piątek, 31 maja 2019

Podwórze Tadeusza Rolke

Jeszcze tylko do 9 czerwca 2019 w Domu Spotkań z Historia trwać będzie wystawa zdjęć Tadeusza Rolke: LINK. Kto nie widział, koniecznie musi się wybrać - rewelacyjne fotografie i kawał dokumentacji życia stolicy na przełomie lat 50-tych i 60-tych XX wieku. Wśród zgromadzonych prac fotoreportera, moją uwagę zwróciło szczególnie takie oto zdjęcie, wykonane na podwórzu jednej z warszawskich kamienic:

Warszawskie podwórko, 1960. Fot. Tadeusz Rolke/Agencja Gazeta

Trochę taka fabryczno-rzemieślnicza zabudowa, pani z poduchami przy drewnianym trzepaku, zalegający śnieg, jakiś smętny krzaczek na trawniku, wyżej zwisające przewody elektryczne, a w tle jeszcze chłopiec z rękami schowanymi w kieszeniach. Mistrzowski kadr! Ale lakoniczny podpis nie dawał mi spokoju. "Gdzie też wykonano to zdjęcie? Jak obecnie wygląda to miejsce? Czy kamienica jeszcze istnieje?" Przez głowę przelatywały mi różne pytania, ale wpatrując się usilnie w tę fotografię, nie potrafiłem znaleźć żadnej odpowiedzi. Zupełnie nic. Pustka. Choć pozornie wydawało się, że nie będzie problemu z ustaleniem adresu budynku, to jednak fakt, że ani Autor, ani realizatorzy wystawy nie potrafili tego dokonać, mówił sam za siebie. 

Wpatrywałem się w prześwit bramy próbując wypatrzyć w tle jakąkolwiek podpowiedź, ale wyobraźnia podsuwała mi fałszywe tropy - raz widziałem w tle most Kierbedzia, a już za chwilę zwykłe drewniane ogrodzenie. Przestudiowałem wnikliwie życiorys Autora i kolejne jego warszawskie adresy, żeby zawęzić krąg poszukiwań, ale to też nie przyniosło żadnego rezultatu. 

Nie mając innego pomysłu, rozpocząłem pobieżne przeglądanie ortofotomapy w poszukiwaniu kamienicy z budynkiem frontowym o nierównej wysokości dachu. Powiśle, Praga, Mokotów, Wola. Szukałem raczej po "biedniejszych" dzielnicach, ale wciąż bez rezultatu. Chwilami zastanawiałem się, czy to w ogóle Warszawa, ale była to raczej rozpaczliwa próba wytłumaczenia własnej bezradności. 

Uczepiłem się dwóch hipotez: 1. budynek nie istnieje obecnie (rozebrano go w ramach porządkowania i gomułkowskiej modernizacji) oraz 2. trzeba szukać miejsca z pusta przestrzenią (być może już zabudowaną). I znowu ani trochę nie przybliżyłem się do rozwiązania zagadki. Ale ponieważ doświadczenie podpowiada, że nie należy pochopnie się poddawać, postanowiłem zweryfikować moje poprzednie założenia, uznając, że prawdopodobnie są błędne. Tym razem przyjąłem, że 3. budynek przetrwał i istnieje do dziś (być może jednak w zmienionym kształcie i z odbudowanym piętrem), oraz 4. stoi w obszarze ciasnej zabudowy szeroko rozumianego centrum. Mogły na to wskazywać rozmiary budynku, nieco archaiczna forma bocznej oficyny oraz owalna klatka schodowa. Choć na zdjęciu, mamy typową, chmurną aurę zimowego dnia, cienie wyraźnie zagęszczają się po lewej stronie, zatem kierunek wykonania zdjęcia był zapewne zachodni. Brak widocznych śladów po działaniach wojennych na elewacji budynku, skierował mnie początkowo na Pragę, ale zasób potencjalnych miejsc szybko się wyczerpał, więc wróciłem na lewy brzeg. I naraz mnie olśniło. Przecież cała publicystyka warszawska lat 60-tych kręciła się wokół tzw. "dzikiego zachodu"! Oczywiście, że już ty wcześniej szukałem, ale może przeoczyłem coś istotnego, sugerując się błędnymi założeniami? Tak! Chwila szukania i znajduję to podwórko! Czuję jak przyjemna fala ulgi i satysfakcji zalewa moje serce. W końcu zagadka zostaje rozwiązana! Chwytam aparat i lecę na miasto, żeby wykonać wizję lokalną. Podwórze nadal jest zaciszne i trochę jakby ukryte, choć nie jest wcale zamykane. Obecnie wygląda tak:

Warszawskie podwórko, 2019. Fot. Piotr Niewiadomski/Warszawska identyfikacja

Kolejny raz okazało się, że banalna z pozoru zagadka, sprawiła całkiem sporo "kłopotu". Zdjęcie wykonano na podwórzu kamienicy przy ulicy Miedzianej 10. Jej obecnych mieszkańców, a także całego Mirowa i Warszawy, jeszcze raz serdecznie zapraszam na wystawę fotografii Tadeusza Rolke.

(P)




środa, 29 maja 2019

Żoliborz czyli gdzie?

Fot. zbiory Haliny Ziółkowskiej/AHM

Kilka dni temu na facebookowym profilu Archiwum Historii Mówionej Domu Spotkań z Historią pojawiło się powyższe zdjęcie, pochodzące z rodzinnych zbiorów pani Haliny Ziółkowskiej. AHM poprosiło o pomoc w identyfikacji miejsca wykonania fotografii. Podany opis sugerował Żoliborz jako dzielnicę, w której zrobiono zdjęcie. Zadanie nie wydawało się zbyt trudne, tym bardziej, że kadr był stosunkowo szeroki i ukazywał dość charakterystyczny układ budynków. Ponieważ znany było rok urodzin bohaterki zdjęcia, to szacując wiek dziecka w momencie wykonania fotografii można było wnioskować, że obraz powstał najpóźniej w latach 1935-36. Datowanie to było na tyle istotne, że potencjalnie eliminowało cześć zabudowy na Żoliborzu i dawało możliwość posiłkowania się w poszukiwaniach fotoplanem z 1935 roku. Zdjęcie wykonano w słoneczny dzień – układ cieni pozwalał z dużym prawdopodobieństwem przypuszczać, że ulica utrwalona na fotografii miała przebieg zbliżony do południkowego.

Przyglądając się fotografii uznałem, że kluczowym dla identyfikacji będzie spory budynek na ostatnim planie. Pomimo nieostrości tła było widać, że ten dom posiada specyficzny układ „grzebieniowy“ z poprzecznymi skrzydłami, co dość dobrze sugerowały rzucane cienie. Owszem, na Żoliborzu było kilka takich budynków, jednak żaden z nich nie chciał pasować do hipotetycznego układu ulic. A więc może to nie Żoliborz, a sąsiedni Marymont czy Bielany? Jednak i tu sprawdzenie na ortofotomapie nie przyniosło oczekiwanego rezultatu. Na przedwojenny Żoliborz budynki wyglądały trochę biednie, na Marymont zbyt porządnie... I jeszcze ta podmiejska ulica wśród porozrzucanej zabudowy, urywająca się jakby w polu...

Uznałem zatem, że wbrew opisowi to nie może być Żoliborz i postanowiłem poszukać w innych „nowych“ dzielnicach. Rozpocząłem od Mokotowa ale i tu poszukiwania okazały się bezskuteczne. Przeniosłem je zatem na Ochotę i niemal natychmiast przypomniałem sobie o bloku, którego wygląd całkiem nieźle znam. To budynek osiedla przy ul. Częstochowskiej 40/44 powstałego około 1935 roku. Hipoteza zapowiadała się obiecująco. Zatem fotografię musiano wykonać na jednej z krótkich przecznic odchodzących od ul. Opaczewskiej. Układ zabudowy widocznej na fotoplanie z 1935 roku najlepiej odpowiadał ul. Mątwickiej i budynkom o numerach 3 (kamienica) oraz 7 i 9  (domy stykające się ścianami szczytowymi). Także parkan ogradzający posesję po lewej stronie oraz majaczący w tle dość wysoki dach budynku Szczęśliwicka 27 raczej nie pozostawiały wątpliwości:


O ile wszystko wydawało się pasować do hipotezy, to do ostatecznego postawienia przysłowiowej kropki nad „i“ wypadałoby znaleźć możliwie współczesne zdjęcie potwierdzające wygląd budynków, a zatem trafność identyfikacji. Niestety, sama ul.  Mątwicka nie została objęta widokiem Google Street View. Ortofotomapa na warstwie z 2011 pokazuje jeszcze domy Mątwicka 7 i 9 w ich zapewne pierwotnym gabarycie i formie. Natomiast w 2012 roku zostały najprawdopodobniej zastąpione całkowicie nowymi budynkami mieszkalnymi. Z kolei kamieniczka Mątwicka 3 została nadbudowana po wojnie o jedną kondygnację, co można wnioskować, oglądając frontową i tylną elewację budynku.

Na szczęście Kubie udało się znaleźć na stronie „Ulice Twojego Miasta“: LINK widok ulicy zbliżony do tego z przedwojennej fotografii. Nie jest to jeszcze co prawda stuprocentowy dowód potwierdzający trafność identyfikacji, niemniej jednak dość przekonujący. Widać na nim sporo elementów zbieżnych z archiwalną fotografią, jak linie okien względem siebie w sąsiadujących budynkach, czy cokół domu nr 7.



(F,K)

PS. Gdyby ktoś z naszych czytelników posiadał lepsze zdjęcie ukazujące zabudowę nieparzystej strony ul. Mątwickiej wykonane przed 2011 rokiem i chciał je udostępnić, z przyjemnością uzupełnimy wpis.

poniedziałek, 6 maja 2019

Wrak z Grójeckiej

Żródło: Żydowski Instytut Historyczny cbj.jhi.pl

Ostatnio zwrócono się do nas z Żydowskiego Instytutu Historycznego: LINK z prośbą o pomoc w lokalizacji kilku zdjęć. W tej puli zdjęć znalazło się także to powyższe, przedstawiające złomowisko czołgów, zniszczonych podczas walk o Warszawę we wrześniu 1939 roku. Wraki czołgów chętnie były uwieczniane przez fotografów, zapewne jako namiastka braku autentycznych ujęć z pierwszej linii walk. Widoczny w środku kadru Panzerkampfwagen II, z charakterystycznie odgiętą i przestrzeloną blachą prawego błotnika, to jeden z dwóch czołgów zniszczonych przez polskich obrońców miasta pod domem przy ulicy Grójeckiej 72. Po kapitulacji, fotografowie i żołnierze niemieccy wkraczający do miasta, dokumentowali szczątki tych czołgów, co możemy zobaczyć na interesującej stronie Pancerne Wraki 39: LINK. Natomiast po prawej widzimy wrak polskiej tankietki TKS.

Choć udało się ustalić tożsamość czołgu, zagadką pozostawało miejsce wykonanie tej fotografii. Bo tego zdjęcia na pewno nie wykonano na ulicy Grójeckiej. Trudność nie wynikała z braku pomysłów, ale z niedostatku materiału do weryfikacji. Należało metodą eliminacji wykluczyć potencjalne miejsca i ustalić to właściwe. Wedle uzyskanych informacji właścicielem albumu fotograficznego był niejaki Max Kockel, być może mianowany przez władze okupacyjne zarządca zakładów Ursus i/lub PZInż. Stąd duża ilość zdjęć z obu miejsc w tym w albumie. To również była cenna wskazówka.

Pierwszym pomysłem, który wydawał się w miarę logiczny, było założenie, że czołgi odholowano z ulicy, przygotowano do transportu, a następnie zapewne zamierzano je skierować do dalszego wojennego recyklingu. Czyżby Dworzec Zachodni? Już pobieżna analiza zdjęć lotniczych wykluczała tę możliwość. Linia wiedeńska, to był jednak dobry trop, ze względu na bliskość Ochoty, gdzie toczyły się dramatyczne walki o miasto. Usiadłem do mapy i zacząłem po kolei sprawdzać wszystkie możliwe stacje kolejowe, aż do samego Pruszkowa. Po takiej analizie najbardziej pasował teren przed stacją Warszawa - Włochy. Na zagadkowym zdjęciu widzimy po lewej słupy pętli EKD, za lufami czołgu widać też zejście podziemne na perony, na prawo od niego dach wiaty, a nad nimi coś, co bardzo przypomina narożnik tej kamienicy: LINK

Na ortofotomapie, nasz kadr wyglądałby mniej więcej tak:


Pozostało ustalić jak w rzeczywistości wyglądał budynek stacji, którego fragment został uwieczniony w prawym górnym rogu zdjęcia. I tutaj okazało się, że mimo wielu zdjęć z dawnych Włoch, nigdzie nie sposób zobaczyć jak wyglądał ten obiekt. Fotografie wykonane z ulicy Świerszcza, potwierdzają, że był to parterowy, ceglany budynek, ale ani ostatecznie nie potwierdzają tej lokalizacji, ani jej nie zaprzeczają: LINK.

Ponieważ na chwilę obecną nie mamy żadnych zdjęć, które podważyłyby moją hipotezę, przyjąłem, że jest to "jedyna znane zdjęcie stacji" od strony południowej i z uwagi na swoją "unikatowość", mimo braku ostatecznych dowodów, powinno zostać udostępnione i rozpowszechnione. Mam nadzieję, że dzięki temu uda się odnaleźć lepsze fotografie tego budynku.

(P, F)

piątek, 26 kwietnia 2019

Drewniany dom w tle


Czasami otrzymujemy prośby o pomoc w zlokalizowaniu zdjęć z rodzinnych albumów. Bardzo lubię takie pytania, ponieważ nigdy nie wiadomo na co się w ich przypadku trafi. Czasem może to być zupełnie inne miasto, zdarzają się zagadki wręcz nie do rozpoznania z uwagi na jakość zdjęcia, ale częściej jedna z głównych ulic, na których "grasowali" tak zwani leikarze. Czasami zaś wystarczy oddać głos rodzinie fotografowanych osób. Tak było w przypadku zdjęcia, które przesłała nam Pani Dorota Kozarzewska: "mam prośbę w identyfikacji ulicy, na której widać moją babcię Halinę z siostrą Janiną/pierwszy plan; ich siostrę Irenę, mamę Juliannę i kuzyna Władka/drugi plan. Rodzina Hajduków mieszkała w latach 30-tych na Targówku oraz na ulicy 11 Listopada na przeciwko koszar. podejrzewam, że może to jedno z tych miejsc". Wystarczył szybki rzut oka na zdjęcie lotnicze z 1945 roku by okazało się, że przypuszczenia Pani Doroty były słuszne. Charakterystyczny układ zabudowy pozwalał stwierdzić, że zdjęcie zrobiono przy 11 listopada róg Środkowej.








Miejsce drewniaka po prawej (za Panem w kapeluszu) zajmuje blok Środkowa 32, a kamienica za nim to 11 listopada 44. Ten ostatnie budynek możemy zobaczyć na google streetview. Mimo że nie było to wielkie wyzwanie identyfikacyjne, to poprosiłem Panią Dorotę o możliwość opublikowania zdjęcia na naszym blogu. To dlatego, że nie znałem innego wizerunku drewniaka przy Środkowej, a nasz blog traktuję również jako źródło cennych zdjęć porównawczych, dla dalszych poszukiwań oraz nietypowy przewodnik po nieistniejącym dziś mieście. Dlatego w każdym wpisie dodajemy etykiety z nazwami ulic, które udało się rozpoznać i których fragmenty widać na zdjęciach. Etykiety te można zobaczyć na prawo od tego tekstu. Wracając jednak do naszego zdjęcia, chciałem serdecznie podziękować Pani Dorocie Kozarzewskiej za możliwość opublikowania zdjęcia na blogu. Robię to w imieniu własnym, całego zespołu prowadzącego blog i chyba wszystkich zainteresowanych historią Warszawy. Zachęcam jednocześnie do przesyłania nam niezidentyfikowanych zdjęć Warszawy z rodzinnych albumów. Każde takie zdjęcie może okazać się ważne przy następnej identyfikacji.

(K)

Piec na pierwszym piętrze


Fotografie przedstawiające ruiny września 1939, zasadniczo zostały już całkiem dobrze rozpoznane i opisane. Wraz z popularnością niemieckich portali aukcyjnych, w "nasze ręce" trafiło całkiem dużo zdjęć wykonanych w okupowanej Warszawie. Jeśli czasem coś może nas zaskoczyć, to ciasny kadr wykonany od podwórza, ale we wnętrzu. Nie inaczej było w przypadku powyższego zdjęcia, przesłanego nam z ŻIH: LINK, z prośbą o pomoc w identyfikacji.

Zdjęć z wiszącymi w ruinach piecami widziałem już co najmniej kilkanaście, te najbardziej znane uwieczniono np. w rozłupanej kamienicy Spitzbartha (Nowy Świat 30 / Foksal 21), przy Królewskiej 8 (LINK), albo w pałacu Lubomirskich (LINK). Wszystkie one zbudowane były z białych kafli. Na zagadkowym zdjęciu widzimy jednak bardzo elegancką formę pieca. To musiało być jakieś reprezentacyjne miejsce, a nie byle czynszówka.

Coś mi jednak świtało w głowie, więc czym prędzej zajrzałem do mojego folderu ze zdjęciami znalezionymi w sieci. Chwila przeglądania plików i mam to, czego szukałem - niemal identyczne zdjęcie, obejmujące dodatkowo większy fragment okna:


Teraz poszukiwania stały się o wiele łatwiejsze. Miejsce musiało być łatwo dostępne "z poziomu ulicy", więc to zawęziło jeszcze bardziej krąg poszukiwań. Pierwszy pomysł, jaki zaświtał mi w głowie, okazał się strzałem w dziesiątkę. Tak zdobione okna miał tylko jeden budynek w Warszawie - pałac Leopolda Kronenberga przy placu Małachowskiego 4: LINK. Jak możemy wnioskować z innych zdjęć, np. tych zamieszczonych na portalu Fotopolska.eu, Niemcy bardzo lubili fotografować sam zniszczony budynek, oraz a jakże, siebie samych na jego tle:


Zabezpieczona ruina pałacu przetrwała wojnę i powstanie, po roku 1945 planowano go kilka razy odbudować, między innymi (taki paradoks) na siedzibę ambasady Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Ostatecznie, ze względu na "burżuazyjny wystrój architektoniczny", resztki pałacu rozebrano w roku 1962, na początku "panowania" Gomułki: LINK.

(P)

PS. Po opublikowaniu posta, Ryszard Mączewski z Warszawa1939.pl ustalił dokładne miejsce lokalizacji pieca w pałacu. Fotografię wykonano przez okno narożnika od strony ulicy Królewskiej:


Co potwierdziło także inne zdjęcie z portalu Fotopolska.eu, na którym widzimy rury kanalizacyjne i fragment owalnego przejścia:







środa, 27 marca 2019

Zapomniany wiadukt

Prezentowane poniżej zdjęcie przysłał nam pan Arkadiusz Stefański. Wypatrzył je na rosyjskiej stronie Livejournal: LINK, gdzie prezentowana jest seria zdjęć wykonanych przez rosyjskiego żołnierza z batalionu kolejowego w czasie I wojny światowej. Zdjęcia, mimo że zniszczone przez wilgoć i gryzonie, są niezłej jakości, a jedno z nich wzbudziło szczególne zainteresowanie p. Arkadiusza – widoczny na nim wiadukt przypominał wiadukt Kolei Kaliskiej, który zlokalizowany był w okolicy dzisiejszego Dworca Zachodniego - opis wiaduktu na portalu Warszawa1939.pl: LINK.


Charakterystyczną cechą tego wiaduktu było jego ukośne usytuowanie w stosunku do torowiska przebiegającego poniżej. Wygląd konstrukcji na zdjęciu ze strony Warszawa1939.pl wydaje się potwierdzać, że chodzi o ten sam wiadukt. Jest jedna różnica – na pierwszym zdjęciu widzimy ażurowe kratownice, na  drugim – pełne belki. Drugie zdjęcie jest jednak mocno retuszowane i tak drobne szczegóły mogą być na nim niewidoczne.

Hipoteza pana Arkadiusza wydawała się bardzo prawdopodobna, pozostało jedynie znalezienie ostatecznego dowodu, że identyfikowane zdjęcie przedstawia wiadukt Kolei Kaliskiej.
Jak się okazało, że nie trzeba było daleko szukać – autor zdjęcia nie był przypadkowym ‘pstrykaczem’, znał się na infrastrukturze kolejowej i bardzo dokładnie opisał zdjęcie, a skan opisu został zamieszczony razem z fotografią:


Odcyfrowanie wyblakłego i w kilku miejscach uszkodzonego pisma nie było łatwe. Postanowiłem zacząć od trzeciej linii, gdzie dość wyraźnie widać ‘W???? stancija’, można więc się domyślać, że pierwszy wyraz zawierał nazwę stacji. Nazwa zaczyna się wprawdzie od litery ‘W’, ale nie wygląda na Warszawę. W czasie, gdy męczyłem się nad tym problemem, zagadkę rozwiązał Fryderyk – brakujący wyraz to ‘Wienskaja’ czyli ‘Wiedeńska’. Chodziło więc o stację kolei Warszawsko – Wiedeńskej!

Dzięki tej istotnej informacji krok po kroku udało mi się odcyfrować resztę opisu. Z zachowaniem podziału na linie brzmi on następująco:

‘Na etoj kartoczkie
sniata towarnaja
Wienskaja stancija
na niej widien most
kotoryj pieriesiekajet
Wienskuju put' i idiet
na Kaliszski wokzał’

Czyli: "Na tej kartce sfotografowano towarową stację Wiedeńską, widać na niej most który krzyżuje się z linią Wiedeńską i idzie na Dworzec Kaliski".
Domysły pana Arkadiusza zostały więc w pełni potwierdzone. Zdjęcie jest bardzo cenne, gdyż wiadukt istniał stosunkowo niedługo (został rozebrany jeszcze przed II Wojną) i ma bardzo ubogą ikonografię.
 
Na zdjęciu, poza samym wiaduktem widać wiele innych ciekawych elementów infrastruktury kolejowej. Zwraca uwagę wznosząca się ponad belkowanie konstrukcja, która posłużyła do przerzucenia nad wiaduktem linii telegraficznych Kolei Wiedeńskiej. Przy lewej krawędzi zdjęcia widoczny jest żuraw do nawadniania parowozów.

Choć widoczne na pierwszym planie torowisko wydaje się szerokotorowe, jest to zapewne złudzenie. Jeżeli przyjmiemy, że widoczni żołnierze mają ok. 170 cm wzrostu, to rozstaw torów oszacować można na ok. 1440 mm – najprawdopodobniej jest to więc rozstaw europejski (1435 mm), a nie rosyjski (1524 mm): LINK. Obecności "szerokich" torów w tym miejscu nie można jednak całkowicie wykluczyć – jak wiadomo kolej Warszawsko-Wiedeńska zbudowana została jako kolej normalnotorowa, ale na Kolei Kaliskiej do roku 1914 używano rozstawu 1524 mm: LINK. W sfotografowanym miejscu mogła istnieć bocznica Kolei Kaliskiej, przeznaczona do przeładunku towarów do pociągów Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej.

Dziś po głównej części wiaduktu nie ma już śladu, istnieje jednak niewielki, ceglany wiadukt Kolei Kaliskiej nad ulicą Armatnią. Jest on zlokalizowany ok. 150 m na zachód od budynku PKP Energetyka i jest dobrze widoczny z pociągów odjeżdżających ze stacji Warszawa Zachodnia w kierunku Pruszkowa.

P.S.
Już po powstaniu powyższego tekstu Fryderykowi udało się odszukać jeszcze jedno zdjęcie wiaduktu:


Zdjęcie pochodzi z NAC, ale jest tam dość ogólnikowo opisane jako "Dworzec Główny w Warszawie. Fragment torów kolejowych i urządzeń trakcyjnych, Warszawa" (sygnatura 1-G-3749-2 ). Zdjęcie to rozpoznał i niedawno opublikował na FB Ryszard Mączewski.

(nuro, F)




piątek, 8 marca 2019

Zaginiony młyn




Zdjęcie znalezione na portalu Fotopolska.eu. Od razu wzbudziło moje zainteresowanie, nie tylko z powodu na intrygujący, nieznany mi z innych fotografii fragment miasta, ale przede wszystkim ze względu na znajdujący się w kadrze transformator kioskowy sieci wysokiego napięcia. Od kilku lat próbuję systematycznie katalogować te obiekty, będące jednym z charakterystycznych symboli miejskiej infrastruktury.

Szeroki kadr i wyróżniający się potężny budynek na drugim planie, o wyglądzie fabryki czy magazynu, dawały spore szanse na skuteczną identyfikację miejsca wykonania fotografii. Pierwsze skojarzenie było praskie, jednak dopóki nie znalazłem właściwego miejsca, nie należało wykluczać innych części miasta. Z pierwszymi poszukiwaniami skierowałem się w rejon Portu Praskiego. Niestety, porównanie z ortofotomapą nie przyniosło efektu – o ile jedne obiekty wydawały się pasować, to inne, kompletnie „nie siedziały” w przestrzeni. Pozostając w poszukiwaniach na praskiej stronie, postanowiłem sprawdzić jeszcze okolice Dworca Wschodniego, które również, jak się wydawało, odpowiadały charakterem rozpoznawanemu zdjęciu. Ale i tu widoki zarówno od strony Kamionka jak i Szmulowizny nie chciały się zgrać z fotografią. Może więc jednak założenie, że to prawobrzeżna część miasta było błędne? Przeniosłem zatem poszukiwania w zupełnie inne rejony Warszawy, które jak sądziłem, mogły pasować do tego, co widziałem na zdjęciu. Jednak poszukiwania w okolicach Czystego, Powiśla czy Czerniakowa także kończyły się fiaskiem.

Po pierwszych niepowodzeniach, uznałem, że należy odpocząć  kilka dni od identyfikacji tej fotografii i za jakiś czas podejść do niej na świeżo. Tak też zrobiłem, jednak obrazek nie dawał mi spokoju, a nadal nierozpoznane miejsce wzbudzało moją irytację. Wracając po kilku dniach do identyfikacji, postanowiłem ponownie przyjrzeć się Pradze. Nowe poszukiwania rozpocząłem od okolic Dworca Wschodniego, tym razem od strony ul. Kijowskiej. Jak się okazało był to strzał w dziesiątkę, bo już po chwili dostrzegłem wyraźny, potężny wypalony obiekt na jednej posesji pomiędzy początkowymi odcinkami ul. Brzeskiej i Markowskiej. Zlokalizowany obok komin również wydawał się pasować. Dla formalności jeszcze sprawdziłem czy obiekty widoczne na ostatnim planie pasują do ortofotmapy z 1945 roku. Wszystko się zgadzało, teraz nie miałem już wątpliwości - to był dawny młyn parowy Schutza i Parzyńskiego mieszczący się pod adresem Brzeska 8, a od Markowskiej zajmujący posesję nr 5. Ulica Markowska ówcześnie posiadała krótki początkowy odcinek, załamany względem głównego biegu ulicy i łączący się bezpośrednio z Brzeską. Istnieje od do tej pory, jednak obecnie jako ul.Wieczorkiewicza. Na ortofotomapie z 1945 wygląda to mniej więcej tak:


Widoczne w tle obiekty, jako oficyny kamienicy Brzeska 18 wystające zza budynku młyna, czy niekompletna co prawda oficyna w głębi posesji Ząbkowska 30 widoczna przy prawej krawędzi kadru zachowały się do naszych czasów. Co ciekawe, nieco obniżony sam budynek główny młyna przetrwał do lat 80-tych ubiegłego wieku i widoczny jest na warstwie ortofotomapy z 1982 roku.


Kolejne, moim zdaniem wartościowe zdjęcie, które na szczęście wypłynęło i które udało się zidentyfikować. Praga bowiem nie była jakoś szczególnie chętnie uwieczniana na fotografii przed 1945 rokiem. Poza kilkoma głównymi ulicami, nie posiada dobrej dokumentacji ikonograficznej, a i ta którą znamy, też jest mocno niekompletna. Tym bardziej cieszy, że udało dołożyć kolejny drobny fragment do tej układanki, jaką jest przywracanie pamięci o wyglądzie i historii naszego miasta.

(F)

wtorek, 29 stycznia 2019

Mokotowski balkon


Takie zdjęcie pojawiło się w jednej ze śledzonych przeze mnie grup na facebooku. Opublikowała je Pani Maria Malicka z następującym opisem:

Mokotów i rok 1953. czy ktoś mógłby mi pomóc ze zlokalizowaniem ulicy? źródło: zbiory rodzinne

Postanowiłem je zlokalizować. Dość szybko uznałem, że zdjęcie zrobiono na północ (wynika to z układu cieni) i widać na nim tylną elewację budynku (na prawo od balkonu nie widać ulicy). Oczywiście założenia te mogły okazać się błędne, ale od czegoś trzeba zacząć. Dość szybko znalazłem pasujący dom. To tyły budynków pod adresami Niepodległości 82-90, które mogłem dokładnie obejrzeć w jednym z widoków dostępnych w mapach google - streetview. Pasował układ balkonów (nietypowy - balkon obok balkonu), jak i ich charakterystyczne barierki. Ponieważ na zdjęciu widać sąsiedni balkon i jeszcze jedną oś z balkonami, musiała to być część pod adresem Niepodległości 86. Oznaczało to, że w tle zdjęcia musiałaby być widoczna nieistniejąca zabudowa ulicy Wiktorskiej. Pamiętałem zdjęcie z Narodowego Archiwum Cyfrowego przedstawiające widok z tego samego zespołu budynków również też na północ, na którym widać resztki zabudowy Wiktorskiej - chodzi o ten obdrapany domek po prawej stronie fotografii.


Niestety ten kadr jest przesunięty odrobinę bardziej na zachód. Po sprawdzeniu okazało się, że budynku ze zdjęcia nie ma na identyfikowanej fotografii. Bohaterowie zdjęcia zasłaniają go swoimi głowami. Przyznaję że w duchu pomyślałem sobie, że mogli się nieco przesunąć... Musiałem poradzić sobie bez niego. Przynajmniej do naszego zdjęcia pasował taki sam płot, a zostało ono zrobione w zbliżonym okresie - według opisu to lata 1954-55. Tak wygląda tło po rozrysowaniu na ortofotomapie z 1945 roku. Tło pasuje do proponowanej przeze mnie lokalizacji.


Budynek zaznaczony na zielono miał adres Wiktorska 49/51 i mieściła się w nim Koedukacyjna Szkoła Handlowa Zrzeszenia Oświatowego "Wiedza". Niestety nie znalazłem jej zdjęcia. Dziś w tym miejscu znajduje się blok Wiktorska 49/53. Drugi obiekt - zaznaczony na niebiesko - to również nieistniejący dom o adresie Wiktorska 55. Dziś w jego miejscu znajduje się blok Wiktorska 55. Kiedy już myślałem, że to koniec... sfotografowane postacie jednak się przesunęły! To znaczy okazało się, że jest jeszcze jedno zdjęcie! Oto ono!


Jak mnie ucieszył ten radosny chłopiec! A to dlatego, że na zdjęciu pojawił się fragment domu ze zdjęcia z Narodowego Archiwum Cyfrowego!


Czy to na pewno ten? Porównanie szczegółów (ubytki tynku wokół okna) nie pozostawia wątpliwości.


Szybkie naniesienie obu zdjęć na zdjęcie lotnicze potwierdza, że wszystko pasuje.


Chciałem jeszcze potwierdzić to wszystko informacjami z inwentaryzacji zniszczeń dokonanej przez Biuro Odbudowy Stolicy. Potwierdziły one, że gmach szkoły (zaznaczony na zielono) miał uszkodzenia, które pasują do tych ze zdjęcia.

Co ciekawe ten budynek przy al. Niepodległości już kiedyś gościł na naszym blogu - zapraszam do lektury wpisu Bombardowanie w kolorze. Oczywiście bardzo dziękuję Pani Malickiej za możliwość opublikowania zdjęć na naszym blogu.
[K]

UZUPEŁNIENIE:
Dzięki Pani Joannie Lipnickiej (serdecznie dziękujemy!) możemy zobaczyć jak obecnie wygląda widok z tego samego miejsca.


To co prawda balkon z sąsiedniej osi i zdaje się, że piętro wyżej, ale i tak tło dziś zupełnie inne. Nie zmieniły się tylko barierki.

niedziela, 25 listopada 2018

Powrót na uliczne targowisko

Macie tak czasem, że męczy Was zdjęcie? To spójrzcie na tę fotografię, którą na facebookowej grupie miłośników Warszawy opublikował Pan Janusz Wąż.
Miała tylko taki opis: "Polish men and women crowd into an outdoor market in postwar Warsaw". United States Holocaust Memorial Museum. Moje myśli pobiegły szybko do wpisu, którym Piotrek identyfikował Uliczne targowisko - podobny obrazek z ulicy Wspólnej. Tylko czy to to samo miejsce? Obrazek pasował do południowego Śródmieścia, ale nie potrafiłem dopasować go do Wspólnej. Trochę zbyt dużo na nim drzew. Gąszcz prawdziwy. Na odcinku Wspólnej, który miał zwartą zabudową po obu stronach, praktycznie ich nie było. Nie pasowała też widoczna w tle ocalała kamienica ze ściętym narożnikiem. Było ich niegdyś sporo w Warszawie. Patrząc na oświetlenie fasad uznałem, że fotograf patrzył na wschód (oświetlona lewa strona zdjęcia - południowe fasady, zacieniona prawa - północne). Dodatkowymi wskazówkami były: widoczna po lewej stronie parterowa oficynka przyklejona do kolejnego budynku i po miejsce po prawej stronie po parterowej kamienicy. Zacząłem sprawdzać ulicę południowej części Śródmieścia. Po dłuższych poszukiwaniach uznałem, że żadna nie pasuje. Ale mnie to męczyło! Postanowiłem zacząć jeszcze raz. Skąd tam tyle drzew? Aż fasad nie widać. A czy ulica od tego ściętego narożnika nie ucieka nieco w prawo? Jest ulica, do której by to pasowało, ale... szybki rzut oka na google street view i wszystko jasne. Narożnik wcale nie był ścięty, to złudzenie, które kosztowało mnie sporo szukania choć odpowiedź była tak blisko. To JEST Wspólna! A gąszcz drzew, to nie przyuliczna zieleń, która zasłaniała fasady, ale teren dawnego cmentarza świętokrzyskiego. Przybudówka i rzekoma kamienica, to kaplica świętej Barbary - wszystkie wątpliwości rozwiewa to ujęcie. Dla porządku dodam, że na posesji o numerze 69 stała kiedyś parterowa budowla jakiej szukałem. Uff! Teraz mogę odetchnąć... przynajmniej do następnego zdjęcia!
[K]

środa, 17 października 2018

Koniec miasta

Za nami kolejne rocznice wybuchu i kapitulacji powstania warszawskiego, i jak zawsze przy tej okazji wracamy do tematu zagłady miasta. Dziś pretekstem stało się zdjęcie znalezione na portalu aukcyjnym Allegro.pl:


Zdjęcie zostało dość lakonicznie opisane przez Sprzedającego: "Warszawa - Ulica w ruinie - FOTO ok 1945". Trudno jednoznacznie powiedzieć czy zostało wykonane po wyzwoleniu, czy może jeszcze jesienią 1944 roku. Gruzowisko wygląda tu jeszcze na nienaruszone i osobiście skłaniałbym się za tą druga opcją. Być może autorem zdjęcia był jakiś żołnierz niemiecki, wędrujący po opustoszałej, popowstaniowej Warszawie, w takim czy innym celu.

Chwila zastanowienia nad miejscem wykonania fotografii i zagadka okazała się w zasadzie prosta. To ulica Wielka, mniej więcej na wysokości kamienicy nr 12 (ruiny po lewej). Ujęcie w kierunku południowym. W tle widzimy charakterystyczny owalny narożnik kamienicy nr 6 na rogu skrzyżowania z ulicą Złotą: LINK. Perspektywę częściowo zasłaniają ruiny hotelu "Astoria" przy ulicy Chmielnej 49.

Na ortofotomapie z roku 1945 kadr przedstawiałby się mniej więcej tak:


I choć po wojennych zniszczeniach, mogło się wydawać, że Warszawa przestanie istnieć, miasto podniosło się z gruzów. Niestety akurat ulica Wielka nie miała tyle szczęścia, całość zabudowy w jej okolicy poszła pod kilof w związku z budową Pałacu Kultury i placu Defilad.

(P)