wtorek, 31 października 2017

Mogiły lotników

Prezentowane poniżej zdjęcie pochodzi z serwisu aukcyjnego Ebay.de. Zainteresowało mnie z uwagi na widoczne na tabliczce nazwisko Arct:

Fot. 1

Nazwisko to znane jest każdemu miłośnikowi lotnictwa i od razu kojarzy się z Bohdanem Arctem, uczestnikiem Bitwy o Anglię i autorem wielu książek o tematyce lotniczej. Bohdan Arct zmarł jednak wiele lat po wojnie (w 1973 roku) i pochowany został w Siedlcach. Do kogo więc należał tajemniczy nagrobek ze zdjęcia? Autor zdjęcia, zapewne niemiecki żołnierz, napisał na odwrocie: "Grabdenkmäler abgestürzt Poln. Piloten. Ehrenfr. Warschau", co po rozszyfrowaniu można by przetłumaczyć tak: "Pomniki nagrobne strąconych polskich pilotów. Cmentarz Honorowy Warszawa".  Poszukiwania zacząłem więc od Powązek Wojskowych.

Identyfikacja nie była trudna - ewidencja większości warszawskich cmentarzy dostępna jest na stronie Urzędu Miasta: LINK. Istnieje też doskonała wyszukiwarka lotniczych mogił i miejsc pamięci: LINK. Bez trudu udało się więc ustalić, że w grę wchodzi tylko mogiła majora Pawła Lotariusza Arcta, który zginął w katastrofie samolotu PZL-37 Łoś w 1938 roku, a pochowany został w kwaterze A10 na Powązkach Wojskowych. Wizja lokalna potwierdziła moje przypuszczenia. Dziś miejsce to wygląda podobnie, zniknął jedynie krzyż ze śmigłem:

Fot. 2

W sąsiedniej mogile spoczywa podporucznik Anatol Piotrowski, lotnik poległy 1. września1939 w obronie Warszawy. Na archiwalnym zdjęciu w tym miejscu stoi tylko prowizoryczny krzyż. Mogiła lotnicza w następnym rzędzie to grób kaprala Dymitra Borkowskiego, a charakterystyczna owalna konstrukcja na drugim planie to grobowiec rodziny Korwin-Nowosilskich.

Z biografią majora Pawła Lotariusza Arcta można zapoznać się na wspomnianej już stronie Niebieska Eskadra: LINK.Katastrofa, w której zginął wraz z kapralem Włodzimierzem Pieregutem miała miejsce 13 grudnia 1938 pod warszawskimi Michałowicami i była jedną z całej serii wypadków "Łosi", które miały miejsce w latach 1938-39. Jak się okazało, przyczyną większości z nich była wada konstrukcyjna samolotu - przekompensowanie steru kierunku. Więcej na ten temat pisze Andrzej Glass w ciekawym artykule opisującym problemy rozwojowe samolotu PZL-37 Łoś: LINK.Nie udało mi się znaleźć żadnych danych, które wskazywałyby na pokrewieństwo Bohdana i Pawła Arcta. Najprawdopodobniej jest to przypadkowa zbieżność nazwisk.

(nuro)

poniedziałek, 16 października 2017

Ex-torpeda

Na portalu aukcyjnym Ebay.de pojawiły się niedawno dwa interesujące zdjęcia:

Fot. 1


Fot. 2

Zgodnie z opisem zamieszczonym przez sprzedającego, zdjęcia prezentują zniszczoną fabrykę w Warszawie ("Schienen Fabrik Warschau"). Prawda okazała się jednak zupełnie inna - i znacznie ciekawsza. Po dokładnym obejrzeniu zdjęć, w stercie poskręcanej stali rozpoznać można sylwetki dwóch zniszczonych wagonów legendarnej "Luxtorpedy": LINK.

Wykluczało to warszawską lokalizację zdjęcia - z sześciu istniejących w roku 1939 Luxtorped, dwie uległy zniszczeniu w Skarżysku-Kamiennej, a dwie w Krakowie. Ostateczną identyfikację umożliwiła charakterystyczna wieża kościoła widoczna w jednym z okien na drugim zdjęciu - to krakowski kościół Karmelitów Bosych na ul. Rakowickej 18: LINK.

Fotografie wykonano na terenie nieistniejącej lokomotywowni, która znajdowała się nieco na północ od obecnego Dworca Głównego i Dworca PKS: LINK.

Luxtorpeda do dzisiaj pamiętana jest jako cud techniki, jeden  z symboli postępu, jaki dokonał się w Polsce w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Choć wzorowana na projekcie firmy Austro-Daimler, po udoskonaleniu przez polskich inżynierów zyskała parametry znacznie lepsze od oryginału. Trasę Kraków - Zakopane pokonywała planowo w 2 godziny 45 minut (rekordowy przejazd to 2 godziny 18 minut), podczas gdy dziś najszybszy pociąg "Tatry" potrzebuje na to 2 godziny 55 minut.

Patrząc na te smutne zdjęcia, warto przypomnieć sobie historię Luxtorpedy, tak brutalnie przerwaną przez II wojnę światową.

(nuro)

poniedziałek, 2 października 2017

Nie wszystek umrę...

Dzisiejszy post dedykujemy pamięci Krzysztofa Jaszczyńskiego, varsavianisty i współtwórcy filmu Początek. Warszawa w pierwszych dniach okupacji (2012). To właśnie w tym filmie po raz pierwszy pojawiła się scena dokumentująca trafiony pociskiem dom:

Kadr z filmu (ok. 14'02'')

Jak się niebawem okazało ten jednopiętrowy budynek, z otynkowanym i pomalowanym na biało parterem,chętnie był fotografowany przez niemieckich żołnierzy, wkraczających do Warszawy. Na portalu aukcyjnym Ebay.de, co jakiś czas pojawiały się kolejne jego zdjęcia w różnych ujęciach i kadrach:

Fot. 1
Fot. 2

Fot. 3.

Do dyspozycji mieliśmy także ujęcie wykonane przy leju, w stronę na lewo od budynku:

Fot. 4

Ale mimo tak pokaźnego materiału dokumentacyjnego, zagadki nie udawało się rozwiązać. Pewien trop wskazywał na kierunek wschodni, w opisach aukcji pojawiało się czasem słowo Praga, ale z uwagi na brak dobrych fotografii lotniczych tego rejonu miasta, poszukiwania odpowiedzi na pytanie "gdzie stał ten dom?" toczyły się dość mozolnie. Snuliśmy przypuszczenia, że to gdzieś w rejonie ulicy Grochowskiej, może Płowiecka, Marsa albo Korkowa, może Trakt Lubelski. Pamiętam, że kiedyś, w jakiś długi wieczór przejrzałem bodaj wszystkie główne ulice między Otwockiem, Sulejówkiem a Ząbkami. Bez rezultatu. Rzecz w tym, że szukałem nie tego, co trzeba. Pobieżne przejrzenie współczesnej zabudowy sugerowało, że budynek ze zdjęcia, częściowo zniszczony we wrześniu 1939, nie przetrwał do naszych czasów. I przyjąłem to za pewnik, a moja uwaga skupiła się na domku w tle, widocznym na zdjęciu nr 4, po prawej stronie. Ma on taki charakterystycznie łamany dach, z pięterkiem i ściętymi narożnikami. Taki dach powinien być doskonale widoczny na ortofotomapach. Jednak poszukiwania i tego budynku nie przynosiły niestety rezultatów. Dom z podobnym dachem znalazłem przy ulicy Jordanowskiej: LINK, co tylko potwierdzało, że to musi być gdzieś w tej okolicy. 

Zagadkowych fotografii nie należy oglądać szybko, nie należy ich także szybko "rozwiązywać". Taki pośpiech zawsze utrudnia. Owszem, człowiek jest z natury niecierpliwy, chce wiedzieć szybko, natychmiast, a jak się nie udaje od razu, to zaraz rezygnuje. 

Ale praca w Zespole ma to do siebie, że w pewnym stopniu wzajemnie się uzupełniamy, wspieramy i inspirujemy. Dzięki temu chwile zwątpienia łatwiej przekuć w ostateczny sukces. We wrześniu 2017 Fryderyk odświeżył temat zniszczonego budynku z filmu Początek, dodając kolejne zdjęcie znalezione na niemieckim portalu aukcyjnym, tym razem opisane jako Wawer:

Fot. 5

Jak tylko je zobaczyłem, to od razu wiedziałem, że to będzie kres tej zagadki. Mamy tu bardzo szeroki kadr, inne budynki w tle i byłem przekonany, że na pewno uda się coś dopasować. Pierwszy trop podsunął Fryderyk - trochę pasowała ulica Marsa (w rejonie Morgowej), przebudowana ostatnio w dużym stopniu, ale był to trop fałszywy i nieco naciągany. Przyjrzałem się raz jeszcze zdjęciu nr 5 i stwierdziłem, że to musi być ulica Płowiecka, którą obstawiałem od początku, choć brakowało mi na to dowodów. Popatrzyłem raz jeszcze na zabudowę tej ulicy z lotu ptaka: LINK i moją uwagę przykuł niepozorny budynek tkwiący między wysoką, współczesną zabudową. Przyjrzałem mu się dokładniej z bliska i aż przetarłem oczy ze zdumienia! "Matko Boska! - pomyślałem - Ależ ze mnie gapa!" Budynek nr 53: LINK, to trochę przebudowane, ocalałe 4 osie domu, widocznego na zagadkowych zdjęciach! Poddasze nieco zmieniono, ale figura Matki Boskiej w niszy między oknami jednoznacznie to potwierdza. Można kwestionować charakter i znaczenie katolicyzmu w Polsce, zwłaszcza tego ludowego czy postrzeganego w kategoriach tradycji, ale sami zobaczcie, jaka to jest siła. Dom przetrwał wojnę, odbudowę, w ogóle całą komunę, potem transformację ustrojową i rozpasaną konsumpcję kapitalizmu, a nisza z Matką Boską na elewacji istnieje nadal...

(P, F, D)

PS. Dom z łamanym dachem, widoczny w tle na zdjęciu nr 4 to budynek przy ulicy Minerskiej 56, przebudowany po wojnie i obecnie znacznie odbiegający od swej pierwotnej formy: LINK. Na tym samym zdjęciu po lewej widzimy fragment ściany szczytowej domu przy Płowieckiej 43: LINK.







czwartek, 14 września 2017

Wielkie chwile małych przedmieść



Jakieś trzy lata temu, przeszukując portal aukcyjny Ebay w poszukiwaniu fotografii Warszawy, natrafiłem na powyższe zdjęcie. Typowa odbitka jednej z amerykańskich agencji fotograficznych, opatrzona była dość ogólnikowym opisem. Ponieważ jednak pierwszy raz spotkałem się z tym konkretnie obrazem, przedstawiającym któreś z warszawskich przedmieść, od razu wzbudził on moje zainteresowanie. Dla mnie osobiście, co zawsze podkreślam, fotografie przedmieść są najbardziej interesujące. Pewnym paradoksem jest to, że wiele ujęć takich niezbyt atrakcyjnych dla fotografów miejsc pewnie nigdy by nie powstało, gdyby nie II wojna światowa.
Wracając do identyfikowanego zdjęcia, zwraca na nim uwagę kilka charakterystycznych elementów. Pierwszy to nowoczesna latarnia gazowa w. 1935. Nie był to model co prawda tak licznie rozpowszechniony jak najbardziej popularna, starszego typu gazówka w.1856. jednak w niektórych rejonach miasta m. in. na Powiślu, Szmulowiźnie, Kamionku czy Bielanach stosowany dość licznie. Druga charakterystyczna rzecz to parterowe domki odsunięte od ulicy i stojące najprawdopodobniej przy tylnych granicach działek. No i w końcu chodnik oddzielony od jezdni pasem trawnika. Posiadając takie wskazówki, postanowiłem poszukać na ortofotomapie konkretnego miejsca, pasującego do tego uwiecznionego na fotografii. Po analizie prawdopodobnych rejonów miasta uznałem, że zdjęcie zrobiono na Grochowie. Układ budynków i rodzaj zabudowy dość dobrze pasował do kilku kwartałów dzielnicy zlokalizowanych  na północ od ul. Grochowskiej i na wschód od Nasielskiej. Jednak dopasowanie zdjęcia do konkretnego miejsca nie przynosiło oczekiwanego rezultatu. Postanowiłem odłożyć więc zdjęcie i zająłem się innymi fotografiami.
Jak to często bywa, szukając zupełnie czegoś innego, na stronie słynnej agencji fotograficznej Getty Images natknąłem się na kolejne zdjęcie wykonane w tym samym miejscu, co identyfikowana fotografia. Autorem był Eric Calcraft, amerykański fotoreporter, który podobnie jak Julien Bryan, był świadkiem oblężenia stolicy, i który zapewne towarzyszył Bryanowi w niektórych podróżach po mieście.




Zdjęcie wykonane pod nieco innym kątem zdawało się potwierdzać sporą szerokość ulicy oraz gabaryt kolejnych budynków stojących bezpośrednio przy niej. Było to kolejną ważną wskazówką w poszukiwaniu właściwego miejsca.
Po kolejnych próbach dopasowania do okolicy miałem wrażenie, że najbardziej prawdopodobna jest ul. Serocka, widok od ul. Kordeckiego na północ, a kamienice widoczne w tle po lewej to elewacje tylne zabudowy przy Dubieńskiej. Oczywiście, weryfikacja widoku w terenie z punktu widzenia fotografującego jest obecnie niemożliwa, gdyż ówcześnie niekompletna pierzeja parzystej strony ul. Serockiej jest na tym odcinku obecnie mocno zabudowana. Wychodziło na to, że ostatnia kamienica w głębi po lewej to może być elewacja podwórzowa Dubieńskiej 14, następnie przerwa – niewidoczna parterowa Dubieńska 12 i w końcu, najbliżej lewego skraju kadru Dubieńska 8/10. To były jednak tylko podejrzenia, a widok w Google 3D nie dość, że również nie rozwiewał wątpliwości, a wręcz je mnożył. Sądziłem, że tę identyfikację trzeba będzie odłożyć ad acta, jednak na portalu Fotopolska pojawiło się bardzo ciekawe zdjęcie tego fragmentu Grochowa z 1939 roku. Wykonane przez niemieckiego żołnierza, zapewne z wieży kościoła przy pl. Szembeka ujęcie w kierunku zachodnim, dostarczało mi dowodów na potwierdzenie mojej tezy.


Dzięki temu zdjęciu wszystko zaczęło składać się w całość. Na powyższym zdjęciu widać, że kamienica Dubieńska 8 istniała, a Dubieńska 10 miała pięć osi. Na ortofoto '45 nr-u 8 już nie ma, a 10 wygląda jakby straciła skrajną południową oś - zresztą wygląd ściany szczytowej na Google Street View wydaje sie to podejrzenie potwierdzać LINK Pytanie, kiedy 8 i 10 uległy uszkodzeniom/rozbiórce? Dubieńska 12 była pierwotnie niskim (parterowym?) budynkiem, sądząc po długości cieni na ortofoto, ale po wojnie została nadbudowana.
Natomiast na Dubieńskiej 14 strych przebudowano na dodatkowa kondygnację, jak (inne balustrady balkonów, niższe okna) LINK
Umiejscowienie klatki schodowej w budynku również wydaje się zgadzać, choć nie znamy oryginalnego wyglądu elewacji frontowej, natomiast na Google 3D można zuważyć, że okno wstęgowe klatki schodowej na elewacji tylnej zlikwidowano i zastąpiono zwykłymi. Na ortofoto ’45 kadr wygląda mniej więcej tak:


Pomimo trudności, udało się zidentyfikować kolejne zdjęcia dzielnicy o niezbyt bogatej ikonografii. Pewnym paradoksem jest to, że w kadrze znalazły się obiekty po wojnie architektonicznie przekształcone, w przeciwieństwie do wielu okolicznych, zachowanych w pierwotnej formie przedwojennych budynków.

PS.
Inna, bardziej znana seria zdjęć autorstwa Erica Calcrafta opisywana była już na naszym blogu przez Darka LINK

(F)

wtorek, 25 lipca 2017

Smutny powrót


Zdjęcie to znalazło się jakiś czas temu w katalogu nierozpoznanych fotografii Warszawy na portalu Fotopolska: LINK.  Z opisu na tejże stronie możemy się dowiedzieć, że zdjęcie pochodzi z tygodnika Stolica nr 3 (1258) z dnia 16.01.1972 i zostało opatrzone podpisem "Nareszcie w wolnej Warszawie!" To zdjęcie robi na mnie ogromne wrażenie. Nie wykluczone że było pozowane, ale w pierwszej chwili, gdy na nie spojrzałem, wyobraziłem sobie, co mogli czuć ci żołnierze, jeśli byli z Warszawy. "Czy ona dalej stoi?" Dlaczego ona? Bo to przecież Katedra! 

Nie wiem czy już wcześniej widziałem to zdjęcie. Pewnie tak, bo wiele razy przeglądałem roczniki tygodnika "Stolica". Nawet chyba  rocznik 1972 mam, nie jestem pewien, bo jeszcze czeka w kartonie po przeprowadzce. Ale byłem od razu pewien, że kształt nad głowami żołnierzy, to fragment absydy katedry św. Jana z charakterystycznym otworem okiennym. Żołnierze ze zdjęcia za chwilę przekonają się, że kościół niemal przestał istnieć, a z nim praktycznie całe lewobrzeżne miasto. Podpis nie pasuje do zdjęcia - zamiast "Nareszcie w wolnej Warszawie" powinien brzmieć "Nie zdążyliśmy!".

Dla porządku wypada dodać, że kiedyś miejsce to nazywano dziedzińcem kuchennym Zamku Królewskiego. Nad przejściem na Kanonie znajdował się ukryte przejście, łączące Zamek z Katedrą. Na zdjęciu z 1945 roku jest to po prostu pryzma gruzu, przysypana śniegiem. Na zdjęciu z połowy lat dwudziestych XX wieku, pochodzącym ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego możemy zobaczyć jak to miejsce wyglądało przed wojną: LINK. Po odbudowie, rozległy dziedziniec zamienił się w wąską uliczkę i obecnie wygląda tak: LINK.

(K)

wtorek, 27 czerwca 2017

Krajobraz pod skarpą

Niedawno (wiosna 2017) nakładem wydawnictwa „RASTER” ukazała się kolejna publikacja poświęcona naszemu miastu. Tym razem album „Ruiny Warszawy”, jak sam tytuł wskazuje, poświęcony został unikatowym zdjęciom, dokumentującym zniszczenia i rozbiórki różnych obiektów na terenie miasta, poczynając od czasów I wojny światowej i zniszczeń dokonanych przez wycofujących się Rosjan w 1915 roku, a kończąc na rozbiórkach obiektów współczesnych, które trwale wrosły w pejzaż miasta, jak np. pawilonu „Emilia” czy „Universalu” (oba rozebrane w roku 2016). Większość zdjęć, jakie znalazły się w albumie jest zidentyfikowana i opisana prawidłowo, jednak część pozostawała anonimowa. Taki stan rzeczy to poniekąd wyzwanie dla Warszawskiej Identyfikacji. Uważam bowiem (piszę o sobie, choć myślę, że Koledzy z Zespołu się z tym zgodzą), że zupełnie inaczej patrzy się na fotografię Warszawy, której kadr jesteśmy w stanie ulokować w bardzo konkretnej przestrzeni miasta.

Wydanie albumu było impulsem, aby w końcu przygotować  wpis na temat dwóch zdjęć autorstwa Zbigniewa Dłubaka, które pojawiły się w książce jako niezidentyfikowane (zamieszczonych na stronie 184 i 190), a które rozpoznałem już jakiś czas temu, dzięki udostępnieniu zdjęć w internetowej bazie Fundacji Archeologia Fotografii: LINK.

Zdjęcie ze strony 184

Zdjęcie ze strony 190

Jak dość łatwo zauważyć, obie fotografie przedstawiają ten sam obiekt, sfotografowany z różnych stron. Otoczenie widoczne na zdjęciach dość szybko pozwoliło wyeliminować pomysł przypisania zdjęć do serii obrazów wykonywanych pod koniec lat 50-tych XX wieku na terenie zdewastowanego jeszcze mocno Śródmieścia Zachodniego, czy jak się potocznie określało „Dzikiego Zachodu”. Ale ponieważ Dłubak mieszkał na Mokotowie, przy Puławskiej, również fotografował tę dzielnicę, poświęcając jej wiele kadrów. Szczególnie chętnie zapuszczał się na tzw. Dolny Mokotów, w okolice poniżej skarpy. Uznałem, że poszukiwania można zawęzić do tego obszaru. Oba ujęcia, pokazujące ruiny nieco dziwnego budynku, były wąskie i przy pierwszym spojrzeniu nie podpowiadały zbyt wiele. Lichy chodnik, nieutwardzona ulica i sieć elektryczna na drewnianych słupach sugerowały jakiś mniej zurbanizowany rejon dzielnicy. Jednak po dłuższym przyjrzeniu się fotografiom zwracały uwagę dwie rzeczy – długa ściana boczna budowli oraz dość ostry kąt pod jakim łączyła się ze ścianą frontową. No i jeszcze sąsiedztwo drugiego budynku, widocznego na jednej z fotografii. Posiadając takie wskazówki, postanowiłem poszukać identyfikowanego miejsca na ortofotomapie. Na rezultat poszukiwań nie trzeba było czekać zbyt długo. Od razu zwróciła moją uwagę zabudowa działki przylegającej krótszym bokiem do ul. Piaseczyńskiej i równoległej do ul. Bandoski. Budynek o specyficznym rzucie, z dwoma oficynami (czy raczej skrzydłami) wzdłuż dłuższych boków parceli, krótką oficyną poprzeczną w głębi i dziedzińcem zamkniętym bramą wydawał się idealnie pasować do tego co widniało na fotografiach Dłubaka.


Pozostało teraz tylko znaleźć jakiś stuprocentowy dowód najlepiej inne zdjęcie „z poziomu ziemi”, potwierdzający moje przypuszczenia. Okazało się jednak, że zdjęć okolicy jest jak na lekarstwo, a z tego konkretnego miejsca nie udało mi się natrafić na żadne. Na wszelki wypadek, ze względu na brak przysłowiowej kropki nad „i” podzieliłem się swoją hipotezą z zespołem. Koledzy uznali, ze moje podejrzenia mają sens, ale również nie dysponowali jakimkolwiek materiałem dowodowym. Wydawało się więc, że identyfikacja pozostanie na takim właśnie etapie. Jednak po kilku godzinach Nuro zwrócił uwagę na to, że na Google Street View, jest ujęcie z 2009 roku, pokazujące istniejącą jeszcze wówczas północną „oficynę” zabudowań przy Piaseczyńskiej 58: LINK. Widoczna identyczna forma ściany frontowej, jak na zdjęciu Dłubaka, to był ten element układanki, którego mi brakowało. Niestety, samego przeznaczenia zabudowy przy Piaseczyńskiej nie udało mi się ustalić. Nie wiadomo, czy była to jakaś niewielka wytwórnia-fabryczka, warsztaty czy też może po prostu zabudowania gospodarcze dawnej kolonii Szopy Niemieckie.

(F)

PS.
Jakiś czas później, na profilu FB „Zabytki Mokotowa” udało mi się znaleźć zdjęcie opisywanych zabudowań, wykonane ze skarpy mokotowskiej. Według zamieszczonego opisu, poniższa fotografia powstała kilka lat wcześniej przed fotografiami Zbigniewa Dłubaka:



środa, 14 czerwca 2017

Mistrz drugiego planu

Piszą do nas ostatnio Internauci, podsyłają zdjęcia i prośby o pomoc, za co oczywiście serdecznie dziękujemy. Będziemy się starali na bieżąco odpowiadać i w miarę możliwości rozwiązywać wszystkie zagadki. Nie zawsze jest to proces łatwy, nie zawsze specjalnie trudny. Wszystko zależy od zdjęcia, drugiego planu, tła. Czasem pomagają też informacje dodatkowe, o tym, gdzie mieszkała rodzina, albo kiedy zdjęcie zostało wykonane. Tak było i w tym przypadku. Pan Paweł przesłał nam poniższe zdjęcie z informacją, że przedstawia siostrę babci, mieszkającą przed wojną, gdzieś na Pradze:


Fotografia niezwykle urocza i klimatyczna, urzekła mnie od pierwszego wejrzenia, dlatego zaraz usiadłem i postanowiłem się z marszu rozprawić z jej tajemnicą. Ulica rzeczywiście wygląda dość prawobrzeżnie - mamy kocie łby, rynsztoki, w tle kamienice czynszowe, chyba nawet ze śladami ostrzału na elewacji. Najciekawszy jest tu oczywiście pan na drugim planie, okutany w płaszcz, z papieroskiem blisko ust. W oczy rzuciła się także chusta na głowie pani, zawiązana na modłę lat czterdziestych: LINK

No ale trzeba było w końcu zabrać się do roboty. Punktem zaczepienia był tu charakterystyczny układ dwu bram i numer 11 (?) przy tej dalszej. Brak sklepów, brak szyldów, brak samochodów czy torowiska tramwajowego wskazywał raczej na cichą i spokojną uliczkę. Wytypowałem więc kilka miejsc i uruchomiłem street view, żeby wszystko od razu sprawdzać. Zacząłem od Nowej Pragi i rejonu ulicy Stalowej z przyległościami i już po chwili zagadka została rozwiązana! To ulica Mała, przy kamienicach nr 9 i 11, które dziś wyglądają niemalże identycznie: LINK. Ta część stolicy, to chyba już ostatnie miejsce, które zachowało jeszcze jakąś cząstkę oryginalnego kolorytu dawnej Warszawy. I nie mam tu na myśli mrocznych legend o kiziorach wystających po bramach, ale raczej unikalny fason, modę, styl, przejawiające się nawet w tak banalnych czynnościach jak palenie papierosa...

(P)



piątek, 9 czerwca 2017

Mur w ruinach


Powyższe zdjęcie zamieścił pan Jarosław Zieliński z prośbą o pomoc w identyfikacji. Na pierwszym planie widoczny jest mur  który na pierwszy rzut oka wskazuje na  pozostałości muru getta, lub Koszar Wołyńskich, o czym miałyby świadczyć widoczne w tle ruiny. I właśnie te ruiny były kluczem do rozwiązania tej zagadki. Ale nie uprzedzajmy faktów. Z pewnością nie są to Koszary Wołyńskie, których mury przetrwały wojnę, a charakterystyczne detale architektoniczne (przypominające średniowieczne blanki) nie pozostawiały żadnych wątpliwości. Widać je np. na takim powojennym zdjęciu: LINK.

Widoczne w tle na zagadkowym zdjęciu ruiny kojarzyły mi się z  Pałacem Lubomirskich widzianym od  ulicy Zimnej. Znane są liczne fotografie przedstawiające proces postępującej degradacji tego budynku. Jedna z nich, przedstawia charakterystyczny fragment zachodniego skrzydła pałacu, który łudząco przypomina ten z identyfikowanej fotografii: LINK.

W potwierdzeniu identyfikacja pomogła nieoceniona ortofotomapa z roku 1945. Zarys ruin z identyfikowanego zdjęcia pasuje do cienia jaki rzucają ruiny Pałacu Lubomirskich:


Nasz sposób oglądu rzeczywistości zakłócają pewne stereotypy myślowe. Mur wśród zniszczonych budynków zawsze będzie nam się kojarzył z terenem getta, z powojennymi obrazami "morza gruzów", celowo komponowanymi, by silnie wpływać na emocje. Gwoli ścisłości dodać należy, że ulica Zimna znajdowała się w obrębie getta do grudnia 1941 roku. Potem granicę wytyczono środkiem ulicy Elektoralnej. Widoczny na zdjęciu mur to zapewne "zabezpieczone" gruzowisko kamienicy przy ulicy Zimnej 4, zniszczonej podczas oblężenia miasta we wrześniu 1939: LINK i rozebranej podczas okupacji. Brama wjazdowa po lewej świadczy o tym, że teren ten użytkowano w jakimś zakresie. Być może odzyskiwano tu np. cegły. Tak czy owak, jeśli kiedyś nogi zaniosą nas w tę część miasta, zatrzymajmy się na chwilę i zastanówmy, jak wyglądało to miejsce w nieodległej przeszłości: LINK.

(D)




poniedziałek, 29 maja 2017

Tramwaj z Gwiazdą Dawida


Prezentowane powyżej zdjęcie pojawiło się na portalu Ebay.de  pod koniec roku 2016.
Jak wiadomo, tramwaj oznakowany gwiazdą Dawida kursował w okresie od 22.02.1941 do 22.07.1942 w Getcie Warszawskim, na trasie Plac Muranowski - Żelazna. Mimo, że w kadrze nie ma zbyt wielu elementów pozwalających na odgadnięcie lokalizacji, jedno wydaje się oczywiste - zdjęcie zostało wykonane poza zwykłą trasą linii. Brak wysokiej zabudowy i widoczne na pierwszym planie klepisko sugerują raczej jakieś targowisko i wykluczają ciasne uliczki Dzielnicy Północnej. Ubiór ludzi także pozwala przypuszczać, że fotografię wykonano poza terenem getta.

Widoczne w kadrze budynki są niemal całkowicie zasłonięte przez tramwaj, toteż uznałem, że jedyną szansą na zlokalizowanie zdjęcia jest odszukanie innych fotografii z tej serii. Okazało się, że materiału jest sporo - na różnych aukcjach pojawiło się kilkadziesiąt zdjęć tego samego autora. Jedno z nich pokazywało bramę getta przy ulicy Okopowej, gdzie dominował podobny typ niskiej zabudowy. Ten trop okazał się jednak błędny. Moje podejrzenia padły więc na tymczasowe targowisko w Alei Krakowskiej, uwiecznione na kilku innych zdjęciach tego autora:


Tym razem weryfikacja okazała się banalna - wykonane pod zbliżonym kątem ujęcie pozwoliło odszukać te same szczegóły:


Odpowiadające sobie detale oznaczyłem strzałkami - od lewej widoczny jest charakterystyczny wywietrznik jednego z budynków, wierzchołek słupa energetycznego, słup trakcyjny, balkon kolejnego budynku. Wspomniane targowisko rozciągało się wzdłuż Al. Krakowskiej, pomiędzy ulicami 17 Stycznia a Tapicerską. Większość widocznych na zdjęciach budynków stoi do dziś po zachodniej stronie Al. Krakowskiej, na wprost Tapicerskiej: LINK.

Linia tramwajowa prowadząca na Okęcie była jednotorowa i stojące tam słupy miały pojedynczy wysięgnik. W opisywanym miejscu znajdował się jednak przystanek tramwajowy i mijanka, stały więc tam słupy trakcyjne z dwustronnymi wysięgnikami, widoczne na obu fotografiach. Zdjęcie datowane jest na odwrocie na sierpień 1941, czyli wykonano je w okresie normalnego  funkcjonowania linii "Z Gwiazdą". Wprawdzie wśród innych zdjęć tej serii zdarzały się ujęcia nieprawidłowo datowane  (rok 1939 opisany na odwrocie jako 1941), ale nie ma powodów, żeby wątpić w datowanie tej zagadkowej fotografii.

Co jednak robił tramwaj z getta na peryferiach miasta, całe kilometry od swojej normalnej trasy ?
Warto zwrócić uwagę, że stojący obok tramwaju człowiek właśnie podnosi (lub opuszcza) pantograf. Można więc przypuszczać, że tramwaj stał w tym miejscu dłuższy czas, a celem jego wyprawy było właśnie wspomniane targowisko. Mogłoby to wskazywać na fakt wykorzystywania wozów tramwajowych do aprowizacji getta, choć równie dobrze mógł być to jednorazowy kurs, np. przy okazji kręcenia filmu propagandowego.

(nuro)

PS. Dodatkowe zdjęcia z targowiska, znalezione na portalu aukcyjnym Ebay.de: LINK1, LINK2

PS. 2. W książce Tramwajem przez piekło (Eurosprinter 2013, s. 35-36), znalazłem informacje, że ten tramwaj kursował tylko przez sezon letni 1941 roku i woził Żydów z getta do pracy w majątku w Falentach, należącego do kogoś z zarządu wiezienia na Pawiaku. Co ciekawe istnienia samej linii nie uwzględniał żaden rozkład jazdy czy jakikolwiek inny oficjalny dokument Tramwajów Warszawskich. Kursujący na tej linii tramwaj nazywano "wagonem tyfusowym".

(F)



wtorek, 23 maja 2017

Święto na lotnisku zastępczym

Na dwa poniższe zdjęcia natrafiłem przeglądając katalog zdjęć Zofii Chomętowskiej na stronie Fundacji Archeologia Fotografii: LINK. Były podpisane jako Święto Lotnictwa w 1945 roku na Okęciu. Pozornie wszystko się wydawało w porządku - lotnicza szachownica, trybuna dla ważnych gości, zadarte w górę głowy. Nie ma wątpliwości, że widzowie oglądają samoloty. 

fot. Zofia Chomętowska ©Chomętowscy/ FAF - Fundacja Archeologia Fotografii - faf.org.pl

fot. Zofia Chomętowska ©Chomętowscy/ FAF - Fundacja Archeologia Fotografii - faf.org.pl

Jednak widoczny budynek nie pasował mi do otoczenia lotniska na Okęciu. Jego infrastruktura została bardzo zniszczona przez wycofujących się z Warszawy Niemców i żaden z budynków nie pasował do tego ze zdjęć. Może więc inne lotnisko? Port lotniczy na Gocławiu, którego budowę zaczęto tuż przed wojną, nie doczekał się żadnego stałego budynku. Bryła budynku mogłaby pasować do zabudowy Saskiej Kępy, ale ta znajdowała się zbyt daleko od pola wzlotów na Gocławiu, by urządzanie tam trybuny miało sens. Lotnisk Bielany i Babice również nie udało mi się dopasować. Przypomniałem sobie o jeszcze jednym polowym lotnisku. Znajdowało się ono na Mokotowie, ale nie było bezpośrednio związane ze słynnym lotniskiem mokotowskim. To znajdowało się w północnej części Pola Mokotowskiego, a lotnisko, które mam na myśli znajdowało się w sąsiedztwie ulicy Racławickiej, między Wołoską a Żwirki i Wigury. Jest dobrze widoczne na ortofotomapie z 1945 roku  w serwisie mapowym Urzędu Miasta Stołecznego: LINK.


Szybka lustracja okolicy pozwoliła mi dopasować budynek z trybuną do istniejącej zabudowy. To willa o adresie Racławicka 130, która jak można się domyślić zajmuje narożnik Miłobędzkiej i Gimnastycznej. Ta nieco przewrotna numeracja ma jeszcze przedwojenny rodowód. Wytyczając działki zadbano, by miały dojazd od Racławickiej, czyli jedynej wytyczonej wówczas ulicy. Dziś budynek wygląda tak: LINK. Co do samego lotniska, to zdaje się, że zlikwidowano je jeszcze pod koniec lat 40. XX wieku w związku z budową Centralnego Szpitala Klinicznego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Teren pod jego budowę zaczęto przygotowywać już około 1947 roku. Pozostaje pytanie - dlaczego właśnie na tutaj urządzono w 1945 roku Święto Lotnictwa? Odpowiedź wydaje się oczywista - zniszczenia na Okęciu były tak duże, że postanowiono przenieść uroczystość w inne miejsce. Padło na tymczasowe lotnisko Mokotów II. Więcej o lotniczej Warszawie można przeczytać na tej stronie: LINK.

(K)

Za udostępnienie zdjęć do wpisu serdecznie dziękujemy Fundacji Archeologia Fotografii: LINK.