środa, 21 października 2026
Cmentarz ze szkieletem w tle
poniedziałek, 3 listopada 2025
Balon nad Elsnerowem
Dość przypadkowo zainteresowałem się tym zdjęciem z 1935 roku wykonanym podczas zawodów balonowych o puchar Gordona Bennetta. Zawody odbywały się w Warszawie i mimo, że zdjęcie nie miało podanej lokalizacji, uznałem, że zrobiono je gdzieś na obrzeżach stolicy. Układ widocznych ulic był bardzo charakterystyczny, wskazywał na jedną z tras wylotowych z miasta. Przyglądając się uważnie, wpadł w mi w oko charakterystyczny kształt fortu widoczny blisko lewej krawędzi zdjęcia. Było to duże ułatwienie. Dość szybko wytypowałem fort Lewinów, który znajdował się na terenie dzisiejszej dzielnicy Targówek. Główną ulicą okazała się Radzymińska, jej charakterystycznymi przecznicami Lewinowska i Bukowiecka.
niedziela, 14 września 2025
Detektywistyczna robota ze zdjęciem Poddębskiego
wtorek, 25 marca 2025
Książkowa identyfikacja
Niedawno Jacek Dehnel - pisarz, ale i kolekcjoner zdjęć - zwrócił się na swoim profilu fb z apelem: "Komentariacie! Mądrości zbiorowa! Znalazłem takie oto zdjęcia z Warszawy z roku 1939/1940. Część z nich umiem zidentyfikować, większości - nie. Poza dwoma nie znam również autora. Zachęcam do szukania tych lokalizacji!" Takich próśb nie trzeba nam dwa razy powtarzać! Część z fotografii była już znana, kilka udało się wspólnymi siłami rozpoznać. Jednak to poniższa fotografia przykuła moją uwagę.
poniedziałek, 21 października 2024
Rosyjscy pacyfikatorzy Powstania
To zdjęcie obiegło 20 lat temu Polskę. W 2003 roku trafiło na okładkę tygodnika "Angora" opatrzone pytaniem "Czy ojciec prezydenta Putina pacyfikował Powstanie Warszawskie?". Publikacja wywołała sporo zamieszania, zdjęcie miało pochodzić z archiwów CIA, koniec końców cała sprawa okazała się grubymi nićmi szyta, o czym więcej można przeczytać tu. Przy okazji spekulowano, że zdjęcie jest fotomontażem, ale było ono w takiej formie publikowane już w 1957 roku w albumie "Dni Powstania. Kronika fotograficzna walczącej Warszawy" Stanisława Kopfa, gdy o Putinie nikt jeszcze nie słyszał. Fotografia przedstawia tak naprawdę grupę wschodnich kolaborantów w niemieckiej służbie — żołnierzy kolaboracyjnych jednostek RONA. Mimo że od wykonania fotografii minęło 80 lat, to miejsce jej wykonania nadal pozostawało nieznane. Po niedawnej identyfikacji zdjęcia z grupą cywilów opuszczających miasto po powstaniu odezwał się do mnie Fryderyk z naszej identyfikacyjnej grupy. Zaproponował, żebyśmy spróbowali się zmierzyć ze zdjęciem rosyjskich kolaborantów. Początkowo zadanie wydawało się niezwykle trudne. Co prawda zdjęć była cała seria i na każdym widoczny był jakiś dodatkowy szczegół, ale wszystkie przedstawiały niemal dokładnie ten sam fragment jednego podwórka.
czwartek, 17 października 2024
Pantera za rogiem
czwartek, 10 października 2024
Kat Woli w otoczeniu Kozaków
To chyba jedno z najbardziej znanych niemieckich zdjęć z powstania warszawskiego. Aż trudno uwierzyć, że dotąd nie określono miejsca, w którym je wykonano. Zanim jednak do tego przejdę, zastanówmy się co właściwie widzimy. Fotografia przedstawia Heinza Reinefartha (pierwszy od lewej w futrzanej czapce) w towarzystwie Kozaków w niemieckiej służbie. Zdjęcie budzi złowrogie skojarzenia, SS-Gruppenführer Heinz Reinefarth był zbroniarzem wojennym, po krwawych wydarzeniach w sierpniu 1944 roku nazywano go "Katem Woli". Żołnierze z 3 pułku kozaków płk. Bondarenki również zapisali krwawą kartę w historii powstania. "Oddziały kozackie stanowiły jedną z najliczniejszych grup narodowościowych spośród cudzoziemców walczących z powstańcami*". Wielokrotnie wspominano o popełnianych przez nich zbrodniach na ludności cywilnej, zarówno w Warszawie, jak i na terenie Puszczy Kampinoskiej. Na samym zdjęciu może nieco dziwić nakrycie głowy Reinefartha. Ma on na głowie charakterystyczną dla Kozaków okrągłą czapkę z otokiem z baranka. Skąd takie nakrycie u wysokiej rangi oficera SS?
wtorek, 1 października 2024
Koniec powstania warszawskiego
piątek, 26 stycznia 2024
Dom, ze środka jezdni ul. Francuskiej
niedziela, 24 grudnia 2023
Warszawskie Choinki ad 1948
Święta Bożego Narodzenia nierozerwalnie kojarzą się z choinką - tak dziś, jak i 75 lat temu. W zniszczonej stolicy, tak jak i dziś, na ulicach handlowano tymi drzewkami. Opisywane zdjęcie, zrobione w 1948 roku, pochodzi z Narodowego Archiwum Cyfrowego. Od lat staramy się pomagać tej instytucji w uzupełnianiu opisów historycznych zdjęć, zaś NAC konsekwentnie uzupełnia swoją bazę zdygitalizowanych zdjęć o nowe zespoły archiwalne. Kilka lat temu na stronę www.szukajwarchiwach.gov.pl trafił zespoł Socjalistycznej Agencji Prasowej, która działała w latach 1946-49. Jej fotografowie robili wiele zdjęć w Warszawie i wykonali całą serię kadrów przedstawiających sprzedaż choinek. Jednego z niepodpisanych zdjęć nie mogłem zidentyfikować, minął jednak dłuższy czas i przypomniałem sobie o "choinkowych" zdjęciach. Nie mogłem skojarzyć miejsca, mimo dość szerokiego kadru. Widoczny w lewej krawędzi kadru wyglądał dość charakterystycznie, ale nie mogłem sobie przypomnieć, żebym kiedykolwiek go widział. Może przestał istnieć? Przypomniałem sobie, że w tym samym zbiorku z choinkami, było jeszcze kilka zdjęć. Nie miały opisu, ale jedno z nich bez problemu rozpoznałem, jako praski Dom pod Sowami - pięknie odnowiona dziś kamienica zajmująca narożnik Okrzei i Jagiellońskiej.
niedziela, 10 września 2023
Orka na Saskiej Kępie
To interesujące zdjęcie pochodzi ze strony Małgorzaty Karoliny Piekarskiej. Dotąd wiadomo było o nim tylko tyle, że pochodzi z lat 40. i uwieczniono na nim fragment Saskiej Kępy. Zostało opublikowane w 2014 roku i przyznaję, że już kiedyś próbowałem ustalić jego lokalizację. Wtedy nie udało mi się zrobić tego z marszu, więc odłożyłem je na później i... wróciłem do niego dopiero po kilku latach. Tym razem jednak nie zamierzałem się poddawać. Uważnie przyjrzałem się zabudowie i uznałem, że jej układ i widoczne detale budynków powinny wystarczyć, by rozwiązać tę zagadkę. Budynki wydawały mi się znajome, wszystko wskazywało na skraj zabudowy Saskiej Kępy. Tylko który? Szukałem w okolicach ulicy Ateńskiej, bo było to jedno z miejsc, gdzie zabudowa dzielnicy kończyła się w podobny sposób, sąsiadując z polami. Jednak widoczne na zdjęciu budynki tam nie pasowały. W pewnym momencie zacząłem przyglądać się budynkom w rejonie ulicy Londyńskiej, bo tam przed wybuchem wojny również znajdowała się jakby wysepka zabudowy Saskiej Kępy wśród jeszcze niezagospodarowanych działek. Okazało się to właściwym tropem. Dzięki zdjęciom ukośnym publikowanym na miejskiej stronie odnalazłem dom z charakterystycznym układem okien. To istniejący do dziś budynek pod adresem Londyńska 15. Dzięki temu udało mi się dopasować pozostałe zabudowania.
wtorek, 28 czerwca 2022
Na rogu smutku i beznadziei
Jest dla mnie coś fascynującego w tej fotografii, utrwalony na kliszy kadr emanuje jakimś dojmującym smutkiem. Postanowiłem zatem szczegółowo ustalić miejsce wykonania zdjęcia. Wskazówek na pierwszy rzut oka było całkiem sporo i rejon poszukiwań znany, więc wydawało się, że rozpoznanie lokalizacji nie powinno sprawić większych trudności. O ile bowiem sam kadr jest stosunkowo wąski i widać na nim typową, biedną zabudowę, o tyle sam układ krzyżujących się ulic jest dość charakterystyczny, bo widoczna na pierwszym planie uliczka i przecznica za skrzyżowaniem są przesunięte względem siebie.
sobota, 4 czerwca 2022
Niecodzienny Widok
środa, 27 kwietnia 2022
Amerykanin w Warszawie
W chwili publikowania tego wpisu w Narodowym Archiwum Cyfrowym zdjęcie nie miało oczywiście podanej lokalizacji, zaś co do daty podano jedynie zakres lat 1968-83. Można jednak trochę zawęzić to datowanie. Skoro na zdjęciu nie ma gmachu ambasady, to najpóźniej może to być luty 1974, ponieważ wtedy zaczęto wznosić ten budynek. Wiemy to dzięki temu fragmentowi Stolicy nr 51-52 z roku 1975.
Pozostaje jeszcze pytanie co taki amerykański "cudak" robił w stolicy PRL? Tego niestety nie wiemy, ale może ktoś z czytelników naszego bloga będzie miał wiedzę na ten temat?
[K]
środa, 29 września 2021
Pogrzeb lotników
czwartek, 29 kwietnia 2021
Swoje trzeba odczekać
Zdjęcie pochodzące ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygnatura 1-A-934. Opatrzone w NAC dość ogólnikowym opisem: "Wybory do Sejmu w Warszawie. Ludność stolicy przed lokalem komisji wyborczej." Kadr ten znany jest od dawna, kilkukrotnie robiłem podejścia do identyfikacji uwiecznionego na nim miejsca, które intrygowało mnie swoją zagadkowością. Zawsze brakowało mi jednak determinacji, by ostatecznie rozprawić się z nierozpoznanym zdjęciem. A przecież zarówno już opis z NAC jak i sam obraz dostarcza sporo konkretnych informacji.
Tym razem jednak postanowiłem podejść bardziej zdecydowanie i metodycznie do poszukiwań. Zacząłem od sprawdzenia rzeczy elementarnej, czyli lat, w których odbywały się wybory parlamentarne w II RP. Wybory przeprowadzono w roku 1919, 1922, 1928, 1930, 1935 i 1938. Ale ponieważ to nadal bardzo szeroki zakres czasu, należało przyjrzeć się bardziej szczegółowo zdjęciu – w tym wypadku osobom uwiecznionym na fotografii, a konkretnie ich strojom. Tu dochodzimy do momentu, gdzie oprócz wiedzy stricte varsavianistycznej przydaje się ta nieco bardziej wyspecjalizowana. Fotografowani ludzie i ich ubiór stanowią z reguły ważny element, będący tym, co pozwala na dość niezawodne i stosunkowo precyzyjne datowanie zdjęć. Szczególnie odnosi się do to mody damskiej, która ulega zawsze szybszym zmianom, niż pozostająca nieco z tyłu, bardziej zachowawcza moda męska.
W sfotografowanej kolejce widać kilka stojących pań ubranych w krótkie płaszcze i głębokie, przypominające nieco wojskowe hełmy kapelusze, z ledwie zaznaczonym rondem. Właśnie takie kapelusze to element mody jakże charakterystyczny dla lat 20. XX wieku, dla ich drugiej połowy. Zatem ten detal z dużym prawdopodobieństwem zacieśniał nam ramy czasowe poszukiwań do 1928 lub 1930 roku.
Gwoli wyjaśnienia - sama fotografia pochodzi z archiwum ilustracji Ilustrowanego Kuriera Codziennego, dziennika o charakterze polityczno-społecznym, wydawanego w Krakowie w latach 1910-1939. Na szczęście, większość roczników (jeśli nie wszystkie) zachowała się w komplecie wydań i są one zdigitalizowane i dostępne online w zasobach Małopolskiej Biblioteki Cyfrowej.
Ponieważ wybory w 1928 roku odbyły się 5 marca, poszukiwania zacząłem od wydania z dnia 6 marca, lecz w nim zdjęcia nie było. Jednak chwile później moje poszukiwania zostały nagrodzone, bo wydaniu gazety z 7 marca, w fotoreportażu z przebiegu wyborów w Warszawie, natrafiłem na zagadkowe zdjęcie, jednak tu opatrzone już dużo precyzyjniejszym opisem: W godzinach rannych zjawiało się najwięcej głosujących. Oto rzesze czekające na swą kolejkę na ul. Czerniakowskiej.
Lokalizacja konkretnego miejsca przy Czerniakowskiej była kwestią czasu, więc postanowiłem podzielić się swoim odkryciem z Kubą. Nie zdążyłem się nawet dobrze rozpędzić z poszukiwaniami, gdy po chwili odpisał mi w wiadomości: „To szkoła przy Czerniakowskiej 128”. I rzeczywiście – ledwie wystający zza prawej krawędzi kadru narożnik gmachu szkolnego, oddanego do użytku w roku szkolnym 1928/1929, a istniejącego do chwili obecnej budynku dobrze pasuje. Tłumaczyło to też wychodzący na chodnik drewniany parkan otaczający budowę i nieco ukrytą, ustawioną skośnie tablicę informacyjną za nim.
Na zupełnie innym zdjęciu, również pochodzącym z NAC fotografowi udało się uchwycić w szerokim kadrze halę z charakterystyczną schodkowa ściana szczytową (na fotografii wskazana strzałką) pod adresem Czerniakowska 130, a stojącą na terenie posesji Portu Czerniakowskiego. Być może właśnie w niej zlokalizowany był jeden z warszawskich lokali wyborczych w 1928 roku.
(F, K)
wtorek, 2 marca 2021
Wędrujący portal
W roku 2017 w serwisie aukcyjnym Ebay.de pojawiło się niewyraźne zdjęcie, przedstawiające uliczne targowisko. Stojący za przekupkami budynek widoczny jest tylko fragmentarycznie, ale rzuca się w oczy jego charakterystyczny, bogato zdobiony portal.
Według opisu aukcji zdjęcie
wykonano w warszawskim getcie, ale taka
lokalizacja od początku wydawała mi się wątpliwa. Niedawno zdjęcie wystawiono
ponownie, tym razem sprzedający zamieścił nawet skan rewersu odbitki, gdzie
widniał nabazgrany ołówkiem napis 'Warschau Polen'.
Kluczem do identyfikacji okazał się
widoczny częściowo szyld, na którym można odczytać nazwisko 'Weintraub'. W warszawskich książkach
telefonicznych widnieje wprawdzie Józef Weintraub, który mieszkał na Długiej 11 i
prowadził aptekę na Franciszkańskiej 18, ale żaden z tych adresów nie przypominał miejsca
przedstawionego na zagadkowym zdjęciu.
Korzystając z wyszukiwarki
genealogyindexer.org rozszerzyłem moje poszukiwania na cały kraj, uzyskując
kilkadziesiąt adresów rozrzuconych w wielu miastach Polski. Poszukiwania byłyby o
wiele łatwiejsze, gdyby na zdjęciu znalazła się górna część szyldu, lub choćby inicjał
imienia był lepiej czytelny. Tych informacji jednak brakowało.
Przeglądając wyszukane adresy, zwróciłem uwagę na skład nasion S.
Weintrauba, zlokalizowany na rynku w Tarnowie.
Zacząłem od obejrzenia aktualnego wyglądu rynku, korzystając z Google Street View. Bez trudu znalazłem niemal identyczny portal, zlokalizowany na południowej ścianie ratusza. Podobieństwo było uderzające - ale całe otoczenie wyglądało zupełnie inaczej: LINK
Dopiero odszukanie archiwalnych zdjęć ratusza
w serwisie Fotopolska pozwoliło rozwiązać zagadkę. Otóż ratusz został bardzo poważnie
przebudowany w latach sześćdziesiątych XX w. i jedną ze zmian było właśnie
przesunięcie portalu wejściowego wraz z jego obróceniem o 90 stopni.
Wcześniej ratusz wyglądał dokładnie tak, jak na identyfikowanym zdjęciu. Na wielu starych fotografiach widać także w pełnej okazałości szyld sklepu pana Weintrauba: LINK
Przedstawiona powyżej identyfikacja raz jeszcze
przypomina, aby do opisów zamieszczanych w serwisach aukcyjnych podchodzić z dużą
ostrożnością. Zdjęcia z warszawskiego getta są poszukiwane i osiągają wysokie
ceny. Sprzedający często podają więc warszawską lokalizację zdjęcia, nie mając
pewności, skąd ono naprawdę pochodzi.
[nuro]
wtorek, 12 stycznia 2021
Na tropach dworca
Na jednym z popularniejszych portali aukcyjnych pojawiło się ostatnio zdjęcie z okresu pierwszej wojny światowej opisane jako: "Warszawa Dworzec Terespolski":
poniedziałek, 9 listopada 2020
Miasteczko na krańcach miasta
Co istotne i szczególnie warte podkreślenia, to fakt, że całość kolekcji, ze względu na technikę wykonania negatywów, to znakomitej jakości obrazy, oferujące w powiększeniach świetne odwzorowanie szczegółów. Nie wiadomo, kto był autorem serii zdjęć, jednak wnioskując po pewnym kluczu doboru kadrów, był to ktoś „z zewnątrz”, przyjezdny, być może Niemiec, żołnierz czy inny przedstawiciel ówczesnych władz okupacyjnych. Autor utrwalał na szklanych płytach widoki miejsc nie tylko reprezentacyjnych, co stanowiących dla niego swoistą egzotykę, do której zapewne nie był przyzwyczajony na co dzień, jak prawosławne sobory, czy miejsca zamieszkania warszawskiej biedoty.
Wróćmy jednak do naszej fotografii. Teoretycznie, mogła ona zostać wykonana gdziekolwiek na terenie dawnego zaboru rosyjskiego czy np. Galicji. Co prawda obraz wyjątkowo mocno kontrastował z większością kadrów kolekcji, jednak reszta sugerowała proweniencję warszawską również i w tym wypadku. Biedna, koślawa i mocno zdewastowana drewniana zabudowa, wyglądająca niczym żydowski sztetl na Kresach, zaledwie jeden parterowy murowaniec i właściwie żadnych typowych oznak miejskości, jak chociażby latarenki adresowe czy latarnie uliczne, sugerowały podrzędną okolicę, raczej dalekie przedmieścia, prawdopodobnie któryś z terenów świeżo przyłączonych do miasta w 1916 roku decyzją gubernatora von Besselera.
Szanse na identyfikację miejsca uchwyconego w kadrze wydawały się w pierwszej chwili znikome, niemal równe zeru. Jednak fotografia intrygowała, więc po krótkim zastanowieniu swe poszukiwania postanowiłem skierować w pierwszej kolejności na Powązki. Problem w tym, że dzielnica ta dysponuje wyjątkowo ubogą ikonografią, mogąca być przydatną w lokalizacji. Wprawdzie ortofotomapa z wiosny 1945 nie jest zbyt pomocna, gdyż większość drewnianej zabudowy Powązek została zrównana z ziemią, jednak w zestawieniu z fotoplanem z 1935, mimo nie najlepszej jakości zdjęć, mogła być przydatna. Po analizie fotografii uznałem, że murowany budynek z lukarnami jest na tyle charakterystyczny, że powinien być widoczny na zdjęciu lotniczym, o ile nadal istniał w 1935 roku, co przy jego „kondycji” wcale nie było oczywiste. To był jeden z punktów zaczepienia. Drugim, jak mi się wydawało, był zakręt drogi na ostatnim planie i nieco dziwne, niezbyt naturalne ustawienie budynków względem niej. Zacząłem więc szukać w skupisku zabudowy znajdującym po północnej stronie ul. Powązkowskiej. Poszukiwania tam jednak nie przyniosły zadowalającego rezultatu, bo albo nie pasował przebieg ulicy albo układ stojącej przy niej zabudowy. Wprawdzie przy samej Powązkowskiej stały budynki posiadające lukarny, lecz reszta zupełnie nie pasowała do tego, co było widoczne na zagadkowym zdjęciu. Jednak moją uwagę zwrócił budynek stojący przy ul. Elbląskiej, nieco na południe od skrzyżowania z Powązkowską.
W porównaniu ze zdjęciami lotniczymi z 1935 roku nie zgadzał mi się jednak m.in., łuk ulicy, widoczny na ostatnim planie, który przebiegał w przeciwnym kierunku. Należało więc sięgnąć po ostatnią, jak sądziłem najlepszą możliwość weryfikacji, czyli plan Lindleya ze zbiorów APW, który ze względu na swoją wyjątkową precyzję i okres powstania, powinien uwzględniać widoczną na zdjęciu zabudowę. I rzeczywiście, wystarczyło jedno spojrzenie na arkusz planu Lindleya, by rozwiać wszelkie wątpliwości – układ zabudowy pokrywał się niemal doskonale z tą z identyfikowanej fotografii. Niemal, bo na zdjęciu brakowało jednego budynku, sąsiadującego z domem z lukarnami, a zaznaczonego na planie białym krzyżykiem. Jednak na fotografii dobrze było widać na ścianie szczytowej murowańca ślad dawnego sąsiedztwa w postaci nieotynkowanej powierzchni. Wyjaśnił się też nieco dziwny przebieg ulicy na ostatnim planie – drewniane domki zamykające perspektywę ulicy stały przy Powązkowskiej a tu widzieliśmy ich tyły.
O ile wyjaśniło się miejsce wykonania fotografii, to jej autor nadal pozostawał zagadkowy. Jak wspomniałem na początku wpisu, przypuszczam, że fotografem był ktoś ze strony okupacyjnej, być może niemiecki żołnierz. Teza wprawdzie niepotwierdzona żadnym mocnym dowodem, jednak Powązki to miejsce, gdzie mało kto ”z zewnątrz” zapuszczał się chętnie, a jeszcze mniej chętnie w celu wyłącznie fotografowania. Natomiast w okresie 1915-1918 pojawiali się w okolicy niemieccy wojskowi odwiedzający groby swoich poległych i zmarłych towarzyszy, bowiem pierwotnie prawosławny, rosyjski cmentarz wojskowy będący zaczątkiem obecnych Powązek Wojskowych, stał się miejscem pochówków żołnierzy kajzerowskiej armii. Właśnie zapewne podczas jednej z takich wizyt, któryś z nich zszedł z głównej drogi w centrum miasteczka Powązki, by zajrzeć nieco za kulisy tego egzotycznego dla niego otoczenia. Wykonanie fotografii na ówczesnej ul. Szlachtuzowej (taką nazwę nosił pierwotnie odcinek późniejszej ul. Elbląskiej między Powązkowską a torami linii obwodowej) nie musiało być podyktowane wyłącznie ciekawością, a celami propagandowymi. Niemcy bowiem bardzo chętnie pokazywali w różnych wydawnictwach, a nawet na pocztówkach propagandowych niski poziom cywilizacyjny ludności, w tym Żydów (Ostjuden) na terenie dawnego zaboru rosyjskiego. Właśnie jedno z takich ujęć, wykonane przy wylocie Szlachtuzowej (po lewej) na Powązkowską trafiło na tego rodzaju pocztówkę:
Kres widocznej na zdjęciu zabudowie położyło Powstanie Warszawskie, kiedy licha, w większości drewniana zabudowa spłonęła. Wypalony murowany budynek o przedwojennym adresie Elbląska 22 wprawdzie przetrwał, jednak według akt Biura Odbudowy Stolicy, podobnie jak sąsiednie budynki nie nadawał się do odbudowy. Prawdopodobnie niedługo potem zniknął na zawsze z krajobrazu Powązek.
Dziś zapewne mało kto zdaje sobie sprawę, jak wyglądało to miejsce ponad 100 lat temu i próżno szukać w terenie jakichkolwiek reliktów przedwojennej zabudowy. Tym cenniejszym dokumentem wydaje się to anonimowe zdjęcie.
Sama nazwa ul. Szlachtuzowej również nie utrwaliła się w pamięci warszawiaków, gdyż w ramach Warszawy istniała bardzo krótko – już w 1919 roku została zastąpiona Elbląską. Obecnie ten fragment dawnej Elbląskiej nosi nową, jeszcze inną nazwę – od kilku lat za patrona ma Jerzego Ficowskiego. Obecnie widok z tego samego miejsca wygląda mniej więcej TAK.
(F)
PS. Serdeczne podziękowania dla Marcina Guzka za rzeczową i pouczającą dyskusję dotyczącą kwestii nazewnictwa ulic.




.jpg)
























