czwartek, 29 kwietnia 2021

Swoje trzeba odczekać

Zdjęcie pochodzące ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, sygnatura 1-A-934. Opatrzone w NAC dość ogólnikowym opisem: "Wybory do Sejmu w Warszawie. Ludność stolicy przed lokalem komisji wyborczej." Kadr ten znany jest od dawna, kilkukrotnie robiłem podejścia do identyfikacji uwiecznionego na nim miejsca, które intrygowało mnie swoją zagadkowością. Zawsze brakowało mi jednak determinacji, by ostatecznie rozprawić się z nierozpoznanym zdjęciem. A przecież zarówno już opis z NAC jak i sam obraz dostarcza sporo konkretnych informacji.

Tym razem jednak postanowiłem podejść bardziej zdecydowanie i metodycznie do poszukiwań. Zacząłem od sprawdzenia rzeczy elementarnej, czyli lat, w których odbywały się wybory parlamentarne w II RP. Wybory przeprowadzono w roku 1919, 1922, 1928, 1930, 1935 i 1938. Ale ponieważ to nadal bardzo szeroki zakres czasu, należało przyjrzeć się bardziej szczegółowo zdjęciu – w tym wypadku osobom uwiecznionym na fotografii, a konkretnie ich strojom. Tu dochodzimy do momentu, gdzie oprócz wiedzy stricte varsavianistycznej przydaje się ta nieco bardziej wyspecjalizowana. Fotografowani ludzie i ich ubiór stanowią z reguły ważny element, będący tym, co pozwala na dość niezawodne i stosunkowo precyzyjne datowanie zdjęć. Szczególnie odnosi się do to mody damskiej, która ulega zawsze szybszym zmianom, niż pozostająca nieco z tyłu, bardziej zachowawcza moda męska.

W sfotografowanej kolejce widać kilka stojących pań ubranych w krótkie płaszcze i głębokie, przypominające nieco wojskowe hełmy kapelusze, z ledwie zaznaczonym rondem. Właśnie takie kapelusze to element mody jakże charakterystyczny dla lat 20. XX wieku, dla ich drugiej połowy. Zatem ten detal z dużym prawdopodobieństwem zacieśniał nam ramy czasowe poszukiwań do 1928 lub 1930 roku.

Gwoli wyjaśnienia - sama fotografia pochodzi z archiwum ilustracji Ilustrowanego Kuriera Codziennego, dziennika o charakterze polityczno-społecznym, wydawanego w Krakowie w latach 1910-1939. Na szczęście, większość roczników (jeśli nie wszystkie) zachowała się w komplecie wydań i są one zdigitalizowane i dostępne online w zasobach Małopolskiej Biblioteki Cyfrowej.

Ponieważ wybory w 1928 roku odbyły się 5 marca, poszukiwania zacząłem od wydania z dnia 6 marca, lecz w nim zdjęcia nie było. Jednak chwile później moje poszukiwania zostały nagrodzone, bo wydaniu gazety z 7 marca, w fotoreportażu z przebiegu wyborów w Warszawie,  natrafiłem na zagadkowe zdjęcie, jednak tu opatrzone już dużo precyzyjniejszym opisem: W godzinach rannych zjawiało się najwięcej głosujących. Oto rzesze czekające na swą kolejkę na  ul. Czerniakowskiej.


Lokalizacja konkretnego miejsca przy Czerniakowskiej była kwestią czasu, więc postanowiłem podzielić się swoim odkryciem z Kubą. Nie zdążyłem się nawet dobrze rozpędzić z poszukiwaniami, gdy po chwili odpisał mi w wiadomości: „To szkoła przy Czerniakowskiej 128”. I rzeczywiście – ledwie wystający zza prawej krawędzi kadru narożnik gmachu szkolnego, oddanego do użytku w roku szkolnym 1928/1929, a istniejącego do chwili obecnej budynku dobrze pasuje. Tłumaczyło to też wychodzący na chodnik drewniany parkan otaczający budowę i nieco ukrytą, ustawioną skośnie tablicę informacyjną za nim.

Na zupełnie innym zdjęciu, również pochodzącym z NAC fotografowi udało się uchwycić w szerokim kadrze halę z charakterystyczną schodkowa ściana szczytową (na fotografii wskazana strzałką) pod adresem Czerniakowska 130, a stojącą na terenie posesji Portu Czerniakowskiego. Być może właśnie w niej zlokalizowany był jeden z warszawskich lokali wyborczych w 1928 roku.

 

(F, K)

wtorek, 2 marca 2021

Wędrujący portal

 

W roku 2017 w serwisie aukcyjnym Ebay.de pojawiło się niewyraźne zdjęcie, przedstawiające uliczne targowisko. Stojący za przekupkami budynek widoczny jest tylko fragmentarycznie, ale rzuca się w oczy jego charakterystyczny, bogato zdobiony portal.

Według opisu aukcji zdjęcie wykonano w  warszawskim getcie, ale taka lokalizacja od początku wydawała mi się wątpliwa. Niedawno zdjęcie wystawiono ponownie, tym razem sprzedający zamieścił nawet skan rewersu odbitki, gdzie widniał nabazgrany ołówkiem napis 'Warschau Polen'.

Kluczem do identyfikacji okazał się widoczny częściowo szyld, na którym można odczytać nazwisko 'Weintraub'. W warszawskich książkach telefonicznych widnieje wprawdzie Józef Weintraub, który mieszkał na Długiej 11 i prowadził aptekę na Franciszkańskiej 18, ale żaden z tych adresów nie przypominał miejsca przedstawionego na zagadkowym zdjęciu.

Korzystając z wyszukiwarki genealogyindexer.org rozszerzyłem moje poszukiwania na cały kraj, uzyskując kilkadziesiąt adresów rozrzuconych w wielu miastach Polski. Poszukiwania byłyby o wiele łatwiejsze, gdyby na zdjęciu znalazła się górna część szyldu, lub choćby inicjał imienia był lepiej czytelny. Tych informacji jednak brakowało.

Przeglądając wyszukane adresy, zwróciłem uwagę na skład nasion S. Weintrauba, zlokalizowany na rynku w Tarnowie.

Zacząłem od obejrzenia aktualnego wyglądu rynku, korzystając z Google Street View. Bez trudu znalazłem niemal identyczny portal, zlokalizowany na południowej ścianie ratusza. Podobieństwo było uderzające - ale całe otoczenie wyglądało zupełnie inaczej: LINK

 Dopiero odszukanie archiwalnych zdjęć ratusza w serwisie Fotopolska pozwoliło rozwiązać zagadkę. Otóż ratusz został bardzo poważnie przebudowany w latach sześćdziesiątych XX w. i jedną ze zmian było właśnie przesunięcie portalu wejściowego wraz z jego obróceniem o 90 stopni.

Wcześniej ratusz wyglądał dokładnie tak, jak na identyfikowanym zdjęciu. Na wielu starych fotografiach widać także w pełnej okazałości szyld sklepu pana Weintrauba: LINK

Przedstawiona powyżej identyfikacja raz jeszcze przypomina, aby do opisów zamieszczanych w serwisach aukcyjnych podchodzić z dużą ostrożnością. Zdjęcia z warszawskiego getta są poszukiwane i osiągają wysokie ceny. Sprzedający często podają więc warszawską lokalizację zdjęcia, nie mając pewności, skąd ono naprawdę pochodzi.

[nuro]

wtorek, 12 stycznia 2021

Na tropach dworca

Na jednym z popularniejszych portali aukcyjnych pojawiło się ostatnio zdjęcie z okresu pierwszej wojny światowej opisane jako: "Warszawa Dworzec Terespolski":


Ciekawe zdjęcia pojawiają się od czasu do czasu w ofercie antykwarycznej i nie ma w tym nic dziwnego, natomiast akurat w tym przypadku zaskoczyła mnie relatywnie niska cena wywoławcza, jak na tak ciekawy dokument. Rzut oka na budynek i porównanie charakterystycznych elementów od razu wskazywał, że nie mamy do czynienia z Dworcem Terespolskim, ani nawet z żadnym innym z terenu Warszawy. Architektura dawnych obiektów kolejowych zasadniczo była dość podobna - budynek główny, mniejszy lub większy, a wzdłuż peronów ciągnące się parterowe hale. Stąd być może pomyłka w opisie, albo i celowa dezinformacja, w nadziei na roztargnienie czy ignorancję potencjalnych kupców. Pamiętajmy, że kupując cokolwiek w Internecie powinniśmy mieć ograniczone zaufanie i dobrze sprawdzić "oferowany towar" zanim zdecydujemy się na kupno.

Ponieważ zagdaka wydała mi się ciekawa, postanowiłem odszukać właściwy dworzec z fotografii, licząc na to, że skoro raz został sfotografowany, to może uda się odnaleźć inne jego zdjęcia. Początkowo szukałem zniszczonych dworców na terenie Królestwa Polskiego i na Kresach, ale ponieważ nie przynosiło to żadnych rezultatów, postanowiłem rozszerzyć obszar poszukiwań. Po kilku minutach zabawy z wyszukiwarką zdjęć, odpowiedź była gotowa. 

Na zdjęciu uwieczniono ruiny dworca w rumuńskim mieście Predeal (nieopodal Braszowa), gdzie jesienią 1916 toczyły się dramatyczne walki o zdobycie strategicznej przełęczy. Więcej o samej bitwie można przeczytać na stronach Wikipedii: LINK. Na niezbyt wyraźnym zdjęciu zamieszczono ruiny dworca po bitwie, na którym widać (od strony peronów) budynek główny z identycznymi wyrwami po ostrzale artyleryjskim, jak na naszym zdjęciu (zaznaczyłem, je na czerwono, aby budynek na pierwszym planie nie zaciemniał wywodu):


A Tuż przed zniszczeniem dworzec kolejowy w Predeal wyglądał tak, jak to możemy w całej okazałości zobaczyć na starej karcie pocztowej:


Tak, aukcje internetowe z pocztówkami i fotografiami to zaiste doskonałe źródło do poszukiwania i rozwiązywania przeróżnych zagadek identyfikacyjnych. Życzę wszystkim zainteresowanym dawna warszawską ikonografią owocnej zabawy przy tropieniu "okazyjnych zdjęć".

(P)






poniedziałek, 9 listopada 2020

Miasteczko na krańcach miasta

Dzisiejszy wpis poświęcony jest fotografii znajdującej się w zasobach Muzeum Uniwersytetu Warszawskiego. To jeden z 23 szklanych negatywów ze zbiorów Pracowni Historycznej Tchorek-Bentall, a prezentowanych na wystawie „Codzienność Warszawy 1915-1918” LINK. Kolekcja ukazuje widoki miasta podczas I wojny światowej, znajdującego się pod niemiecką okupacją. Większość ujęć przedstawia raczej standardowe kadry stosunkowo reprezentacyjnych miejsc i obiektów,  jakie znamy i z innych fotografii. Jedno z nich wydało mi się dość niezwykłe i tajemnicze:


Co istotne i szczególnie warte podkreślenia, to fakt, że całość kolekcji, ze względu na technikę wykonania negatywów, to znakomitej jakości obrazy, oferujące w powiększeniach świetne odwzorowanie szczegółów. Nie wiadomo, kto był autorem serii zdjęć, jednak wnioskując po pewnym kluczu doboru kadrów, był to ktoś „z zewnątrz”, przyjezdny, być może Niemiec, żołnierz czy inny przedstawiciel ówczesnych władz okupacyjnych. Autor utrwalał na szklanych płytach widoki miejsc nie tylko reprezentacyjnych, co stanowiących dla niego swoistą egzotykę, do której zapewne nie był przyzwyczajony na co dzień, jak prawosławne sobory, czy miejsca zamieszkania warszawskiej biedoty.

Wróćmy jednak do naszej fotografii. Teoretycznie, mogła ona zostać wykonana gdziekolwiek na terenie dawnego zaboru rosyjskiego czy np. Galicji. Co prawda obraz wyjątkowo mocno kontrastował z większością kadrów kolekcji, jednak reszta sugerowała proweniencję warszawską również i w tym wypadku. Biedna, koślawa i mocno zdewastowana drewniana zabudowa, wyglądająca niczym żydowski sztetl na Kresach, zaledwie jeden parterowy murowaniec i właściwie żadnych typowych oznak miejskości, jak chociażby latarenki adresowe czy latarnie uliczne,  sugerowały podrzędną okolicę, raczej dalekie przedmieścia, prawdopodobnie  któryś z terenów świeżo przyłączonych do miasta w 1916 roku decyzją gubernatora von Besselera.

Szanse na identyfikację miejsca uchwyconego w kadrze wydawały się w pierwszej chwili znikome, niemal równe zeru. Jednak fotografia intrygowała, więc po krótkim zastanowieniu swe poszukiwania postanowiłem skierować w pierwszej kolejności na Powązki. Problem w tym, że dzielnica ta dysponuje wyjątkowo ubogą ikonografią, mogąca być przydatną w lokalizacji. Wprawdzie ortofotomapa z wiosny 1945 nie jest zbyt pomocna, gdyż większość drewnianej zabudowy Powązek została zrównana z ziemią, jednak w zestawieniu z fotoplanem z 1935, mimo nie najlepszej jakości zdjęć, mogła być przydatna. Po analizie fotografii uznałem, że murowany budynek z lukarnami jest na tyle charakterystyczny, że powinien być widoczny na zdjęciu lotniczym, o ile nadal istniał w 1935 roku, co przy jego „kondycji” wcale nie było oczywiste. To był jeden z punktów zaczepienia. Drugim, jak mi się wydawało, był zakręt drogi na ostatnim planie i nieco dziwne, niezbyt naturalne ustawienie budynków względem niej. Zacząłem więc szukać w skupisku zabudowy znajdującym po północnej stronie ul. Powązkowskiej.  Poszukiwania tam jednak nie przyniosły zadowalającego rezultatu, bo albo nie pasował przebieg ulicy albo układ stojącej przy niej zabudowy. Wprawdzie przy samej Powązkowskiej stały budynki posiadające lukarny, lecz reszta zupełnie nie pasowała do tego, co było widoczne na zagadkowym zdjęciu. Jednak moją uwagę zwrócił budynek stojący przy ul. Elbląskiej, nieco na południe od skrzyżowania z Powązkowską.


W porównaniu ze zdjęciami lotniczymi z 1935 roku nie zgadzał mi się jednak m.in.,  łuk ulicy, widoczny na ostatnim planie, który przebiegał w przeciwnym kierunku.  Należało więc sięgnąć po ostatnią, jak sądziłem najlepszą możliwość weryfikacji, czyli plan Lindleya ze zbiorów APW, który ze względu na swoją wyjątkową precyzję i okres powstania, powinien uwzględniać widoczną na zdjęciu zabudowę. I rzeczywiście, wystarczyło jedno spojrzenie na arkusz planu Lindleya, by rozwiać wszelkie wątpliwości – układ zabudowy pokrywał się niemal doskonale z tą z identyfikowanej fotografii. Niemal, bo na zdjęciu brakowało jednego budynku, sąsiadującego z domem z lukarnami, a zaznaczonego na planie białym krzyżykiem. Jednak na fotografii dobrze było widać na ścianie szczytowej murowańca ślad dawnego sąsiedztwa w postaci nieotynkowanej powierzchni. Wyjaśnił się też nieco dziwny przebieg ulicy na ostatnim planie – drewniane domki zamykające perspektywę ulicy stały przy Powązkowskiej a tu widzieliśmy ich tyły.


O ile wyjaśniło się miejsce wykonania fotografii, to jej autor nadal pozostawał zagadkowy. Jak wspomniałem na początku wpisu,  przypuszczam, że fotografem był ktoś ze strony okupacyjnej, być może niemiecki żołnierz. Teza wprawdzie niepotwierdzona żadnym mocnym dowodem, jednak Powązki to miejsce, gdzie mało kto ”z zewnątrz” zapuszczał się chętnie, a jeszcze mniej chętnie w celu wyłącznie fotografowania. Natomiast w okresie 1915-1918 pojawiali się w okolicy niemieccy wojskowi odwiedzający groby swoich poległych i zmarłych towarzyszy, bowiem pierwotnie prawosławny, rosyjski cmentarz wojskowy będący zaczątkiem obecnych Powązek Wojskowych, stał się miejscem pochówków żołnierzy kajzerowskiej armii. Właśnie zapewne podczas jednej z takich wizyt, któryś z nich zszedł z głównej drogi w centrum miasteczka Powązki, by zajrzeć nieco za kulisy tego egzotycznego dla niego otoczenia. Wykonanie fotografii na ówczesnej ul. Szlachtuzowej (taką nazwę nosił pierwotnie odcinek późniejszej ul. Elbląskiej między Powązkowską a torami linii obwodowej) nie musiało być podyktowane wyłącznie ciekawością, a celami propagandowymi. Niemcy bowiem bardzo chętnie pokazywali w różnych wydawnictwach, a nawet na pocztówkach propagandowych niski poziom cywilizacyjny ludności, w tym Żydów (Ostjuden) na terenie dawnego zaboru rosyjskiego. Właśnie jedno z takich ujęć, wykonane przy wylocie Szlachtuzowej (po lewej) na  Powązkowską trafiło na tego rodzaju pocztówkę:


Kres widocznej na zdjęciu zabudowie położyło Powstanie Warszawskie, kiedy licha, w większości drewniana zabudowa spłonęła. Wypalony murowany budynek o przedwojennym adresie Elbląska 22 wprawdzie przetrwał, jednak według akt Biura Odbudowy Stolicy, podobnie jak sąsiednie budynki nie nadawał się do odbudowy. Prawdopodobnie niedługo potem zniknął na zawsze z krajobrazu Powązek.


Dziś zapewne mało kto zdaje sobie sprawę, jak wyglądało to miejsce ponad 100 lat temu i próżno szukać w terenie jakichkolwiek reliktów przedwojennej zabudowy. Tym cenniejszym dokumentem wydaje się to anonimowe zdjęcie.

Sama nazwa ul. Szlachtuzowej również nie utrwaliła się w pamięci warszawiaków, gdyż w ramach Warszawy istniała bardzo krótko – już w 1919 roku została zastąpiona Elbląską. Obecnie ten fragment dawnej Elbląskiej nosi nową, jeszcze inną nazwę – od kilku lat za patrona ma Jerzego Ficowskiego. Obecnie widok z tego samego miejsca wygląda mniej więcej TAK.

(F)

PS. Serdeczne podziękowania dla Marcina Guzka za rzeczową i pouczającą dyskusję dotyczącą kwestii nazewnictwa ulic. 

sobota, 17 października 2020

Tropem generała

Na jednej z poświęconych Warszawie grup społecznościowych, zobaczyłem pewnego razu to zdjęcie podpisane jako "generał Zygmunt Berling na Pradze". Od razu uznałem, że opis jest błędny.


Po pierwsze generał jest w galowym mundurze [uzupełnienie: Panowie Adrian Sobieszczański i Hubert Kuberski zwrócili nam niezależnie od siebie uwagę, że to inny rodzaj ubioru wyjściowego - mundur garnizonowy. Dziękujemy za uwagi i uważne śledzenie bloga!], co nie mogło mieć miejsca na froncie, jakim de facto była w roku 1944 warszawska Praga. Po drugie zaś i najważniejsze, na zdjęciu jest wystarczająco dużo szczegółów w tle, żeby rozpoznać miejsce jego wykonania. Moją uwagę zwróciła kamienica nad głową cywila. To budynek, który stał w alei 3 Maja, niemal naprzeciwko Muzeum Narodowego. Dziś ten fragment został włączony w ciąg Alej Jerozolimskich. Budynek miał adres al. 3 Maja 42: LINK i został rozebrany na przełomie lat 40. i 50. Właściwie wraz ze zlokalizowaniem zdjęcia mógłbym uznać, że moja rola jest zakończona, ale ciekawość skierowała mnie w poszukiwaniu źródeł błędnego opisu.  Okazało się, że zdjęcie jest opublikowane na Wikipedii jako:

"Generał Zygmunt Berling w rozmowie z mieszkańcami Pragi, data 1944", źródło Leszek Wysznacki, Warszawa od wyzwolenia do naszych dni, Wydawnictwo Sport i Turystyka, Warszawa 1977, p. 187."

Niestety nie dysponuję wskazaną publikacją, by sprawdzić, że zdjęcie jest w niej faktycznie tak opisane, ale wiem, że gdy źle podpisane zdjęcie raz pojawi się na Wikipedii, to będzie już zawsze krążyć z takim właśnie opisem. Dodatkowo widnieje przy nim adnotacja, że należy do domeny publicznej, czyli może być bezpłatnie wykorzystywane. Z tego powodu funkcjonuje jako ilustracja do dziesiątków artykułów o Berlingu. Zawsze z tym samym, błędnym opisem [aktualizacja - dzięki informacji od czytelnika naszego bloga, Pana Mateusza Pęcikiewicza, wiemy że faktycznie fotografia ma w książce taki opis].

Uznałem że warto poszukać dalej, by w miarę możliwości, ustalić również datę zrobienia zdjęcia. Przeszukując Internet w poszukiwaniu informacji na temat generała znalazłem inne zdjęcie Berlinga, które z uwagi na wygląd munduru, mogło być zrobione tego samego dnia:


Według podpisu zdjęcie pochodziło z bazy Polskiej Agencji Prasowej: LINK. Krótkie poszukiwania w jej zasobach okazały się strzałem w dziesiątkę! 


To inne ujęcie z tej samej serii. Podpis również jest błędny: "Warszawa, 1947-05-01. Manifestacja pierwszomajowa na pl. Zwycięstwa. Nz. generał Zygmunt Berling (P) i operator Polskiej Kroniki Filmowej (PKF) Władysław Forbert." Przyznam, że nie liczyłem na rozpoznanie drugiej osoby na zdjęciu, a okazało się, że "mieszkaniec Pragi", to znany operator Kroniki Filmowej. Wcześniej zaś Władysław Forbert służył w I Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, nie był jednak zwykłym żołnierzem. Pracował dla Czołówki Filmowej Ludowego Wojska Polskiego, która miała za zadanie dokumentowanie wysiłku wojennego polskich formacji walczących u boku Armii Czerwonej. Berling był pierwszym dowódcą dywizji kościuszkowskiej, Panowie byli więc w momencie zrobienia zdjęcia starymi znajomymi. Jak widać to ani 1944, ani Praga, ani przypadkowi ludzie. Zapewne w jakimś wydawnictwie potrzebne było zdjęcie ilustrujące zdobycie Pragi, ale nie znaleziono odpowiedniej fotografii. Wykorzystano więc zdjęcie generała Berlinga. Trudno dziś oceniać czy był to błąd czy nadużycie, z pewnością jednak nie ma potrzeby, by dalej powielać błędny opis. 

(K)

środa, 23 września 2020

Beznadziejna(?) ruina

 

 W ostatnich dniach zostaliśmy poproszeni przez Pana Łukasza Karolewskiego z Narodowego Archiwum Cyfrowego LINK o pomoc w identyfikacji kilkunastu zdjęć znajdujących się w ich zasobach. Powyższe zdjęcie, również nie rozpoznane i dotychczas niedostępne online pochodzi z archiwum fotografii Stefana Rassalskiego. Typowy, na pierwszy rzut oka niczym nie wyróżniający się kadr, dokumentujący powojenne zniszczenia Warszawy. Zdanie, że sytuację dodatkowo utrudniał fakt, że fasady widocznych budynków przestały istnieć, co znacznie utrudnia identyfikację. Jedyną wskazówką mogła być otrzymana przez nas informacja, że kadr znajdował się na kliszy pomiędzy ujęciami z ulicy Senatorskiej i Miodowej. Pozwoliło mi to zawęzić zasięg poszukiwań do stosunkowo niewielkiego obszaru. Dodatkowym punktem zaczepienia mógł być widoczny na zdjęciu układ, który wskazywał na skrzyżowanie ulic. Wrażenie to podkreślał widoczny słup ogłoszeniowy, który to element małej architektury ulicznej bardzo często lokalizowano właśnie w okolicach skrzyżowań. Zacząłem więc przeglądać rejon na ortofotomapie z 1945 roku, która w tym wypadku stanowi najlepszy materiał porównawczy do poszukiwań. Przejrzałem kilkukrotnie całą zabudowę ulic Senatorskiej i Miodowej, jednak te gruzowiska, które dało się dostrzec na zdjęciach lotniczych nijak nie pasowały do układu pozostałej zabudowy. Trzeba było zatem przyjrzeć się przecznicom powyższych ulic.

Moją uwagę zwróciły jeszcze dwie rzeczy na fotografii. Pierwszą było to, że gruzowisko stanowiło zbyt regularną hałdę, rozdrobnioną na wręcz pojedyncze cegły, zupełnie różną od tego, co mogłoby być efektem bombardowania czy wysadzenia kamienicy, kiedy to fragmenty murów, belek stropowych i innych elementów zawalonego budynku tworzą bezładna mieszaninę. Oczywistym wydawało się więc, że nie może być ono widoczne na zdjęciach lotniczych z wiosny 1945 roku,  bo wtedy właśnie powstała ortofotomapa. Druga równie istotną sprawą  były widoczne po prawej stronie kadru dość potężne, ślepe ściany kamienic. Nie wyglądały na efekt zburzenia sąsiednich budynków, lecz raczej stanowiły oryginalny fragment zabudowy, czyli jak sądziłem były „plecami” sąsiadujących oficyn. Takie miejsce powinno już być dobrze widoczne na lotniczym fotoplanie.

I rzeczywiście, szukając dalej znalazłem takie miejsce przy ul. Kapucyńskiej. Rassalski wykonał fotografię z miejsca załamania biegu ulicy, omijającej klasztorny ogród, w kierunku ślepego zaułka odchodzącego od ulicy na południowy wschód, równolegle do kamienicy o adresie Kapucyńska 7. Zatem gruzowiska, które widzieliśmy na zdjęciu musiały być pozostałościami budynku frontowego kamienicy Kapucyńska 5 i 7.

Układ zachowanej oficyny bocznej oraz uszkodzeń stojących murów nie pozostawiał wątpliwości, co do miejsca uchwyconego w kadrze. Na szczęście zachowało się zdjęcie lotnicze z lat 20. XX wieku, udostępnione w serwisie POLONA, pokazujące ten fragment miasta przed zniszczeniem.

Dziś o tej wąskiej, nieco tajemniczej i meandrującej między posesjami w swym oryginalnym biegu uliczce, stanowiącej dojście do gmachu Hipoteki i gimnazjum im. Czackiego mało kto pamięta. Budowa Trasy W-Z kompletnie zmieniła układ urbanistyczny okolicy, ścierając do reszty z powierzchni ziemi istniejąca tu przed 1945 rokiem gęstą zabudowę. Obecnie ul. Kapucyńska o zmienionym przebiegu stanowi jedynie łącznik między Miodową i Trasą W-Z i pewnie niewielu mieszkańców stolicy kojarzy fakt jej istnienia.

(F)