sobota, 17 października 2020

Tropem generała

Na jednej z poświęconych Warszawie grup społecznościowych, zobaczyłem pewnego razu to zdjęcie podpisane jako "generał Zygmunt Berling na Pradze". Od razu uznałem, że opis jest błędny.


Po pierwsze generał jest w galowym mundurze [uzupełnienie: Panowie Adrian Sobieszczański i Hubert Kuberski zwrócili nam niezależnie od siebie uwagę, że to inny rodzaj ubioru wyjściowego - mundur garnizonowy. Dziękujemy za uwagi i uważne śledzenie bloga!], co nie mogło mieć miejsca na froncie, jakim de facto była w roku 1944 warszawska Praga. Po drugie zaś i najważniejsze, na zdjęciu jest wystarczająco dużo szczegółów w tle, żeby rozpoznać miejsce jego wykonania. Moją uwagę zwróciła kamienica nad głową cywila. To budynek, który stał w alei 3 Maja, niemal naprzeciwko Muzeum Narodowego. Dziś ten fragment został włączony w ciąg Alej Jerozolimskich. Budynek miał adres al. 3 Maja 42: LINK i został rozebrany na przełomie lat 40. i 50. Właściwie wraz ze zlokalizowaniem zdjęcia mógłbym uznać, że moja rola jest zakończona, ale ciekawość skierowała mnie w poszukiwaniu źródeł błędnego opisu.  Okazało się, że zdjęcie jest opublikowane na Wikipedii jako:

"Generał Zygmunt Berling w rozmowie z mieszkańcami Pragi, data 1944", źródło Leszek Wysznacki, Warszawa od wyzwolenia do naszych dni, Wydawnictwo Sport i Turystyka, Warszawa 1977, p. 187."

Niestety nie dysponuję wskazaną publikacją, by sprawdzić, że zdjęcie jest w niej faktycznie tak opisane, ale wiem, że gdy źle podpisane zdjęcie raz pojawi się na Wikipedii, to będzie już zawsze krążyć z takim właśnie opisem. Dodatkowo widnieje przy nim adnotacja, że należy do domeny publicznej, czyli może być bezpłatnie wykorzystywane. Z tego powodu funkcjonuje jako ilustracja do dziesiątków artykułów o Berlingu. Zawsze z tym samym, błędnym opisem [aktualizacja - dzięki informacji od czytelnika naszego bloga, Pana Mateusza Pęcikiewicza, wiemy że faktycznie fotografia ma w książce taki opis].

Uznałem że warto poszukać dalej, by w miarę możliwości, ustalić również datę zrobienia zdjęcia. Przeszukując Internet w poszukiwaniu informacji na temat generała znalazłem inne zdjęcie Berlinga, które z uwagi na wygląd munduru, mogło być zrobione tego samego dnia:


Według podpisu zdjęcie pochodziło z bazy Polskiej Agencji Prasowej: LINK. Krótkie poszukiwania w jej zasobach okazały się strzałem w dziesiątkę! 


To inne ujęcie z tej samej serii. Podpis również jest błędny: "Warszawa, 1947-05-01. Manifestacja pierwszomajowa na pl. Zwycięstwa. Nz. generał Zygmunt Berling (P) i operator Polskiej Kroniki Filmowej (PKF) Władysław Forbert." Przyznam, że nie liczyłem na rozpoznanie drugiej osoby na zdjęciu, a okazało się, że "mieszkaniec Pragi", to znany operator Kroniki Filmowej. Wcześniej zaś Władysław Forbert służył w I Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, nie był jednak zwykłym żołnierzem. Pracował dla Czołówki Filmowej Ludowego Wojska Polskiego, która miała za zadanie dokumentowanie wysiłku wojennego polskich formacji walczących u boku Armii Czerwonej. Berling był pierwszym dowódcą dywizji kościuszkowskiej, Panowie byli więc w momencie zrobienia zdjęcia starymi znajomymi. Jak widać to ani 1944, ani Praga, ani przypadkowi ludzie. Zapewne w jakimś wydawnictwie potrzebne było zdjęcie ilustrujące zdobycie Pragi, ale nie znaleziono odpowiedniej fotografii. Wykorzystano więc zdjęcie generała Berlinga. Trudno dziś oceniać czy był to błąd czy nadużycie, z pewnością jednak nie ma potrzeby, by dalej powielać błędny opis. 

(K)

środa, 23 września 2020

Beznadziejna(?) ruina

 

 W ostatnich dniach zostaliśmy poproszeni przez Pana Łukasza Karolewskiego z Narodowego Archiwum Cyfrowego LINK o pomoc w identyfikacji kilkunastu zdjęć znajdujących się w ich zasobach. Powyższe zdjęcie, również nie rozpoznane i dotychczas niedostępne online pochodzi z archiwum fotografii Stefana Rassalskiego. Typowy, na pierwszy rzut oka niczym nie wyróżniający się kadr, dokumentujący powojenne zniszczenia Warszawy. Zdanie, że sytuację dodatkowo utrudniał fakt, że fasady widocznych budynków przestały istnieć, co znacznie utrudnia identyfikację. Jedyną wskazówką mogła być otrzymana przez nas informacja, że kadr znajdował się na kliszy pomiędzy ujęciami z ulicy Senatorskiej i Miodowej. Pozwoliło mi to zawęzić zasięg poszukiwań do stosunkowo niewielkiego obszaru. Dodatkowym punktem zaczepienia mógł być widoczny na zdjęciu układ, który wskazywał na skrzyżowanie ulic. Wrażenie to podkreślał widoczny słup ogłoszeniowy, który to element małej architektury ulicznej bardzo często lokalizowano właśnie w okolicach skrzyżowań. Zacząłem więc przeglądać rejon na ortofotomapie z 1945 roku, która w tym wypadku stanowi najlepszy materiał porównawczy do poszukiwań. Przejrzałem kilkukrotnie całą zabudowę ulic Senatorskiej i Miodowej, jednak te gruzowiska, które dało się dostrzec na zdjęciach lotniczych nijak nie pasowały do układu pozostałej zabudowy. Trzeba było zatem przyjrzeć się przecznicom powyższych ulic.

Moją uwagę zwróciły jeszcze dwie rzeczy na fotografii. Pierwszą było to, że gruzowisko stanowiło zbyt regularną hałdę, rozdrobnioną na wręcz pojedyncze cegły, zupełnie różną od tego, co mogłoby być efektem bombardowania czy wysadzenia kamienicy, kiedy to fragmenty murów, belek stropowych i innych elementów zawalonego budynku tworzą bezładna mieszaninę. Oczywistym wydawało się więc, że nie może być ono widoczne na zdjęciach lotniczych z wiosny 1945 roku,  bo wtedy właśnie powstała ortofotomapa. Druga równie istotną sprawą  były widoczne po prawej stronie kadru dość potężne, ślepe ściany kamienic. Nie wyglądały na efekt zburzenia sąsiednich budynków, lecz raczej stanowiły oryginalny fragment zabudowy, czyli jak sądziłem były „plecami” sąsiadujących oficyn. Takie miejsce powinno już być dobrze widoczne na lotniczym fotoplanie.

I rzeczywiście, szukając dalej znalazłem takie miejsce przy ul. Kapucyńskiej. Rassalski wykonał fotografię z miejsca załamania biegu ulicy, omijającej klasztorny ogród, w kierunku ślepego zaułka odchodzącego od ulicy na południowy wschód, równolegle do kamienicy o adresie Kapucyńska 7. Zatem gruzowiska, które widzieliśmy na zdjęciu musiały być pozostałościami budynku frontowego kamienicy Kapucyńska 5 i 7.

Układ zachowanej oficyny bocznej oraz uszkodzeń stojących murów nie pozostawiał wątpliwości, co do miejsca uchwyconego w kadrze. Na szczęście zachowało się zdjęcie lotnicze z lat 20. XX wieku, udostępnione w serwisie POLONA, pokazujące ten fragment miasta przed zniszczeniem.

Dziś o tej wąskiej, nieco tajemniczej i meandrującej między posesjami w swym oryginalnym biegu uliczce, stanowiącej dojście do gmachu Hipoteki i gimnazjum im. Czackiego mało kto pamięta. Budowa Trasy W-Z kompletnie zmieniła układ urbanistyczny okolicy, ścierając do reszty z powierzchni ziemi istniejąca tu przed 1945 rokiem gęstą zabudowę. Obecnie ul. Kapucyńska o zmienionym przebiegu stanowi jedynie łącznik między Miodową i Trasą W-Z i pewnie niewielu mieszkańców stolicy kojarzy fakt jej istnienia.

(F)

sobota, 1 sierpnia 2020

Patrol megafonowy

Wiele razy wracałem do tego zdjęcia, wykonanego przez Tadeusza Bukowskiego podczas powstania warszawskiego w ciągu ostatnich kilku lat i ciągle sprawiało duży opór. Gdzieś na podwórzu fotoreporter uchwycił scenę transportu sprzętu przez partol megafonowy AK.

Fot. 1


Fot. 2

W albumie Warszawa w dniach powstania 1944, Warszawa 1980, s. 107 i 108, opisano te zdjęcia dość lakonicznie, wskazując miejsce wykonania - Powiśle. To znacznie ułatwiało obszar poszukiwań, jednak pierwsze próby nie przynosiły żadnych rezultatów. Było to dosyć frustrujące, wielokrotnie analizowałem wszystkie miejsca gdzie Bukowski pojawił się z aparatem fotograficznym i próbowałem wymyślać najbardziej karkołomne hipotezy, ale ciągle brakowało konkretu. Wiele razy poddawałem się, rezygnowałem, przekonując się w duchu, że to przecież podwórko, i że wszystkie wyglądają tak samo, i nie da się nigdy ustalić, gdzie te zdjęcia wykonano.

Rozwiązanie przyszło niespodziewanie kilka dni temu i jak to bywa, zagadka okazała się banalnie prosta. Wszystkiemu winna była ortofotomapa z 1945, która nie pokazywała stanu, uchwyconemu na fotografii, a także nieco wybujała fantazja. Początkowo sądziłem, że zdjęcie numer 2 jest pierwszym w kolejności - patrol wchodzi w bramę domu, a potem fotoreporter biegnie za nimi i robi zdjęcie na podwórzu. Jednak oba ujęcia wykonano z tego samego mniej więcej miejsca. Na rozwiązanie trafiłem przypadkiem, szukałem na lotniczych zdjęciach z powstania warszawskiego lokalizacji barykad i przeglądając jedną z fotografii Powiśla, aż oniemiałem:


Fotografię nr 1 wykonano przy bramie kamienicy na posesji Drewniana 7 (istnieje do dziś), a nr 2 w stronę nieistniejącego budynku przy Dobrej 37. Oba domy wzniesiono zapewne pod koniec lat trzydziestych, bo na ortofotomapie z 1935 jeszcze ich nie widać. To by także tłumaczyło, dlaczego na fotografii nr 1, elewacja kamienicy nie ma jeszcze położonego tynku. Na zdjęciu lotniczym widzimy też doskonale wydeptaną ścieżkę między obiema posesjami.

W numerze 8/2014 miesięcznika "Stolica" (na stronie 11) opublikowano zdjęcie patrolu z identyfikacją osób, które uwiecznił fotograf - podaje je tutaj, dla kompletności opisu:


Pozostała jedynie najprzyjemniejsza część identyfikacji - wykonanie wizji lokalnej i sfotografowanie bramy kamienicy przy Drewnianej 7 od strony podwórza w podobnym ujęciu. Stan na lipiec 2020 wygląda następująco (w nieco szerszym kadrze):

 
Powiśle w ostatnich latach zmienia się bardzo szybko, zabudowywany jest niemal każdy wolny skrawek gruntu. Nie wiadomo jak cała dzielnica będzie wyglądać za kolejne dziesięć, dwadzieścia lat. Miejmy nadzieję, że coś z historycznej tkanki jednak ocaleje.

(P)

PS. Okazało się, że istnieje jeszcze jedno ujęcie z serii, wykonane kilka kroków później, niż fot. 1. i bardziej w kierunku zachodnim. Zostało ono zamieszczone w albumie Miasto nieujarzmione, Warszawa 1957:




poniedziałek, 29 czerwca 2020

Baszta w podwórzu

W roku 2013 w serwisie aukcyjnym Ebay.de pojawiła się seria okupacyjnych zdjęć, przedstawiających różne obiekty rozrzucone po całym terenie Śródmieścia Warszawy. Lokalizacja większości była oczywista, jednak jedno prezentowało się bardzo tajemniczo:

Fot. 1

Zdjęcie to, wykonane przez przejazd bramny, przedstawia zrujnowane podwórko. Z lewej strony kadru widoczny jest nietypowy obiekt, przypominający basztę lub rotundę. Pewne nadzieje na identyfikację dawała widoczna w głębi charakterystyczna ściana szczytowa. Z uwagi na jej wysokość można się było spodziewać, że powinna być widoczna na innych zdjęciach wykonywanych w tej okolicy.

Zdjęcie pozostawało ciągle niezidentyfikowane, kiedy po kilku latach natrafiłem w tym samym serwisie na kolejne ujęcie tego samego miejsca:

Fot. 2

Dzięki nieco szerszemu kadrowi zobaczyć tu można wypalony budynek z prawej strony podwórka, niewiele to jednak pomagało w określeniu lokalizacji.

Zagadkę udało się rozwiązać przypadkiem, podczas przeglądania zdjęć przedstawiających zniszczoną ulicę Graniczną. Na jednym z nich zauważyłem wystającą ponad gruzy ścianę szczytową, identyczną ze ścianą zamykającą podwórko.

Fot. 3

Pozwoliło to zlokalizować zrujnowane podwórko gdzieś pomiędzy ulicą Królewską a Próżną. Poszukiwania na planie Lindleya pozwoliły ustalić, że jest to podwórko kamienicy o adresie Królewska 49. Okazało się, że skojarzenie z basztą było uzasadnione – znajdująca się w głębi podwórka oficyna ozdobiona była dwiema narożnymi wieżami i z powodu oryginalnego wyglądu nazywano ją ‘Zameczkiem’. Można ją zobaczyć na zdjęciu zamieszczonym w portalu Warszawa 1939: LINK. Wieża zachodnia była okrągła, wschodnia - kwadratowa. Obie wieże widać doskonale na reprodukowanym poniżej wycinku planu Lindleya.


Kamienica Królewska 49 spłonęła we wrześniu 1939. Pozostałości budynku frontowego i bramy wiodącej na podwórze są widoczne na poniższym zdjęciu:

Fot. 4

Najbardziej zaskakująca jest jednak to, że ściana szczytowa, która umożliwiła identyfikację istnieje do dziś. Należy ona do budynku Próżna 12 i prezentuje się następująco:

Fot. 5

Budynek wpisany jest do rejestru zabytków, a niedawno wykonany remont pozwala mieć nadzieję, że ten ostaniec przedwojennej zabudowy przetrwa kolejne lata w dobrym stanie.

(nuro)

środa, 13 maja 2020

Wrześniowa złomownia

Prezentowane dziś zdjęcie pojawiło się w roku 2015 na portalu aukcyjnym Ebay.de i opisane było jako "ruiny fabryki w Warszawie":

Widoczny na zdjęciu w tle nieukończony, nowoczesny budynek przemysłowy ma bardzo charakterystyczny wygląd, ale nie pamiętałem go z jakichkolwiek innych znanych mi zdjęć Warszawy. Składowisko złomu widoczne na pierwszym planie mogłoby wskazywać na jakąś hutę, co czyniło lokalizację warszawską jeszcze bardziej wątpliwą. 

Dopiero kilka lat później, przeglądając inne zdjęcia na tym samym portalu, zwróciłem uwagę na słabo widoczną zza drzew żelbetową konstrukcję, do złudzenia przypominający obiekt z zagadkowego zdjęcia.


Tym razem z lokalizacją nie było większych problemów - zdjęcie wykonano z wiaduktu Mostu Poniatowskiego, a w centrum kadru widoczny jest charakterystyczny gmach ZUS przy ulicy Czerniakowskiej 231. Żelbetowy budynek musiał więc mieścić się na terenie gazowni przy ulicy Ludnej. Jest on dobrze widoczny na ortofotomapie z roku 1945 – dzięki solidnej konstrukcji przetrwał okupację i powstanie warszawskie w całkiem dobrym stanie.


Złomownia znajdowała się już za płotem Gazowni, na terenach należących do firmy Lilpop, Rau i Loewenstein. Większość zabudowy tej fabryki rozebrano jeszcze przed wojną. Ruina widoczna przy prawej krawędzi identyfikowanego zdjęcia jest pozostałością jednego z budynków fabrycznych. Żelbetowy budynek należący do Gazowni widać także na jednym ze zdjęć prezentowanych w serwisie NAC (sygnatura 3/13/0/-/15):


Kubie udało się odszukać bardzo ciekawe materiały dotyczące tego budynku. Otóż, zgodnie z notatką zamieszczoną przez "Dziennik Zarządu Miejskiego w m.st. Warszawie" (1938 nr 67-68, str. 14-15) miał on pomieścić Warsztaty i Centralę Gazomierzy:



Zdjęcie makiety tego budynku zamieścił także "Przegląd Techniczny" w numerze 24/25 z 1938:


Przed wojną udało się wybudować tylko jedno, z dwóch planowanych skrzydeł. Jak widać na identyfikowanym zdjęciu, nie udało się go jednak ukończyć. Nowa zabudowa Gazowni była tylko częścią szeroko zakrojonego planu przebudowy tej części Powiśla. Planowano reprezentacyjną dzielnicę, wytyczenie nowych ulic i terenów zielonych. Więcej informacji na ten temat znaleźć można na profilu Warszawski Modernizm: LINK.
Warsztaty Gazowni okazały się jedynym zrealizowanym elementem tego zupełnie dziś zapomnianego planu przebudowy. Budynek otrzymał po wojnie adres Kruczkowskiego 2 i ciągle był wykorzystywany przez Gazownię Warszawską. Wielokrotnie mijałem go idąc ulicą Ludną; mimo pokaźnych rozmiarów nie rzucał się jednak w oczy i nigdy nawet nie pomyślałem, że jest to budynek przedwojenny. Można go jeszcze wypatrzyć za zasłoną drzew na najstarszym z dostępnych zdjęć w serwisie Google Street View z roku 2009: LINK.
Rozebrano go kilka miesięcy później - w tym miejscu powstało następnie osiedle apartamentowców. Stojący obecnie u zbiegu Ludnej i Kruczkowskiego gmach odziedziczył adres Kruczkowskiego 2 i ciągle mieszczą się tam biura Gazowni. To ostatni ślad "gazowej" historii tego miejsca, historii, która liczy sobie ponad 160 lat.

(nuro, K)

czwartek, 16 kwietnia 2020

Kolejne anonimowe podwórko?



Powyższe zdjęcie pochodzi z rodzinnych zbiorów Pana Jurka Rosłana, któremu przy okazji serdecznie dziękujemy za możliwość pokazania go na naszym blogu. Na fotografii uwieczniono grupę kolegów, podobno w Warszawie. Mogło się wydawać, że ustalenie miejsca jej wykonania będzie dosyć trudne, jeśli w ogóle możliwe. Zdjęcie zrobiono na podwórku, a w takim przypadku identyfikacja zawsze sprawia pewien kłopot. O ile dysponujemy zdjęciami porównawczymi fasad kamienic, wyglądu ulic, czy placów, to podwórka rzadko fotografowano. Jednak w przypadku tego zdjęcia było coś, co sprawiło, że zaświtała mi nadzieja na identyfikację. To informacja od Pana Jurka, że jego Tata, uwieczniony z kolegami na zdjęciu, "uczęszczał do Technikum Kolejowego w Warszawie". Był to trop wart sprawdzenia. Od razu przyszedł mi do głowy budynek Szkoły Technicznej Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, czyli późniejszej Państwowej Średniej Szkoły Technicznej Kolejowej. Placówka mieściła się przez lata w nieistniejącym dziś gmachu przy ulicy Chmielnej 88/92: LINK. Uznałem, że warto sprawdzić, czy to właśnie na podwórzu tego budynku nie wykonano przypadkiem tej fotografii. 

Układ zabudowy działki był dość charakterystyczny i zdawał się pasować do zdjęcia. By się mu dokładniej przyjrzeć skorzystałem z serwisu mapowego urzędu miasta:


Widoczny w tle budynek byłby wtedy tyłem oficyny poprzecznej na działce przy ulicy Złotej 55. Postarałem się dopasować wszystkie widoczne elementy do planu. 


Oto osiągnięty efekt - wszystko pasuje. Niebieską linią zaznaczyłem płot, który wydaje się stać w jednej linii z fasadą zaznaczoną na zielono, ale przyjrzawszy się dokładniej stwierdziłem, że znajduje się nieco bliżej fotografa. 


Zabudowa posesji została znacznie uszkodzona w czasie II wojny światowej. Chyba jedynym zdjęciem, na którym widać wnętrze podwórza, jest to z Archiwum w Marburgu, które zrobiono latem 1944 roku. Co prawda nie ma już części zabudowy działki, ale i tak może ono być nam pomocne. 


Widać jednak dach oficyny Złotej 55 z mansardowymi oknami i nieco wysuniętą osią klatki schodowej (poniżej zaznaczyłem ją białą linią). Stoi też oficyna uwidoczniona na poprzednich zdjęciach kolorem zielonym. Wszystkie szczegóły pasują, a nietypowy jak na Warszawę układ posesji - z przesuniętą "zieloną" oficyną poprzeczną - właściwie wyklucza by zdjęcie mogło być zrobione w innym miejscu. Młodzieńcy stali więc w miejscu, w którym dziś znajduje się część CH Złote Tarasy. Gmach dawnej szkoły kolejowej rozebrano bowiem w 1975 roku, w czasie budowy Dworca Centralnego.

(K)

poniedziałek, 23 marca 2020

Parking w miejscu ruin

Ostatnio na facebookowym profilu Narodowego Archiwum Cyfrowego wpadło mi w oko, takie oto zdjęcie pochodzące z zespołu Socjalistycznej Agencji Prasowej:


Muszę przyznać, że od razu rozpoznałem miejsce wykonania zdjęcia, ponieważ już wcześniej mnie zainteresowało. To samo miejsce widać też na zdjęciu poniżej (LINK).


Dzięki układowi zabudowy szybko ustaliłem, że to Marszałkowska w miejscu przedwojennej kamienicy nr 89 (widok na północ, wysoka kamienica w tle miała adres Marszałkowska 94 i stała na rogu z Nowogrodzką). W zbiorach Narodowego Archiwum Cyfrowego można znaleźć jeszcze jedno zdjęcie tych samych pawilonów w budowie. Opis obrazu był dość ogólnikowy: Warszawa. Budowa parkingu na rogu ul. Marszałkowskiej i Wspólnej. Data wydarzenia: 1941-10.


Najciekawsza w nim była data! Nie były to powojenne pawilony prywatnej inicjatywy, jak początkowo sądziłem, lecz powstały jeszcze w trakcie okupacji. Zdjęcie pochodziło z zespołu Wydawnictwo Prasowe Kraków-Warszawa. Przyjąłem, że z dużym prawdopodobieństwem było opublikowane w okupacyjnej prasie, a ponieważ chciałem dowiedzieć się nieco więcej, więc postanowiłem je odnaleźć. Aż trudno mi było uwierzyć, że dzięki dygitalizacji czasopism okazało się to dziecinnie proste - wystarczyło wpisać "parkplatz" w wyszukiwarkę Mazowieckiej Biblioteki Cyfrowej, sprawdzić numer pokrywający się z datą i voila!


Notka zatytułowana jest "Gdzie wcześniej ruiny - teraz parking i nowe budynki" i miała ukazywać "niemieckie dzieło odbudowy w Generalnym Gubernatorstwie". Propagandowy podpis pod zdjęciem głosi mniej więcej, że w centrum Warszawy, na rogu Marszałkowskiej i Wspólnej, w miejscu zniszczonych domów, powstaje nowy parking, który pomieści około dwudziestu samochodów. Oznacza to, że nie tylko znika kolejna część ruin, ale jednocześnie brana jest pod uwagę pilna potrzeba takich miejsc parkingowych, zwłaszcza w okolicy zatłoczonej Marszałkowskiej. Wjazd i wyjazd z parkingu znajdował się od ulicy Wspólnej. Razem z parkingiem powstały sklepy i lokale użytkowe otaczające parking, które są dostępne od ulic Marszałkowskiej i Wspólnej.
Wątek niemieckiej "odbudowy" Warszawy gościł w nazistowskiej propagandzie tylko na początku okupacji, kiedy jeszcze starano się zachować jakieś pozory normalności pod rządami III Rzeszy na terenie GG. Sama budowa niewielkiego parkingu nie była właściwie żadną inwestycją, a nawet ją starano się propagandowo zdyskontować. Jedyną korzyścią z tego faktu jest to, że dzięki temu dysponujemy jego zdjęciem. Pawilony wyremontowano po wojnie i dalej pełniły swoją funkcję, pewnie aż do poszerzenia Marszałkowskiej w 1954 roku. Nie istniały więc długo, ale były kilkukrotnie fotografowane. 
Kolejne ich zdjęcia znalazłem we wspomnianym już zespole Socjalistycznej Agencji Prasowej -  tym razem sfotografowana została mieszcząca się w nich księgarnia "Wiedza".


Szybkie porównanie z okupacyjnym zdjęciem i szczegółami tła na nim wystarczy, żeby stwierdzić, że to te same pawilony. Na drugim zdjęciu zaś w szybie odbijają się napisy z pierwszego zdjęcia w tym wpisie.


Całą serię zdjęć można zobaczyć na portalu Szukaj w Archiwach: LINK. Wszystkie poza ostatnimi dwoma zrobiono przy "naszych" pawilonach. Dysponujemy też innym okupacyjnym zdjęciem tego miejsca sprzed budowy pawilonów. Zostało ono opisane na naszym blogu w tym wpisie: LINK. Na końcu wypada wspomnieć, że obecnie w miejscu parkingu przebiega poszerzona Marszałkowska, a pawilon z księgarnią "Wiedza" zastąpił blok Marszałkowska 87.

(K)



wtorek, 31 grudnia 2019

Zapomniana kawiarnia Sułtan

Zdjęcia wnętrz budynków zwykle sprawiają nam najwięcej kłopotów. Ja sam często uznaje je za praktycznie nie do rozpoznania, ale nie zawsze tak bywa. Niedawno w nowej odsłonie serwisu Szukaj w Archiwach pojawiła się seria zdjęć Stefana Rassalskiego, podpisana jako kawiarnia "Sułtan": LINK




Nazwa ta kojarzy się ze słynną kawiarnią na Saskiej Kępie przy Obrońców 12a (obecnie w tym miejscu znajduje się lokal o nazwie "Maska"), stąd przypuszczenie użytkowników serwisu Fotopolska, że to wnętrze lokalu przy ulicy Obrońców. Ja jednak od razu odrzuciłem ten trop. Wnętrza na zdjęciach Rassalskiego są zupełnie inne i o wiele bardziej przestronne. Uznałem, że to jedna z licznych kawiarni, które pojawiły się w powojennej Warszawie, przeżyły krótki okres popularności i wkrótce padły ofiarą nowego ustroju. Choć starannie wykończone wnętrze o tym nie świadczy, to uznałem za prawdopodobne, że lokal znajdował się w jednym z prowizorycznie wyremontowanych budynków, gdzieś przy parterowej Marszałkowskiej lub w Alejach Jerozolimskich (wówczas częściowo jeszcze pod nazwą Al. Sikorskiego!). Przypuszczałem, że charakterystyczną nazwę z adresem uda się znaleźć w prasie z epoki i faktycznie po dłuższych poszukiwaniach znalazłem króciuteńkie ogłoszenie w gazecie "Wieczór" z 22 grudnia 1947 roku:


Brzmiało obiecująco, ale jak potwierdzić, że to faktycznie ten sam lokal? Nadzieję wzbudzało zdjęcie, na którym poza kawiarnianym kontuarem widoczny był fragment widoku z okna. 


Obraz był mocno przepalony, ale dzięki wysokiej rozdzielczości zdjęcia i chwili zabawy z kontrastem udało mi się uzyskać dość zadowalający efekt.


Teraz wystarczyło porównać ten widok z budynkami naprzeciwko Marszałkowskiej 47. Kamienica Marszałkowska 36 praktycznie przestała istnieć, zostały więc tylko Marszałkowska 34 i 32. Oględziny elewacji w referacie gabarytów nie pozostawiały wątpliwości, że to ten sam budynek - LINK. Na wszelki wypadek zestawiłem charakterystyczne elementy elewacji:


Analiza detali architektonicznych była wystarczającym potwierdzeniem tropu z ogłoszenia prasowego w "Wieczorze". Skoro za oknem widać kamienicę Marszałkowska 32, to kawiarnia "Sułtan" ze zdjęć Stefana Rassalskiego musiała mieścić się przy Marszałkowskiej 47. Oba budynki były mocno zniszczone i zostały zburzone w ciągu najbliższych lat po zrobieniu zdjęcia, by ustąpić miejsca nowej zabudowie. Właściwie zdjęcia te są niemal jedynymi śladami istnienia kawiarni "Sułtan", której właściciel próbował jakoś się odnaleźć w trudnych, powojennych czasach.

(K)

wtorek, 3 grudnia 2019

Na schodkach


Dziś chcielibyśmy zaprezentować kolejne z puli zdjęć, jakie otrzymaliśmy z Żydowskiego Instytutu Historycznego: LINK, z prośbą o pomoc w identyfikacji. Tak jak i wcześniej prezentowane kadry, także ta fotografia pochodziła z niemieckiego albumu, należącego do niejakiego Maxa Kockela, zarządzającego zakładami "Ursus" w Czechowicach.  Jak widać, kadr jest tu bardzo wąski, co niezbyt optymistycznie zapowiadało możliwość ustalenia dokładnej lokalizacji zdjęcia. W zasadzie jedyną wskazówka było to, że zdjęcie mogło (choć wcale nie musiało) być wykonane na terenie obecnej warszawskiej dzielnicy Ursus. Przyznam, że sam byłem dość sceptycznie nastawiony do jakichkolwiek szans identyfikacji tego kadru, więc fotografia została  tymczasem odłożona na bok. Ale jak to w życiu  często bywa, w rozwiązaniu zagadki trochę pomógł przypadek.

Od dłuższego czasu głowiłem się nad zupełnie innym zdjęciem, znalezionym wiele lat temu na jednym z portali aukcyjnych. Sprawy nie ułatwiał fakt, że ortofotaomapa z 1945 roku nie obejmuje w ogóle terenów obecnego Ursusa, a jedynie zaledwie niewielki fragment Włoch.
Na szczęście, na stronie Urzędu Miasta st. Warszawy uruchomiono kilka miesięcy temu kolejny serwis mapowy "Warszawa ukośna": LINK, oferujący widoki miasta wykonane pod kątem 45 stopni z czterech kierunków świata. To niesamowite ułatwienie dla nas i innych osób próbujących lokalizować miejsca i obiekty utrwalone na dawnych zdjęciach. Tajemnicza fotografia przedstawiała co prawda jedynie niewielki fragment skromnego modernistycznego domu z lat 30. XX wieku, z zaokrąglona partią narożnika, dość typowego dla tamtej okolicy, jednak było parę charakterystycznych detali, przede wszystkim forma schodków, które, jak sądziłem pozwolą zidentyfikować to konkretne miejsce. O ile budynek w ogóle jeszcze istniał. Z zapałem zabrałem się do poszukiwań i już po kilkunastu minutach znalazłem spory dom na rogu ul. Regulskiej i Prażmowskiej, który wydawał mi się tym, czego szukałem.


Ukośna fotomapa nie pozwalała jednak na dostrzeżenie wszystkich szczegółów budynku, więc należało się posiłkować widokiem z poziomu ulicy, jakie oferuje Google Street View. W pierwszej chwili współczesny widok budynku nieco mnie rozczarował. Jak się okazało, w 2009 roku budynek przeszedł remont-termomodernizację, podczas którego, elewacja została docieplona styropianem. Jednak przyglądając się dokładniej, widać było, że remont jak na polskie realia przeprowadzono dość subtelnie i pomijając dyskusyjną i zbyt kontrastową moim zdaniem kolorystykę budynku, starano się zachować oryginalne podziały na elewacji, w tym płyciny, w których umieszczane były piony otworów okiennych. Na szczęście, choć nieco zniszczone, zachowały się w oryginalnej formie schodki do narożnego lokalu z dość charakterystycznymi murkami flankującymi stopnie. Również poddział okienek piwnicznych wskazywałby, że mamy do czynienia z tym samym budynkiem, który widzimy na niemieckim zdjęciu:


Co prawda nie udało mi się znaleźć ostatecznego, stuprocentowego dowodu potwierdzającego słuszność identyfikacji, jednak sądzę, że na 99%  jest ona właściwa. Dość okazały dom, stojący w niezbyt wielkiej odległości od fabryki "Ursus" w Czechowicach jak najbardziej mógł być kwaterą dla niemieckich żołnierzy, czy okupacyjnych urzędników.

PS.
Kilka dni temu odezwał się do nas prowadzący na FB profil Warszawski Flaner LINK , gdzie opublikował zdjęcie identyfikowanego budynku sprzed remontu, pokazujące szczegóły elewacji. Myślę, że jest to ostateczny dowód potwierdzający poprawność identyfikacji. Za zgodą autora publikujemy niniejszą fotografię.



(F)

środa, 13 listopada 2019

Temat skrojony na miarę


W związku z kolejną rocznicą Września 1939, trafiłem w Internecie przypadkiem na zdjęcie przedstawiające kopanie rowów przez dzieci. Sprzedawca zamieścił informację, jakoby jego autorem był Julien Bryan, ale z informacji zawartych na rewersie, nie do końca jest to takie oczywiste: LINK, poza tym, że zdjęcie wykonano dla amerykańskiej agencji prasowej ACME Newspictures: LINK. Podana data - 4 września 1939 też wyklucza taką możliwość, Bryan dotarł do Warszawy nocą z 6 na 7 września. Ale zostawmy kwestię autorstwa na boku.

Z wielkim zapałem przystąpiłem do próby odszukania miejsca, gdzie wykonano tę fotografię. Choć głównym tematem były dzieci kopiące rów, w tle znalazły się drzewa, jakiś kiosk i zabudowa, co wszystko razem zapowiadało duże szanse na rozwiązanie zagadki.

Z zachowanych zdjęć, przedstawiających kopanie rowów w Warszawie we wrześniu 1939, najbardziej znane przedstawiają takie miejsca jak: skwer przed Zachętą na placu Małachowskiego, plac Narutowicza, plac Weteranów i ulicę Targową (autorstwa Juliena Bryana) i aleję Wojska Polskiego na Żoliborzu (autorstwa Antoniego Snawadzkiego: LINK). Ta ostatnia lokalizacja, także ze względu na obecność młodzieży szkolnej, wydała mi się najbardziej prawdopodobna, więc moje poszukiwania zacząłem od sprawdzania placu Inwalidów i najbliższych okolic. Ale jakkolwiek bym się nie wpatrywał w zdjęcia lotnicze Żoliborza, nic mi się to nie chciało zgodzić. Dla spokoju sumienia przejrzałem inne warszawskie place, które z grubsza mogły wchodzić w grę, ale tu też nic się nie zgadzało.

I kiedy już niemal całkowicie zrezygnowany, uznałem, że zagadka przerasta moje możliwości, Fryderyk z życzliwym pozdrowieniem, przesłał mi to samo zdjęcie w nieco szerszym ujęciu, zaczerpnięte z amerykańskiej agencji fotograficznej Getty Images: LINK


Te brakujące u góry 2 centymetry, czy ileż ich tam przyciął reporter dla większej wyrazistości kompozycyjnej kadru wiele wyjaśniały. Od razu wróciłem na Żoliborz, i aby formalności stało się zadość, dopasowałem odpowiednie miejsce. Żeby było śmieszniej, w pierwszych próbach przymierzałem ten kadr do budynków V Państwowego Gimnazjum i Liceum im. księcia Józefa Poniatowskiego przy ulicy Felińskiego 15, ale brakowało pewności układu zabudowy, który jest bardzo czytelny na zdjęciu przed wykadrowaniem. Oczywiście rów kopano w alei Wojska Polskiego. Na ortofotomapie z roku 1945 ujęcie to wygląd mniej więcej tak:


Wszelkie wątpliwości rozwiewa charakterystyczny układ okien w budynku widocznym w tle po prawej stronie - to elewacja bloku przy alei Wojska Polskiego 29, od strony ulicy Bitwy pod Rokitną: LINK. Nauczka na przyszłość - przed braniem na warsztat zdjęć agencyjnych warto się szerzej rozejrzeć, za możliwie najpełniejszym kadrem. Nawet jeśli z punktu widzenia historyka sztuki jest to odzieranie fotografii z jej autorskich decyzji.

(P, F)