkie, miałem więc nadzieję, że widoczne z prawej strony zdjęcia budynki przetrwały wojnę. Pierwsze próby nie przyniosły jednak rezultatu. Uznałem więc, że co najmniej jeden z budynków został zniszczony lub przebudowany. Dzięki tej korekcie założeń, bez problemu udało się ustalić zagadkowe miejsce. Zdjęcie wykonano na placu przylegającym od wschodu do budynku Sztabu Generalnego przy ul. Rakowieckiej 4a. Widoczne na drugim planie krzewy rosną na terenie Państwowego Instytutu Geologicznego, a kamienice w tle, to (patrząc od lewej) Rakowiecka 31 i 33. Ta druga wygląda dziś dokładnie tak samo jak w czasie okupacji, w niektórych oknach zachowała się nawet oryginalna stolarka: LINK.


Budynek przy Rakowieckiej 31, mimo "przedwojennego" wyglądu nie ma nic wspólnego z kamienicą, która stała w tym miejscu w czasie okupacji. Cień frontowej ściany widoczny na ortofotomapie z 1945 roku świadczy o tym, że kamienica była wówczas całkowicie wypalona. Widać też, że była minimalnie wyższa od sąsiadki i miała dziewięcio- lub dziesięcioosiową fasadę, co pasuje do identyfikowanego zdjęcia. Zniszczenie budynku nastąpiło prawdopodobnie po upadku Powstania Warszawskiego.

Głównym zadaniem 1 Batalionu Zapasowego było szkolenie rekrutów. Należy przypuszczać, że przedstawieni na zdjęciu żołnierze uczą się obchodzić z bronią, natomiast strzelanie ostrą amunicją ćwiczono na strzelnicy, która znajdowało się jakieś 200 m na północ od tego miejsca, w pobliżu obecnej ulicy Batorego. Strzelnicę bardzo dobrze widać na zdjęciu z "Ostatniego spojrzenia" (niestety zdjęcie reprodukowane jest w odbiciu lustrzanym): LINK. Wysoki wał, będący pozostałością kulochwytu można do dziś zobaczyć na terenie przedszkola przy ul. Batorego 35.

nuro

piątek, 11 grudnia 2015

Akcja z węglem


Lubię takie chwile, kiedy cały nasz Zespół intensywnie próbuje rozwikłać jakąś zagadkę i wszyscy mailujemy do siebie, aż się klawiatury grzeją. Podczas tego rodzaju burzy mózgów dzielimy się wątpliwościami, tropami, poszlakami i zazwyczaj, udaje nam się na koniec znaleźć właściwe rozwiązanie.

Tak było i w tym przypadku. Fryderyk podesłał nam zdjęcie znalezione na portalu Fotopolska.eu: LINK z następującym komentarzem:

"Widać kawałek jakiegoś stylizowanego napisu/neonu. Myślałem że to fragment nazwy "Bar Ambasador", który mieścił się przy Grochowskiej 302, ale po pierwsze kamienica nie
pasuje, a po drugie budynek reprezentuje chyba zbyt wyskoki poziom jak na okolicę (okładzina
elewacji wygląda na kamień). Wagony wyglądają na normalnotorowe."

Rzeczywiście kamienica wyglądała "warszawsko", cywile także, słowem pozostawało tylko odszukać właściwe miejsce. Tor kolejowy pod budynkiem mieszkalnym, w dodatku w dość bliskiej odległości i od frontu, bo przecież ozdobne szyldy wieszano raczej od ulicy, wywołały u mnie przeczucie, że jest to miejsce w pewnym sensie wyjątkowe i niepowtarzalne. Nie jestem wielkim specjalistą od warszawskiej kolei, ale niemal od razu przyszła mi do głowy linia łomiankowska EKD: LINK. Na odcinku ulicy Marymonckiej, pojedynczy tor biegł po zachodniej stronie jezdni. Niestety jakichkolwiek zdjęć tego rejonu zachowało się niezwykle mało. Przedwojenne plany miasta i zdjęcia lotnicze nie wystarczały, by udowodnić moje przypuszczenia. Tym bardziej, że wizja lokalna zabudowy ulicy Marymonckiej (stosunkowo niezniszczonej w trakcie działań wojennych) na odcinku między ulicą Podczaszyńskiego a aleją Zjednoczenia, też nie bardzo je potwierdzała. Zachowane do dziś kamienice, np 41-59 stylistycznie różniły się dość wyraźnie, od tej widocznej na zdjęciu.

I kiedy wydawało się, że moje śledztwo utknęło w martwym punkcie, Michał napisał w mailu, że nazwa na szyldzie kończy się na "apada". Przyjrzałem się uważnie i ruszyłem głową. Jeśli to restauracja, a zastosowane liternictwo sugeruje ten trop, to jak mogła się nazywać. Po chwili do głowy przyszło mi w zasadzie tylko jedno, możliwe słowo: "eskapada". Wrzucam je w przeszukiwarkę adresową Genealogy Indexer: LINK i po chwili zadowolony uśmiecham się sam do siebie. Kawiarnia "Eskapada" mieściła się pod adresem Marymoncka 91!!! To musiał być ostatni, narożny budynek przy alei Zjednoczenia, który jako jedyny ucierpiał w czasie wojny. Obecnie w jego miejscu stoi powojenna kamienica o adresie Marymoncka 83-87, stylowo zupełnie inna: LINK.

Lokalizacja zgadzała się na 99%, potwierdzał ją również fakt istnienia bocznicy kolejowej, wiodącej na teren Centralnego Instytutu Wychowania Fizycznego, gdzie w czasie okupacji stacjonowali Niemcy. Trudno do końca jednoznacznie ocenić, czy na zagadkowym zdjęciu cywile spontanicznie proszą o trochę węgla, czy jest to jakaś zaplanowana akcja pomocy marznącym mieszkańcom. W każdym razie żołnierze z wagonów przerzucają węgiel na przyczepy.

Podzieliłem się z Zespołem swoim odkryciem, z prośbą o ewentualną korektę czy uzupełnienie. Jak zawsze można było liczyć na pomoc. Darek podesłał powojenne zdjęcie tego samego budynku, wygrzebane gdzieś z czeluści twardego dysku (jeśli ktoś zna źródło tego zdjęcia, to prosimy o informację), które ostatecznie potwierdziło lokalizację:


Bielany to dzielnica, która na przełomie lat trzydziestych i czterdziestych dopiero zaczynała nabierać kształtu. Stąd być może, w sumie dosyć ubogi zasób zdjęć z tej części stolicy. Zastanawiający jest także fakt, niemal zupełny brak fotografii dokumentujących istnienie kolejki łomiankowskiej, co być może wiązało się z faktem jej wojskowego charakteru (kolejka kursowała do Składnicy Amunicji w Palmirach). Tym bardziej cieszy nas fakt odkrycia i opisania tego zdjęcia.

(P, F, M, D)


PS. I jeszcze dwa zdjęcia z serii: LINK1, LINK2

(D)

niedziela, 29 listopada 2015

Zmarł dr Krzysztof Jaszczyński

Z prawdziwym żalem przyjęliśmy wiadomość o odejściu naszego kolegi, dr. Krzysztofa Jaszczyńskiego, wspierającego nasz blog pod nickiem kester. Był zasłużonym varsavianistą, autorem i współautorem wielu publikacji oraz filmów, współprowadzącym portal Warszawa1939.pl, współtwórcą reaktywowanej "Stolicy", a także Warszawskiego Parku Miniatur. Wielokrotnie korzystaliśmy z Jego pomocy oraz efektów jego pracy podczas naszych identyfikacji.

Z dostępnych w sieci materiałów, w których powstaniu brał udział Krzysztof, warto przypomnieć m.in.:

"Przelot nad zdobytym miastem" - zbiór niemieckich nagrań lotniczych z końca września 1939 r.:
https://youtu.be/AXYAV1YMZ0Y

"Początek" - Warszawa z pierwszych tygodni okupacji:
https://youtu.be/e3Wh3MWQZYY
https://youtu.be/IPtbatfdAv0

"Miasto Ruin" - animacja Warszawy stycznia 1945 r.:
https://youtu.be/twDouTqS4c8




Gdzie skarb twój, tam serce twoje - te słowa przychodzą na myśl o odejściu Krzysztofa. Jego skarbem była Warszawa - pasja, którą ukochał i której poświęcił wiele lat swego życia. Z myślą o niej wiele dokonał, niemało też jeszcze planował. Pozostanie w nas po Krzysztofie wspomnienie jako o wybitnym varsavianiście, sympatycznym człowieku i serdecznym, gotowym do wsparcia swą wiedzą koledze. Pozostanie z Warszawą też jego serce, które wkładał w to wszystko co robił.

Krzyśku, dziękujemy!

czwartek, 5 listopada 2015

Uliczna kapela


Fotografia znaleziona na portalu Ebay.de. Przedstawia grupę ulicznych muzykantów dorabiających sobie podczas trudnych okupacyjnych dni. To zdjęcie zaciekawiło mnie przede wszystkim dlatego, że wykonano je "wewnątrz tętniącego życiem miasta". Zdecydowana bowiem większość niemieckich fotografii zazwyczaj przedstawia ruiny obserwowane z głównych arterii okupowanej stolicy. Najeźdźcy, skądinąd butni i pewni swego, musieli mimo wszystko odczuwać pewien lęk przed zapuszczaniem się w boczne uliczki i zaułki. A to właśnie tutaj toczyło się prawdziwe okupacyjne życie, z całym swym bogactwem form i paletą odcieni. Naszego "fotografa" w tym przypadku zwabiła z pewnością muzyka, choć odległość z jakiej zrobił zdjęcie kapeli, może świadczyć również o pewnego rodzaju ostrożności.

Ale zostawmy te dywagacje na boku. Identyfikacja miejsca nie była specjalnie trudna. Na zdjęciu widzimy wyraźnie układ cieni, daleko w tle majaczy nam coś, jakby przejeżdżający wóz tramwajowy. Wszystko wskazywało na to, że zdjęcie zostało wykonane na jednej z przecznic ulicy Marszałkowskiej. Dwa budynki po prawej są na tyle charakterystyczne, że już po chwili wszystko stało się jasne. Fotografię tę wykonano na ulicy Żurawiej, spod bramy kamienicy nr 23 (pierwsza z lewej) w kierunku zachodnim. A eleganckie, wysokie kamienice z prawej (nr 24, 24a i 26) przetrwały wojnę i możemy je podziwiać do dziś: LINK.

(P)

piątek, 30 października 2015

Zagubieni w wielkim mieście


Fotografia znaleziona na portalu aukcyjnym Ebay.de. Sprzedający wystawił całą serię zdjęć spacerującej po Warszawie grupki niemieckich żołnierzy. Od razu widać, że czuję się tu obco, nieswojo, są onieśmieleni i zagubieni. Nikt nie zwraca na nich uwagi, przechodnie ich ignorują a oni szwendają się po ulicach, bez celu i pomysłu. "Wstąp do Wehrmachtu!" - mówili im tuż po maturze- "Z nami zwiedzisz cały świat!"

Tak czy inaczej, pozostało nam ustalić miejsce wykonania tej fotografii. Dość ruchliwe miejsce, na jezdni tory tramwajowe, ale ulica raczej dość wąska. W tle dość charakterystyczny narożnik kamienicy, z szyldem baru i składu tytoniowego. Początkowo, żaden z przychodzących do głowy na szybko pomysłów się nie sprawdzał, ale kiedy na spokojnie przeanalizowałem wszystkie detale układanki, pojawiło się rozwiązanie tej zagadki.

Zdjęcie wykonano na skrzyżowaniu ulicy Złotej i Zielnej. W tle widać południowo-zachodni narożnik i kamienicę o adresie Zielna 7 / Złota 17: LINK. W tym miejscu obecnie mamy parking przed PKiN z rozległym widokiem Placu Defilad. Wielkomiejski charakter tej części miasta został bezpowrotnie starty z powierzchni ziemi.

(P)

poniedziałek, 5 października 2015

Spacer w białych sukienkach


Powyższe zdjęcie zamieszczone zostało na profilu Archiwum Historii Mówionej DSH w popularnym serwisie społecznościowym: LINK. Instytucja ta często zamieszcza tam niezidentyfikowane fotografie, odwołując się do pomocy internautów przy ich rozpoznaniu. Według opisu fotografię wykonano w 1938 roku. Na pierwszy rzut oka, obrazek wydawał się dość znajomy. Mieszanina zabudowy, bezstylowe skromne czynszówki z początku XX wieku, drewniany słup sieci elektrycznej i rynsztok biegnący skrajem jezdni, ewidentnie nasuwały skojarzenia z dzielnicami nieco bardziej peryferyjnymi. Na szczęście, mimo nie najlepszej jakości technicznej zdjęcia, pokazuje ono dość szeroki kadr i zawiera sporo wskazówek pomocnych przy identyfikacji. Pierwszą i zdecydowanie najważniejszą jest obecność na fotografii trakcji tramwajowej. Już sam ten element bardzo zawęża obszar poszukiwań. Jednak to nie wszystko. Dwuwysięgnikowe słupy trakcyjne, stojące w międzytorzu, to rozwiązanie charakterystyczne przede wszystkim dla ulic stosunkowo szerokich, będących głównymi arteriami komunikacyjnymi i wylotowymi z miasta. Mając takie założenia można było dokonać wstępnej selekcji ulic branych pod uwagę: Wolskiej, Puławskiej, Grójeckiej, Czerniakowskiej czy Grochowskiej. Istotna dla identyfikacji jest także sama scena utrwalona na fotografii. Dziewczynki w białych sukienkach najprawdopodobniej idą do, bądź też wracają z kościoła. Przyjęcie takiej tezy to kolejne zawężenie obszaru poszukiwań. Założyłem wstępnie (choć być może nie do końca słusznie), że fotografię wykonano w odległości nie większej niż 500-600 m od świątyni. Wówczas przypomniałem sobie o jeszcze jednym elemencie, który pierwotnie uszedł mojej uwadze – była to jezdnia. Datowanie zdjęcia na 1938 rok było w moim odczuciu wiarygodne i nie pozostawiało specjalnych wątpliwości. Otóż w drugiej połowie lat 30-tych XX wieku kilka kluczowych arterii komunikacyjnych takich jak Wolska, Puławska i Grochowska znacząco przebudowano i zmodernizowano na kluczowych odcinkach, dostosowując je do rosnącego ruchu samochodowego i rangi miasta stołecznego. Na zagadkowym zdjęciu widoczny jest jedynie wąski pas gładkiej nawierzchni z kostki po bokach torowiska, a cała reszta szerokości jezdni wybrukowana została kocimi łbami.

Zakładając tyle „filtrów” ograniczających obszary poszukiwań, wypadało skonfrontować założenia z ortofotomapą i dostępnymi materiałami ikonograficznymi. Po kilku próbach, ze względu na niemożliwość dopasowania układu budynku z fotografii, drogą eliminacji odpadła także ul. Czerniakowska. Z kolei miejscem, które dobrze wydawało pasować był odcinek Grójeckiej pomiędzy ul. Kaliską i Kopińską.


Widoczna w tle po prawej stronie kamienica Grójecka 54 róg Kopińskiej jest udokumentowana na dwóch fotografiach z Referatu Gabarytów LINK1 i LINK2. To co prawda dość mocny dowód, jednak nie dający całkowitej pewności, zważywszy na typowość elewacji budynku. Sam katalog RG dotyczący ulicy Grójeckiej jest bowiem niekompletny, więc inne obiekt widoczne w kadrze nie figurują tam. W swoich zbiorach znalazłem natomiast niemiecką fotografię z jesieni 1939 roku, szerzej pokazującą ten sam odcinek ulicy. Wprawdzie nie jest ona również bezpośrednio stuprocentowym dowodem potwierdzającym lokalizację, jednak widoczny jest na niej niski, dziewiętnastowieczny jeszcze budynek, z charakterystycznym dachem naczółkowym, usytuowany szczytem do Grójeckiej – jego fragment w dużym skrócie widoczny jest na prawym skraju identyfikowanej fotografii.

Grójecka należy do ulic, które posiadają całkiem pokaźną dokumentację fotograficzną. Co prawda, znaczną część tej dokumentacji „zawdzięczamy” niemieckim okupantom, jednak fragment na południe od Kaliskiej należy do tych fotografowanych najrzadziej. To zapewne jedna z przyczyn pewnej trudności w lokalizacji miejsca z tego zdjęcia. Dlatego pomimo styczności z naprawdę licznymi fotografiami Grójeckiej, widoczny budynek, stojący na południowym narożniku Grójeckiej i Wawelskiej (rozebrany prawdopodobnie przed 1939 rokiem w celu poszerzenia wylotu tej ostatniej na ul. Grójecką), widzę po raz pierwszy.

(F)

czwartek, 17 września 2015

Jeńcy

Swego czasu dyskutowaliśmy dość intensywnie na temat lokalizacji zdjęć z września 1939, przedstawiających żołnierzy niemieckich schwytanych rzekomo na Pradze. Widoczny nad wejściem krzyż sugerował miejsce o charakterze sakralnym, ale niestety, wszelkie poszukiwania takiego obiektu na prawym brzegu Wisły nie dały żadnego rezultatu.



Dalszą identyfikację trzeba było odłożyć na później, licząc na jakiś łut szczęścia i pojawienie się dodatkowych zdjęć.

Ostatnio, w związku z kolejna wrześniową rocznicą zdjęcia te ponownie pojawiły się w internecie. Gdy kolejny raz spojrzałem na fotografie uświadomiłem sobie, że budynek ten jest mi od dawna znany, chociaż związany z całkiem innymi okolicznościami. Elementami  które naprowadziły mnie na właściwą lokalizację była przylegająca do muru krata, oraz charakterystyczny murek przy wejściu do budynku.

W "Niedokończonym filmie" przedstawiającym warszawskie getto w maju 1942, znalazły się sceny, rozgrywające się przed "Nowym Teatrem Azazel" na ulicy Nowolipie 72. Na kadrach z filmu można dojrzeć charakterystyczna kratę oraz murek przy wejściu do budynku.  Pomimo dokonanych zmian nie miałem żadnych wątpliwości, że chodzi o ten sam budynek:



W zasobach  Yad Vashem znajdują się zdjęcia  z późniejszego okresu, wykonane w Szopie Shultza, który objął posesję przy ul. Nowolipie 72:




Pozostawała do rozwiązania zagadka krzyża widoczna na elewacji budynku na zdjęciach z 1939 roku. Jak podaje serwis Genealogy Indexer  na posesji Nowolipie 70/72  zarejestrowana była Społeczność Chrześcijańska w Warszawie (gdzie indziej budynek opisywany jest jako zbór baptystyczny). Podczas oblężenia stolicy we wrześniu 1939 budynek został zaadaptowany na  punkt internowania. W roku 1942 po kolejnym przesunięciu granic getta, do budynku przeniesiono "Nowy Teatr Azazel", pierwotnie działający na ulicy Leszno. Prawdopodobnie po wielkiej akcji likwidacyjnej w getcie budynki te zostały włączone do kompleksu szop Schultza. Tak jak cała okolica, budynek został zrównany z ziemią w trakcie systematycznego wyburzania getta. Na fotografii z sierpnia 1944 przedstawiającej ostrzał Starego Miasta z nebelwerfera  po zabudowie  Nowolipia  72 pozostały jedynie gruzy: LINK.

Dość zagadkowo rysuje się również kwestia autorstwa zdjęć. Wiele poszlak wskazuje, że mógł nim być amerykański dokumentalista Julien Bryan, który we wrześniu 1939 pojawił się w tej części Warszawy i fotografował pacjentki ze Szpitala św. Zofii oraz zniszczoną kamienicę przy Żelaznej  99. Jedno ze zdjęć Bryana, wykonane przy posesji na Nowolipiu, opisywaliśmy nawet na naszym blogu: TUTAJ. Zawartość albumów z fotografiami amerykańskiego reportera oraz archiwów internetowych nie pozwalają jednak na potwierdzenie tej hipotezy w 100%.

(D)

PS. Pan Jacek Loks zwrócił naszą uwagę na fakt, że autorem zdjęć z niemieckimi jeńcami może być towarzyszący Bryanowi inny amerykański fotoreporter Eric Calcraft. Takie autorstwo podaje Agencja Fotograficzna Corbis: LINK.

piątek, 11 września 2015

Witaj szkoło!


Fotografia znaleziona na portalu aukcyjnym Ebay.de. Kolumna niemieckich żołnierzy i budynki w tle od razu zwróciły moją uwagę. Miejsce wydawało się znajome, ale instynktownie wyczuwałem, że nie jest rejon o bogatej ikonografii. Ale po kolei.

Fotografia ma zdecydowanie charakter "koszarowy", budynek w tle (po lewej) przypomina gmach szkolny, co zaczynało układać się w spójną całość. Niemcy po wkroczeniu do Warszawy najpierw pozamykali wszystkie szkoły, a następnie przejęli je na potrzeby wojska. Do okazałego gmachu nie bardzo pasowała jednak "biedna" ulica. Widzimy tu wyraźnie nawierzchnię z "kocich łbów", rynsztoki i latarnię gazową. A zatem nie mogło to być raczej reprezentacyjne Śródmieście a tereny bardziej peryferyjne. Powiśle? Praga? Może Wola? Gmach szkolny dodatkowo został odsunięty od ulicy, co nie jest jakimś specjalnym ewenementem architektonicznym, ale jednak pewną cechą charakterystyczną, umożliwiającą odszukanie obiektu na mapie, gdyby zaszła potrzeba przeszukiwania jej "centymetr po centymetrze". Na szczęście nie było to w tym przypadku konieczne.

Jak napisałem na początku, miejsce wydawało mi się dziwnie znajome, zacząłem więc od przypomnienia sobie lokalizacji przedwojennych, peryferyjnych gmachów szkolnych. Od razu w głowie rozważałem, czy dany obiekt może pasować do tego ze zdjęcia, czy też nie i przechodziłem do kolejnych. Aż w końcu dotarłem do właściwego obiektu. Na zdjęciu widzimy ulicę Karolkową i gmach szkoły pod nr 64: LINK. Wypalony budynek wyremontowano po wojnie i mieści on szkołę do dziś: LINK. Okupacyjne zdjęcie jest ciekawe także z uwagi na widoczny fragment sąsiedniej kamienicy przy ul. Karolkowej 62. Ruiny tego budynku rozebrano po wojnie a następnie przez posesję wytyczono arterię komunikacyjną, łączącą ulicę Wolską z Lesznem i Trasą W-Z.

(P)