czwartek, 29 stycznia 2015

Piekielni jeźdźcy


Zdjęcie znalezione na portalu aukcyjnym Ebay.de ukazuje wjazd niemieckiej kolumny motorowej do miasta, zapewne na początku października 1939. Buchające kłęby dymu, sceneria ruin i kamienne twarze przyglądających się żołnierzy, sprawiły, że to dość przypadkowe zdjęcie, wykonane z jadącego samochodu, stanowi niesamowity dokument epoki.

Z ustaleniem miejsca wykonania zdjęcia nie było większego problemu, przede wszystkim za sprawą widocznego w tle (drugi od prawej) budynku. To Willa Malinowskich, czyli tzw. Dom Pod Skarabeuszami przy ul. Puławskiej 101: LINK. Spalony budynek po lewej, stojący szczytem do ulicy Puławskiej stał vis-a-vis wylotu ulicy Ursynowskiej. Obecnie w jego miejscu znajduje się wejście na teren Skweru im. Olgi i Andrzeja Małkowskich (wielkich propagatorów idei skautingu w Polsce), udekorowane głazami narzutowymi, które wydobyto podczas drążenia pierwszej linii metra: LINK.

(K)

wtorek, 27 stycznia 2015

Ruiny Rzymu

Tydzień temu, wśród zdjęć zrujnowanej Warszawy na portalu aukcyjnym Ebay.de pojawiło się następujące ujęcie:


Z uwagi na bardzo wąski kadr rozpoznanie miejsca wydawało się zadaniem dość karkołomnym, choć charakterystyczny kształt wypalonych otworów dawał pewne nadzieje na sukces. Po sprawdzeniu kilku najbardziej prawdopodobnych lokalizacji nic jednak nie osiągnąłem i zdjęcie trafiło do katalogu 'nierozpoznane'. Ku mojemu zaskoczeniu już kilka dni później, na innej aukcji zauważyłem bardzo podobną ścianę wypalonego budynku. Porównanie szczegółów nie pozostawiało wątpliwości, że oba zdjęcia przedstawiają ten sam obiekt:



Lokalizacja była oczywista – to ulica Trębacka, z charakterystycznymi ruinami Domu Dochodowego Teatrów Warszawskich (po lewej): LINK. Na pierwszym planie widzimy natomiast narożnik Trębackiej i Focha, a wypalone ruiny to pozostałości Hotelu Rzymskiego: LINK

Identyfikacja udała się tylko dzięki szczęśliwemu przypadkowi, gdyż interesująca nas ściana została bardzo szybko rozebrana i na większości zdjęć przedstawiających ruiny Hotelu Rzymskiego w tym miejscu zieje zazwyczaj wielka wyrwa: LINK.

nuro

niedziela, 25 stycznia 2015

Z wózkiem przez Mokotów


Prezentowane dziś zdjęcie pochodzi z profilu na pewnym portalu społecznościowym o rekordowo długiej nazwie: Archiwum Historii Mówionej - Dom Spotkań z Historią/Ośrodek KARTA (uff!): LINK, który jednak gorąco w imieniu całego naszego Zespołu polecamy! Fotografia pochodzi z domowego archiwum Pana Janusza Jarzęckiego. Zdjęcie przedstawia dwie panie z wózkami dziecięcymi, budujące się jeszcze osiedle. To miła odmiana tematyczna od większości z prezentowanych na naszym blogu zdjęć, zwykle przedstawiających wojnę, śmierć i ruiny. Tu widać życie!

Ustalmy więc, w jakim miejscu się wykonano fotografię. To rondo Pawła Jasienicy, czyli dla mniej zorientowanych w coraz częściej pojawiających się nazwach nawet najmniejszych skwerków, po prostu skrzyżowanie ulicy Dąbrowskiego z Łowicką: LINK. Widoczny za paniami blok ma adres Dąbrowskiego 75 i jego charakterystyczny układ okien bardzo pomógł w identyfikacji. W tle po lewej widać niskie bloki Dąbrowskiego 82A, 82B i 82C, a nad nimi górują przedwojenne kamienice o adresach al. Niepodległości 127 i 129.  Drugą okolicznością, która ułatwiła mi identyfikację był fakt, że ja sam spędziłem dzieciństwo na Górnym Mokotowie i mnie również moja Mama woziła wózkiem (choć już zupełnie innym) przez osiedle WSM Mokotów. Kilka lat później już samodzielnie spacerowałem w tych okolicach i dlatego miejsce to od razu wydało mi się znajome.

Wróćmy jednak do zdjęcia. Wykonano je zapewne na przełomie lat 40. i 50. XX wieku, kiedy to mokotowskie osiedle powstawało. Zdają się to potwierdzać, oczywiście poza nieotynkowanym jeszcze blokiem i drewnianymi szpulami kablowymi, także widoczne wózki. Ten model był bardzo popularny niedługo po wojnie, zwróćcie uwagę jak futurystyczny miały one kształt: LINK (zdjęcie z bloga "Zatrzymać Czas": LINK).

Możliwe że i w Waszych albumach znajdują się podobne, "wózkowe" zdjęcia, z lokalizacją których macie problemy? Zachęcamy do dzielenia się nimi!

(K)

czwartek, 15 stycznia 2015

Blumenstrasse


Zdjęcie pochodzące z portalu aukcyjnego Ebay.de, przedstawia niemieckiego żołnierza podczas spaceru jedną z ulic okupowanej Warszawy. Obrazek niemal sielski i o tyle wyjątkowy, że nie ma na nim żadnych ruin. Ulica w tle tętni życiem i sprawia pozory normalności. Fotografię wykonano na ul. Mazowieckiej, co udało się ustalić niemal natychmiast. Po prawej widzimy kamienicę Zamoyskiego pod nr 10: LINK, z szyldem "Apteki Mazowieckiej" dra Antoniego Sklepińskiego. W kamienicy tej swoją siedzibę do roku 1944 miało także Polskie Towarzystwo Astrologiczne, któremu prezesował Jan Dzierzbicki.

Nazwa ulicy podczas okupacji została zmieniona na "Blumenstrasse" czyli Kwiatową, co zapewne wiązało się z dążeniem do wymazywania śladów polskiej tradycji i historii w nazewnictwie miejskim. Piszę "zapewne" ponieważ działania niemieckich władz okupacyjnych w zakresie zmiany nazw ulic i placów były bardzo chaotyczne, doraźne i w gruncie rzeczy dość bałaganiarskie. Część nazw zmieniono dla ułatwienia orientacji niemieckim szoferom. I tak np. ulicę Marymoncką przemianowano na Modlińską, a Modlińską na Bałtycką. Z niewiadomej przyczyny Skolimowską zamieniono na Tyrolską. Niektóre nazwy polskie tłumaczono na niemiecki, i tak Chmielna została "Hopfenstrasse", Bracka "Ordenstrasse" ale już pobliskiej Złotej nie ruszano tworząc dziwolągi w stylu "Zlotastrasse" czy "Jasnastrasse". Z Blumenstrasse, czyli Mazowiecką, było o tyle zabawnie, że na Mokotowie była już ulica Kwiatowa, którą dla (niemieckiego?) porządku zapisywano jako "Kwiatowastrasse".

Polskie podziemie i tzw. "mały sabotaż" odpowiedziały na zmianę nazw ulic szeregiem akcji propagandowych, podczas których na budynkach nalepiane były nowe nazwy, o charakterze patriotycznym. Kilka zdjęć, dokumentujących tego rodzaju akcje znajdziemy w zbiorach Studium Polski Podziemnej, np to: LINK.

(P)

wtorek, 13 stycznia 2015

Plac przeładunkowy



Czasami na naszym blogu pokazujemy i opisujemy fotografie, których identyfikacja (ustalenie miejsca wykonania) nie stanowi problemu, jednak w naszym odczuciu są na tyle wartościowym materiałem ikonograficznym, że zasługują na szerszą popularyzację. Powyższe zdjęcie pochodzi ze zbiorów fotograficznych archiwum Yad Vashem: LINK. Fotografia ta nie jest tylko przypadkowym obrazem, uchwyconą egzotyczną sceną, jak to często miało miejsce w wypadku zdjęć z terenu getta, wykonywanych przez niemieckich żołnierzy, którzy trafiali do dzielnicy zamkniętej w ramach obowiązków służbowych (należy pamiętać, że pobyt na terenie getta warszawskiego był dla niemieckich żołnierzy dozwolony jedynie na podstawie ważnej przepustki). Tu mamy do czynienia z fotografią propagandową, będącą częścią większej serii pokazującej funkcjonowanie getta, jako machiny pracy przymusowej, produkującej na potrzeby III Rzeszy, o której sprawne funkcjonowanie troszczą się niemieckie władze. Jak doskonale wiemy było to jedynie stwarzanie pozorów – los getta warszawskiego i stłoczonych w nim ludzi – zbliżał się nieuchronnie, dzień po dniu, do ostatecznej zagłady.

Samo miejsce wykonania fotografii to teren bocznic kolejowych składów magazynowych Miejskich Zakładów Zaopatrywania Warszawy, przylegających do ulic Dzikiej i Stawki, znanych bardziej pod okupacyjną nazwą „Umschlagplatz”. Na ortofotomapie złożonej z arkusza 1935 i 1945, kadr prezentuje się następująco:


Widać dość dobrze zachowaną jeszcze zachodnią pierzeję ulicy Dzikiej, od narożnika z ul. Szczęśliwą (od lewej, nr 9) mieszczącego kino „Unia” do załamania biegu ulicy z narożnym budynkiem nr 19. Kilkanaście miesięcy później, najpierw powstanie w getcie, a potem Powstanie Warszawskie przyniesie zagładę większości widocznej na zdjęciu zabudowy. Do chwili obecnej z uwiecznionych na zdjęciu budynków istnieje jedynie modernistyczna kamienica Goldbandów (nr 17), trwająca jakby na przekór historii i losom ulicy. Współcześnie okolica  wygląda całkowicie odmiennie, mocno zabudowana budynkami  i praktycznie niemożliwe jest wykonanie podobnego ujęcia w tak szerokiej perspektywie.

(F)

środa, 7 stycznia 2015

Nie przenoście nam stolicy do Krakowa


Powyższe zdjęcie pochodzi z albumu Johna Vachona, Trzy razy Polska, wydanym przez Dom Spotkań z Historią w roku 2014. Umieszczono je w rozdziale Warszawa 1963, na stronie 143 z podpisem: "Dzieci w mundurkach szkolnych na jednej z ulic w centrum". Amerykański fotograf trzykrotnie odwiedził Polskę w roku 1946, 1956 i 1963. Podczas tych wizyt dokumentował przede wszystkim życie codzienne powojennej Polski. Zebrany w albumie materiał to niesamowita próbka reporterskiego kunsztu Vachona, który powinien zainteresować nie tylko miłośników polskiej przeszłości.

Ale wróćmy do zdjęcia. Nieotynkowany budynek w tle strasznie mnie drażnił. Wyglądał jakoś tak "typowo warszawsko" a jednocześnie nie przypominał niczego konkretnie. Zastanawiałem się czy to nie efekt położenia tynku (a obecnie jeszcze dodatkowo np. styropianu), ale były to rozpaczliwe próby uchwycenia istoty rzeczy. Kolumnada i schodki przypominały mi nieco budynki przy ulicy Kasprowicza, które również stały przez wiele lat "gołe", dopóki wreszcie gdzieś w latach 80 nie przykryto je szarym tynkiem. Skojarzenia z hutą były o tyle trafne, że po wyczerpaniu pomysłów na Warszawę, ruszyłem na poszukiwania w Polskę. Jako pierwsze miasto wybrałem Karków, a dokładnie Nową Hutę. Strzał był celny. Po pięciu minutach oglądania Mapy Google'a właściwy budynek odnalazłem na Osiedlu Uroczym - to blok nr 1 LINK, leżący przy obecnej ulicy Rydza Śmigłego (wówczas Armii Radzieckiej). Obecnie budynek wygląda tak: LINK.

Nic dziwnego, że trudno było precyzyjnie opisać takie zdjęcie. W moim przekonaniu, w tego rodzaju przypadkach, opisy fotografii powinny być bezwarunkowo opatrywane klauzulą "miejsce nieustalone" albo "prawdopodobnie jest to..." Tym bardziej jeśli coś nam się wydaje a nie jesteśmy do końca pewni. Bywa, że sam Autor popełni błąd w swoich zapiskach, zwłaszcza jeśli jest cudzoziemcem i dokonuje ich z pewnej czasowej perspektywy. To nie grzech nie wiedzieć wszystkiego, a pomyłka to ludzka rzecz. Nie chcemy tu nikogo krytykować. Staramy się jedynie, aby z każdą zlokalizowaną fotografią wątpliwość tego rodzaju pojawiały się rzadziej.

P.

wtorek, 30 grudnia 2014

Najważniejsze fotografie pod choinkę


Listów do Św. Mikołaja pisać już nie muszę. Sympatyczny starzec z długą siwą brodą doskonale wie, jakie prezenty sprawiają mi największą radość. A że w mijającym roku na rynku wydawniczym ukazała się cała masa varsavianistycznych książek, tegoroczna choinka ledwo mieściła się nad górą wspaniałych prezentów. Jednym z nich był piękny album Grzegorza Jasińskiego, Powstanie Warszawskie. Najważniejsze fotografie, Wydawnictwo RM, 2014.

Choć wydawałoby się, że temat Sierpnia '44 jest już fotograficznie "mocno ograny" i trudno wyszukać "nieznane" zdjęcia, to okazuje się, że wciąż istnieje sporo takich, których lokalizacja nie do końca została ustalona. I dotyczy to także fotografii o statusie "najważniejsze", co wskazuje nam podtytuł wspomnianej publikacji. Oczywiście z tego rodzaju wyborami zawsze można polemizować, ale nie to jest przedmiotem mojej analizy. Ze strony 92 tego albumu zaczerpnąłem powyższe zdjęcie autorstwa Joachima Joachimczyka, które opisano wprawdzie bardzo obszernie, ale z punktu widzenia wykonywanej tu przez nas roboty identyfikacyjnej, niezbyt precyzyjnie. W imię historii, prawdy a przede wszystkim troski o pamięć przeszłości miasta staramy się zawsze ustalić "gdzie dokładnie?"

Z naiwną wiarą w końcowy sukces przystąpiłem więc do próby ustalenia miejsca wykonania tej fotografii. Nic nie zapowiadało, że będzie łatwo, ale próbować przecież trzeba. Chwila główkowania oraz analizy opisanej pod zdjęciem sytuacji, zaprowadziła mnie na ul. Kruczą. Dlaczego tam? Bo jeśli cywile uciekali z bombardowanego Śródmieścia Północnego, to chyba tylko na drugą stronę Alej. Krucza to był pierwszy trop, który należało bezwzględnie sprawdzić. Tym bardziej, że układ cieni wskazywał raczej na ulicę biegnącą w osi północ-południe. Nie licząc specjalnie na sukces, wrzuciłem hasło "Krucza" w wyszukiwarkę zdjęć na stronie Muzeum Powstania Warszawskiego. Kiedy wyskoczyły wyniki przecierałem oczy ze zdumienia. Zagadka się wyjaśniła. Sama z siebie i tak po prostu: LINK. Fotografię wykonano pod nieistniejącą już kamienicą przy ul. Kruczej 30, nieopodal skrzyżowania z ul. Wspólną. Na zdjęciu z MPW, które wygląda na kadr wcześniejszy/późniejszy, w lewym skraju zdjęcia widać w tle wejście do sklepu Braci Pakulskich z szyldem "Handel Win" w narożniku kamienicy Krucza 32 / Wspólna 22, które zobaczyć można także na innych zdjęciach: LINK.

Do najważniejszych fotografii z powstania warszawskiego zamieszczonych w albumie Jasińskiego często będę wracał. To ważna i arcyciekawa pozycja na rynku varsavianów – zbiór niezwykłych zdjęć dokumentujących Warszawę i jej mieszkańców w tragicznym momencie historii.

(P)

środa, 24 grudnia 2014

Spacer z króliczkiem


Zdjęcie autorstwa Bogdana Łopieńskiego, zaprezentowane w lipcu 2011 na wystawie w warszawskim Domu Spotkań z Historią: LINK, już od dawna intrygowało nas swoim klimatem i nieustaloną lokalizacją. Wiadomo było tylko, że to Warszawa i że rok 1965. Zastanawialiśmy się nad nim swego czasu na forum werttrew'a: LINK, ale jakoś bez rezultatu. Czasem tak bywa, że jak coś nie daje się rozszyfrować "z marszu" to potem długo czeka na swoją kolej. Ale jak mówi przysłowie, co się odwlecze, to nie uciecze. Zwłaszcza w przypadku mistrzowskiego zdjęcia o tak niesamowitej sile wyrazu. 

Kilka dni temu, fotografię przypomniał nam Fryderyk, sugerując że to zapewne scenka z Grochowa, tylko nie może ustalić dokładnie gdzie. Rzuciłem okiem na detale w tle, układ zabudowy, rozkład cieni. Potem wróciłem do królika i przypomniał mi się Jerzy Stuhr z wielbłądem na spacerze: LINK. W tym króliku na sznurku tkwiła jakaś niezwykłość. Fotograf zapewne nie przyłapał gościa z teczką na spacerze ze swym futrzakiem. Uchwycona scena, choć niezwykła musiała mieć jakieś prozaiczne wytłumaczenie, które z czasem zatarło się w artystycznym wyrazie fotografii.

Pierwsze, co przyszło mi do głowy to targowisko. Gość nie łazi po ulicy, po chodniku, po alejce w parku. Widać piaszczysty plac i sporo innych postaci. Nie widać stoisk, straganów, czy wozów z dobytkiem. Ale tak to chciał być może zamknąć w swojej kompozycji fotograf. Jeśli bazar i w rejonie Warszawy wskazanym przez Fryderyka, to należało zacząć od rejonu placu Szembeka i ul. Zamienieckiej. Chwila oglądania mapy Google'a i zagadka rozwiązana. Fotografię rzeczywiście wykonano z terenu targowiska przy Zamienieckiej. W tle widzimy budynek o adresie Komorska 58, róg Pustelnickiej: LINK.

Ktoś powie, że identyfikując miejsce i okoliczności, odzieram niesamowite zdjęcie z jego artyzmu. Uważam, że nie do końca tak jest. Wszyscy doskonale wiemy, że sztukmistrz na scenie nie ucina głowy swej asystentce, zamkniętej w magicznej szafie, ale nie przeszkadza nam to w podziwianiu jego sztuczek. Ba, niemal natychmiast w naszej głowie pojawia się myśl "jak on to zrobił?" Dlatego patrząc na to zdjęcie mimo wszystko zawszę będę widział gościa na spacerze z królikiem.

(P)

wtorek, 23 grudnia 2014

Warszawski paradoks w obiektywie Wojciecha Zamecznika

Dowiedziałem się ostatnio zupełnie przypadkiem, że Fundacja Archeologia Fotografii prezentowała w czerwcu i lipcu tego roku (2014), wystawę Warszawa nieoczywista ukazującą dorobek Wojciecha Zamecznika - wybitnego artysty, autora plakatów i fotografa. Niestety nie udało mi się jej zobaczyć, czego żałuję szczególnie dlatego, że zdjęcia Zamecznika są niezwykle frapujące dla kogoś, kogo interesuje Warszawa. Pomijając świetny warsztat, ich główną siłą w moich przekonaniu jest to, że autor fotografował miejsca, które zwykle były skrzętnie omijane przez obiektywy innych fotografów. Jak możemy przeczytać w opisie wystawy ze strony Fundacji "(...) choć Warszawa na fotografiach Zamecznika pokazana jest w tle, od podwórka i poprzez ślepe ściany mokotowskich kamienic, jego wciągające zdjęcia bezbłędnie oddają nastrój miasta lat 60." Właśnie te ślepe ściany, płoty i zakamarki za każdym razem niemal krzyczą do mnie, pytając "gdzie zostało zrobione to zdjęcie?" Uwielbiam stare zdjęcia Warszawy w kolorze, więc tym goręcej chciałem dowiedzieć się gdzie zostało zrobione poniższe zdjęcie:

07-D-00037.jpg, fot. Wojciech Zamecznik/ Fundacja Archeologia Fotografii

Fotografia wykonana od podwórka przedstawia ślepą ścianę bocznej oficyny którejś z warszawskich kamienic. Widać, że w sąsiedztwie budynku, który szczęśliwie przetrwał wojnę wzniesiono nowy gmach, jednak nie dobudowano go do istniejącej kamienicy, tylko wzniesiono obok, przez co powstała, widoczna na zdjęciu, wąska szczelina. Zastosowanie takiego zabiegu pozwalało na późniejsze wyburzenie kamienicy, bez stwarzania zagrożenia dla jej nowszego sąsiada. Przyjąłem więc, że kamienica już nie istnieje, za to widoczny w lewym skraju kadru budynek raczej stoi do dziś. Dzięki drugiemu zdjęciu z tej samej serii możemy zajrzeć w głąb tej przerwy między budynkami:

07-D-00038, fot. Wojciech Zamecznik/ Fundacja Archeologia Fotografii

Właśnie to zdjęcie pozwoliło mi zlokalizować miejsce. Na zdjęciu widzimy ruinę dość wysokiego budynku z kolumną na fasadzie. Błękit nieba widoczny przez otwór okienny świadczy o tym, że poza ścianą frontową z budynku właściwie niewiele zostało. Kolumna wydała mi się jednak znajoma i to nie ze starych zdjęć, ale z dzisiejszej Warszawy. Olśnienie przyszło szybko - to budynek włoskiego towarzystwa ubezpieczeniowego Riunione Adriatica di Sicurta przy ul. Moniuszki 8 (dawny nr 10) LINK. Budynek słynął głównie z przedwojennego dancingu "Adria", który próbowano wskrzesić w latach 70. Kamienica z oficynami to nieistniejący dziś budynek Moniuszki 7 widziany od strony ulicy Sienkiewicza (tu widać fasadę tego gmachu: LINK). Budynek po lewej stronie szpary to tzw "Dom pod Sedesami", czyli gruntownie przekształcony gmach innego dawnego towarzystwa ubezpieczeniowego – "Rosja": LINK. Dla porównania widok na oba budynki od strony Marszałkowskiej na zdjęciu z roku 1958, które kiedyś opisałem na facebookowy profil Kierunkowy 22 - LINKSzpara przy Moniuszki zaciekawiła nie tylko Zamecznika, czego dowodem jest to, kilka lat wcześniejsze zdjęcie: LINK

Mamy tu do czynienia z warszawskim paradoksem – zniszczona kamienica, mieszcząca kiedyś "Adrię", została odbudowana na przełomie lat 60. i 70., a zachowaną kamienicę naprzeciwko niej wyburzono ostatecznie na początku lat 70. Dziś w jej miejscu mieści się placyk noszący imię Emila Młynarskiego, choć pod tą szumną nazwą ukrywa się zwykły parking. Obecnie miejsce uwiecznione przez Wojciecha Zamecznika wygląda tak: LINK.

Możemy przypuszczać, że nasza zagadkowa fotografia (a właściwie dwie fotografie) została zrobiona najwcześniej w 1966 roku, a najpóźniej w 1967. Dlaczego? Znane są inne kolorowe zdjęciach Zamecznika z tej samej okolicy, można więc założyć że pochodzą z tego samego spaceru. Widać na nich plakaty z roku 1966 – "I Międzynarodowe Biennale Plakatu Warszawa 1966": LINK i wystawy poświęconej Le Corbusierowi w SARPie: LINK. Cezurę wyznacza data śmierci Wojciecha Zamecznika, który zmarł 12 maja 1967 roku.

Bardzo serdecznie dziękujemy Fundacji Archeologia Fotografii LINK za możliwość zaprezentowania obu niezwykłych zdjęć Wojciecha Zamecznika na naszym blogu.

(K)


sobota, 20 grudnia 2014

Jedyne takie podwórko


Powyższe zdjęcie pojawiło się kilka dni temu (grudzień 2014) na profilu Archiwum Historii Mówionej Domu Spotkań z Historią w pewnym popularnym portalu społecznościowym. Zdjęcie opatrzono gorącym apelem o pomoc: "Dziś w naszym cyklu identyfikacyjnym ponownie Warszawa przedwojenna. Na zdjęciu mała Halina Ziółkowska-Fiala spaceruje prawdopodobnie z babcią. Czy ktoś rozpoznaje okolicę?" Pewnie z uwagi na przedświąteczną gorączkę, jakoś nikt z Internautów specjalnie nie skomentował tego zdjęcia, a moim zdaniem warto. Uwiecznione tu bowiem zostało jedno z ciekawszych podwórzy z łukowato biegnącą alejką spacerową. I choć to fotografia przedwojenna, ten układ zachowany jest do dziś. Owszem podwórze zarosły drzewa, budynki poddano modernizacji, ale cały ład urbanistyczno-przestrzenny został zachowany.

Identyfikacja zdjęcia nie była specjalnie trudna. Taki układ od razu odsyłał na Żoliborz. Wiadomo, to nie tylko jedna z dzielnic Warszawy, ale też pewien odrębny sposób myślenia. Powyższą fotografię wykonano na podwórzu zespołu budynków Warszawskiej Kooperatywy Mieszkaniowej "Fenix", które noszą wspólny adres pl. Wilsona 4. Kolonia złożona z 5 odrębnych domów powstała w latach 1928-1932. Więcej o historii tej spółdzielni mieszkaniowej można poczytać TUTAJ oraz TUTAJ.


A powyżej widok obecny podwórka (grudzień 2014) zza furtki od strony ul. Słowackiego.

(P)